Netanjahu odłoży sny o sojuszu
Decyzja o tym, że polska delegacja nie pojedzie na szczyt V4+ zapadła po wczorajszej wypowiedzi szefa izraelskiej dyplomacji
fot. Ronen Zvulun/Reuters/Forum
Premier Benjamin Netanjahu i p.o. ministra spraw zagranicznych Jisra’el Kac
O odwołaniu udziału Polski w szczycie Grupy Wyszehradzkiej w Jerozolimie przesądziła wczoraj wypowiedź p.o. ministra spraw zagranicznych Jisra’ela Kaca, że „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”. Premier Mateusz Morawiecki czekał do ostatniej chwili na przeprosiny ze strony Izraela za słowa Kaca. Oczekiwano, że przed południem szef izraelskiej dyplomacji wygłosi oświadczenie, w którym wycofa się z najbardziej kontrowersyjnych słów. Tak się jednak nie stało.
Przed ogłoszeniem decyzji polski premier poinformował o całej sprawie partnerów z wyszehradzkiej czwórki. W reakcji V4 zdecydowała się odwołać szczyt w Izraelu, co oznajmił premier Czech Andrej Babiš, który w tym roku przewodzi pracom grupy. Mimo to szefowie rządów Czech, Słowacji i Węgier w komplecie stawili się w Izraelu. Zamiast szczytu odbędą – jak brzmi oficjalna wersja – szereg spotkań bilateralnych. Warszawa z kolei zastanawia się, czy możliwe są kolejne ataki ze strony Izraela.
Obaj premierzy mimo kontrowersji i sporu w ostatnich dniach odwoływali się do deklaracji z czerwca zeszłego roku, kończącej spór o IPN. PiS – podobnie jak partia Benjamina Netanjahu – znajduje się już w rytmie kampanijnym i to także rzutuje na zachowanie w tej sprawie. – W Izraelu nie znajdziemy bardziej przychylnego Polsce polityka niż Netanjahu. Nawet lewica jest bardziej radykalna, a co dopiero prawica – mówi jeden z naszych dyplomatów. Zapewne dlatego, gdyby nie słowa Kaca, sytuacja – mimo nieobecności naszego premiera w Izraelu – po pewnym czasie by się uspokoiła. Nowy szef MSZ Izraela doprowadził jednak spór do wrzenia. – Nie mogliśmy tego zostawić – mówi osoba z rządu.
Decyzja o odwołaniu wyjazdu premiera Morawieckiego zapadła, zanim jeszcze Kac dolał oliwy do ognia. Jeszcze w niedzielę rano wszystko wskazywało na to, że do Netanjahu poleci Morawiecki. – Sprawa została wyjaśniona przez stronę izraelską – mówił w porannym programie w TVP Info szef Stałego Komitetu Rady Ministrów Jacek Sasin. A minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz szykował się do wyjazdu do Brukseli na posiedzenie unijnej Rady ds. Zagranicznych. Tak naprawdę jednak strona polska nie była do końca usatysfakcjonowana wyjaśnieniami strony izraelskiej.
Kancelaria Netanjahu w oświadczeniu zapewniła, że premier, rozmawiając w czwartek z dziennikarzami w Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie o kolaboracji z nazistami, nie miał na myśli całego narodu polskiego ani państwa. Rząd dysponował jednak jego wypowiedzią w języku hebrajskim i – jak wynika z nieoficjalnych informacji – rządowi tłumacze nie byli w stanie rozsądzić, czy chodziło mu o pojedyncze przypadki kolaboracji, czy o wszystkich Polaków. Dlatego oczekiwali ze strony Izraela jasnej deklaracji. Gdy ona nie padła, także w niedzielę Morawiecki odwołał wyjazd, zamiast niego miał pojechać Czaputowicz. Ale Kac zaostrzył sprawę, która i tak była już na ostrzu noża.
Po naszej stronie panuje teraz przekonanie, że sytuacja może się uspokoić dopiero po kwietniowych wyborach w Izraelu. Wtedy może nastąpić powrót do rozmów o szczycie w Jerozolimie. – Za półtora miesiąca sytuacja się unormuje, bez względu na to, czy będzie rządził Netanjahu, czy nie – uspokaja osoba z rządu.
Odwołanie szczytu to zła wiadomość dla Netanjahu, który liczył na sojusz ze środkowoeuropejskimi członkami UE. W ostatnich latach polityka rządzącego Likudu wobec Palestyny powodowała coraz poważniejsze tarcia z państwami zachodnimi, na co zresztą izraelski premier narzekał podczas szczytu V4 w Budapeszcie dwa lata temu.
Polską rezygnację z wyjazdu Węgry mogą odebrać jako policzek
Według nagrania, które wyciekło z zamkniętego spotkania, izraelski przywódca miał powiedzieć, że UE jest jedynym związkiem krajów, który warunkuje relacje z Izraelem polityką. To wówczas premier zaprosił swoich czterech partnerów z V4 do Jerozolimy. Netanjahu postawił na współpracę z Wyszehradem także dlatego, że z obecnymi rządami państw V4 łączy go również stanowcze „nie” dla migracji oraz stawianie na sojusz z Amerykanami. Spotkanie w Jerozolimie miało pokazać, że Izrael ma przyjaciół w Europie. Okazuje się jednak, że niekoniecznie.
Spośród wyszehradzkiej czwórki najbardziej przychylny współpracy z Netanjahu jest premier Węgier. Odwołany szczyt do wczoraj był ukazywany nad Balatonem jako sukces polityki Viktora Orbána, który w ostatnich dwóch latach dwukrotnie spotykał się z premierem Izraela. Szczyt V4+ miał być także dowodem na to, że nie ma problemów w relacji Izrael – V4, a zatem zarzuty, że w Europie Środkowej jest problem z antysemityzmem, miały zostać odrzucone. Dlatego na Węgrzech polska rezygnacja z wyjazdu do Jerozolimy może zostać odebrana nie jako policzek wymierzony Budapesztowi – niejako koordynatorowi współpracy w tym formacie. ©℗
Współpraca Dominik Héjj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu