Wojna jeszcze na słowa
S łyszeliście o Tajwanie? Gorąco tam. Nie tylko ostatnio. Ale ostatnio goręcej. Wybuch wojny jest tam coraz bardziej prawdopodobny. A ponieważ Tajwan znajduje się na przecięciu interesów USA i Chin, to może być z tego niezła afera. Ale dlaczego akurat Tajwan? Dlaczego jest taki ważny i dla jednych, i dla drugich? W końcu wyspa jak wyspa. Mało to takich jest na Pacyfiku? W wyjaśnieniu tej kwestii pomoże Chris Miller.
Ten historyk z amerykańskiego Uniwersytetu Tuftsa w Massachusetts napisał już kilka książek na temat Rosji. I tej jeszcze radzieckiej, i tej współczesno-putinowskej (książka „Putinomics”). Teraz zaś zainteresował się komputerowymi chipami. I to one właśnie doprowadziły go na Tajwan. Miejsce, w którym koncentruje się światowa produkcja tego bardzo istotnego zasobu ekonomicznego. Bo chipy – pisze Miller – są dla gospodarki XXI w. tym, czym była ropa dla XX w. „Napędzają” najważniejsze oraz najnowsze technologie. Bez procesorów (to też rodzaj chipa) nie mogłyby istnieć smartfony czy komputery. Nie moglibyśmy bez nich marzyć o powrocie na Księżyc. Bez nich nie byłoby prac nad sztuczną inteligencją.
Mniej więcej jedna piąta produkcji chipów przypada na Tajwan. A gdy weźmie się pod uwagę najbardziej zaawansowane technologie ich wytwarzania, to bywa, że jego udział rośnie do 90 proc. Ta monopolistyczna pozycja to w zasadzie dzieło jednego człowieka. Facet nazywa się Morris Chang i ma prawie 100 lat. Przez lat 30 pracował nad półprzewodnikami na Uniwersytecie Harvarda, zaś w 1987 r. założył Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC). Jego firma to największy na świecie producent najbardziej zaawansowanych technologicznie układów scalonych. Choć Chang oficjalnie jest na emeryturze, pozostaje – podobno – jednym z najbardziej wpływowych ludzi w tajwańskiej polityce i gospodarce.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.