Konserwatyści będą bronić biznesu przed socjalizmem
Wielka Brytania
Najbliższe wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii będą starciem między probiznesową Partią Konserwatywną a antybiznesową Partią Pracy, przekonuje premier David Cameron. I podkreśla, że takie pojęcia jak dochód, kreowanie bogactwa, obniżki podatków, przedsiębiorczość nie są niczym złym ani też nie są zarezerwowane dla elity.
- Jeśli planem laburzystów na tworzenie nowych miejsc pracy jest atakowanie biznesu, to naszym planem jest popieranie biznesu - oświadczył Cameron podczas wystąpienia kończącego doroczny zjazd Partii Konserwatywej. Była to aluzja do zeszłotygodniowego przemówienia lidera opozycji Eda Milibanda, który zapowiedział, że jeśli w 2015 r. Partia Pracy dojdzie do władzy, to zamrozi ceny energii i podniesie stawkę CIT dla wielkich firm. - W zeszłym tygodniu Partia Pracy zaproponowała podniesienie podatku dla naszych największych i odnoszących największe sukcesy pracodawców. To chyba najbardziej szkodliwa, najbardziej bezsensowna i spaczona polityka gospodarcza, jaką tylko mogli zaproponować - mówił Cameron. Ostrzegł, że te propozycje oznaczają powrót socjalizmu w stylu lat 70. zeszłego wieku.
Według sondaży konserwatyści, którzy od 2010 r. rządzą Wielką Brytanią w koalicji z Liberalnymi Demokratami, są o 11 punktów procentowych za Partią Pracy. Mają jednak nadzieję, że wraz z wychodzeniem brytyjskiej gospodarki z kryzysu do maja 2015 r. zdołają tę różnicę odrobić. Minister finansów George Osborne przyznał dwa dni wcześniej, że całkowita likwidacja deficytu budżetowego może potrwać do 2020 r.
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu