Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Koniec niemieckiej hegemonii na Wschodzie

28 lutego 2022
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

R osyjska agresja na Ukrainę i wypracowany w kilka dni niemal pełen konsensus Zachodu ws. gospodarczej i politycznej izolacji Moskwy kończy pewną epokę. Ku zdumieniu politycznego establishmentu w Berlinie, Rzymie, Atenach czy Budapeszcie postrzeganie spraw wschodnich w UE przechodzi błyskawiczną rewolucję. Podejście, które przez lata uchodziło za kwintesencję zdrowego rozsądku – przekonanie, że putinowska Rosja powinna być traktowana jako wiarygodny, przewidywalny partner biznesowy i polityczny – zostało skompromitowane. Z kolei poglądy na reżim rosyjski, które – w dużej mierze bezskutecznie – wprowadzaliśmy na europejskie salony my i Bałtowie, okazały się racjonalne. A nie – jak wydawało się wielu szacownym i prominentnym przedstawicielom europejskich elit – podyktowane historycznymi uprzedzeniam i.

Szczególnym przypadkiem tego przewartościowania jest scheda Angeli Merkel, która szybko brzydko się zestarzała. Wieloletnia niemiecka kanclerz przez długi czas skutecznie prezentowała się jako „cywilizowany środek” pomiędzy sympatyzującymi z Władimirem Putinem politykami z lewa (jak Gerhard Schröder czy Miloš Zeman) i z prawa (Silvio Berlusconi, Viktor Orbán czy Marine Le Pen), a „rusofobiczną” bądź „histeryzującą” Warszawą. Jej dorobek z dzisiejszego punktu widzenia jawi się zgoła inaczej. To robienie dobrej miny do złej gry po rosyjskim najeździe na Gruzję w 2008 r. i w pierwszym etapie agresji na Ukrainę po roku 2014. Poparcie dla sankcji było w tej polityce swoistym alibi dla kontynuowania beztroskiego „business as usual”. To forsowanie gazociągu Nord Stream 2 jako zwykłego projektu biznesowego, choć zarówno Polska i jej unijni sojusznicy ze Wschodu i Północy, jak i sam Kijów cierpliwie tłumaczyli geopolityczne implikacje tej inwestycji i zagrożenia związane z wręczeniem Kremlowi kolejnego instrumentu gazowego szantażu. Niereformowalny, ośli upór Merkel najlepiej podsumowuje to, że jeszcze pod koniec swojego urzędowania, gdy Europejczycy odczuwali już w swoich portfelach skutki wrogich działań Moskwy, a intencje Władimira Putina jak na dłoni pokazywał stan magazynów kontrolowanych przez Gazprom, szefowa niemieckiego rządu w najlepsze negowała rolę Rosji w kryzysie.

To wreszcie przypieczętowanie losu niemieckiego atomu – na mocy jej decyzji wyłączonych zostało 14 z 17 bloków jądrowych (choć obejmując władzę, planowała wydłużenie ich życia), co stanowiło kolejny akord w procesie pogłębiania zależności Europy od rosyjskiego gazu; starała się też blokować rozwój energetyki jądrowej w innych krajach, m.in. hamując decyzje o jej uwzględnieniu w unijnej taksonomii – dokumencie kluczowym z punktu widzenia dostępu branży do finansowania. Jeszcze niedawno żegnana z honorami i wzruszeniem przez całą niemal klasę polityczną UE Merkel, jak kiedyś Neville Chamberlain, ma szanse przejść do historii jako symbol wszystkiego, co było nie tak z europejską polityką wobec coraz bardziej jednoznacznych świadectw rozbudzenia rosyjskiego imperializmu. To jej i jej podobnym przedstawicielom establishmentu „zawdzięczamy” to, że konieczny zwrot polityczny odbywa się tak późno, za tak gigantyczną cenę i przy akompaniamencie bomb spadających na ukraińskie miasta.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.