Wczorajszy bankrut chce wejść do Unii Europejskiej
Islandzki rząd rozpoczął wczoraj negocjacje dotyczące akcesji do UE. Mimo niedawnego załamania gospodarczego Rejkiawik ma nadzieję zakończyć cały proces w ciągu dwóch najbliższych lat.
Nie oznacza to jednak, że rozmowy między Islandią, która powoli wychodzi z kryzysu, a Unią będą łatwe. Eksperci oczekują zaciekłych sporów przynajmniej w dwóch dziedzinach: rybołówstwa i bankowości. W tej pierwszej dziedzinie szczególne kontrowersje budzą polowania na wieloryby, w drugiej - konsekwencje załamania finansowego z 2008 r. - Są takie rozdziały, w których Unia Europejska wie, że to Islandia powinna zmusić się do wysiłku - podkreślił po poniedziałkowych rozmowach przygotowawczych belgijski minister spraw zagranicznych Steven Vanackere. - Proszę pomyśleć choćby o sektorze finansowym.
Właśnie w tej dziedzinie Islandczycy mogą zostać zmuszeni do ustępstw. W rezultacie upadku islandzkich banków, a zwłaszcza internetowego Icesave, pieniądze stracili nie tylko wyspiarze, ale też klienci z Europy - przede wszystkim Wielkiej Brytanii i Holandii. Teraz Londyn i Amsterdam naciskają na Islandię, by zrefundowała sięgające 5,1 mld dol. straty cudzoziemcom. Rejkiawik odrzucił te żądania. Formalnie nie mogą one być przedmiotem negocjacji akcesyjnych, jednak eksperci nie mają wątpliwości, że zainteresowani odzyskaniem utraconych wkładów Brytyjczycy i Holendrzy będą starali się naciskać na Islandczyków zakulisowo.
Unijni dyplomaci podkreślają też, że przeszkodą w rozmowach może być brak entuzjazmu wyspiarzy. - My chcemy tej akcesji, ale opierając się na sondażach, mam wrażenie, że Islandczycy nie są do niej przekonani - mówił wczoraj Pierre Lellouche, francuski minister ds. europejskich.
mj, bloomberg
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu