Szkocja wybiera: ropa albo whisky
Destylarnie myślą o niepodległości kraju bez wielkiego entuzjazmu
Krzyk mew na plaży w Aberdeen co jakiś czas zagłuszają przelatujące śmigłowce. Trzy terminale heliportu obsługują rocznie ponad 400 tys. pasażerów, co czyni go jednym z najbardziej ruchliwych na świecie. Jego główni klienci to BP, Shell, ConocoPhillips, Chevron i ExxonMobil, czyli wszyscy potentaci przemysłu naftowego.
Choć nawet z nadbrzeża nie można dostrzec celu podróży śmigłowców - platform wiertniczych na Morzu Północnym - ropę i gaz widać tu na każdym kroku. Miasto stanowi 4 proc. populacji Szkocji, ale zapewnia 28 proc. jej PKB. - Ropa zmieniła Aberdeen. Pod względem kosztów życia to najdroższe po Londynie miasto Wielkiej Brytanii - opowiada Kath Porter z Aberdeen Maritime Museum. W szkockiej części Morza Północnego znajduje się 90 proc. brytyjskich złóż ropy i gazu. W przypadku secesji ich wydobycie będzie zasilało budżet w Edynburgu.
A chodzi o duże pieniądze, rzędu 6,5 mld funtów rocznie. Z tym że dla Szkocji, która stanowi 8 proc. populacji Zjednoczonego Królestwa, będzie to znacznie większy zastrzyk finansowy. W tej sytuacji wybór w czwartkowym referendum byłby oczywisty, gdyby nie dwie sprawy. Po pierwsze, nikt dokładnie nie wie, ile ropy i gazu jeszcze zostało. Londyn mówi, że mogą one mieć wartość zaledwie 120 mld funtów, szkocki rząd przekonuje, że nawet 1,5 bln. Pewne jest, że szczyt produkcji już minął i od 15 lat jej poziom spada. Po drugie, Szkocja jako mniejsza gospodarka będzie bardziej narażona na skutki zmian cen surowców.
60 km na zachód od Aberdeen nastroje są zupełnie inne. Dufftown, czyli szkocka stolica whisky. W miasteczku działa siedem destylarni, m.in. Glenfiddich, gdzie powstaje najlepiej sprzedająca się na świecie whisky typu single malt. Uisge bagh, co po gaelicku znaczy woda życia, to nie tylko jeden z symboli Szkocji, ale też istotna gałąź gospodarki. Whisky po ropie i gazie jest najważniejszym towarem eksportowym. W każdej sekundzie za granicę sprzedawanych jest 40 butelek tego trunku, co w zeszłym roku przełożyło się na przychód w wysokości 4,3 mld funtów.
Na dodatek nie jest jasne, czy Szkocja nie będzie musiała negocjować od zera wejścia do UE oraz jakiej waluty będzie używać. To pierwsze oznacza, że na czas negocjacji znajdzie się poza umowami handlowymi podpisanymi przez UE z państwami trzecimi oraz straci pomoc Brukseli w przypadku sporów. Drugie - że jeśli nie będzie to funt, eksporterzy będą ponosić koszty różnic kursowych, wysyłając towar na południe wyspy, a to dla nich trzeci co do wielkości rynek. Destylarnie myślą więc o niepodległości bez entuzjazmu. - Whisky korzysta ze wsparcia rządu dzięki sieci ambasad oraz z braku barier handlowych wewnątrz UE - ocenia rzecznik William Grant & Sons. Firma wsparła kampanię przeciwników secesji Better Together kwotą 100 tys. funtów. Producenci whisky nie mogą się też przenieść do Londynu, jak to mają w planie szkockie banki.
Wpisany na listę zabytków Dundas House jest siedzibą Royal Bank of Scotland (RBS) od 189 lat. Największy szkocki bank potwierdził, że w przypadku niepodległości przeprowadzi się do londyńskiego City. Zmiana adresu nie oznacza zamknięcia szkockich placówek, ale podatki będą płynąć do brytyjskiego budżetu. Jak wyjaśniają bankowcy, do tego kroku zmusza ich brak jasności co do waluty. Jeśli pozostałaby w unii monetarnej z Londynem, to gdzie znajdowałby się nadzór bankowy i kto byłby gwarantem wypłacalności banków?
Mieszkańcy reszty kraju nie widzą powodu, by Bank Anglii miał ratować instytucje obcego państwa, a władze w Edynburgu nie miałyby takich możliwości. A wystarczy sobie przypomnieć początek kryzysu, by zrozumieć, że nie są to abstrakcyjne pytania; bank centralny uratował wówczas RBS przed bankructwem, przejmując udziały w zamian za dokapitalizowanie. RBS do dziś nie wyszedł na prostą i w rękach brytyjskiego skarbu państwa pozostaje 81 proc. akcji.
Edynburg jest drugim centrum finansowym Wielkiej Brytanii. W tamtejszych bankach znajduje się 1/4 brytyjskich depozytów. Wartość aktywów stanowi 12-krotność szkockiego PKB, znacznie więcej, niż było to na Islandii i Cyprze przed krachem. To, czy Szkoci poradziliby sobie w kryzysowej sytuacji, jest jedną z wielu niewiadomych, gdyby jutro wybrali niepodległość.
@RY1@i02/2014/180/i02.2014.180.000000600.101.jpg@RY2@
Szkockie referendum odbędzie się już w najbliższy czwartek
Bartłomiej Niedziński
korespondencja ze Szkocji
www.Forsal.pl: Jeśli Szkocja odłączy się od Zjednoczonego Królestwa, będzie piekło
Jak przeplatała się historia Polski i Szkocji, czytaj na www.Dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu