Zdobyć całą enklawę
Nie zważając na obawy sojuszników, władze państwa żydowskiego planują rozszerzenie inwazji lądowej w Strefie Gazy. Działania te mogą doprowadzić do dalszej destabilizacji sytuacji w regionie
Wejście wojsk lądowych do Rafah jest zdaniem premiera Izraela Binjamina Netanjahu niezbędne do zwycięstwa nad Hamasem. W położonej na granicy z Egiptem miejscowości przed wojną mieszkało 280 tys. Palestyńczyków. Dziś według szacunków Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka Rafah jest domem dla ponad 1,4 mln ludzi, którzy uciekli tam z północy na polecenie władz państwa żydowskiego.
Choć po 7 października miasto było regularnie ostrzeliwane, uznawane było za ostatnie względnie bezpieczne miejsce na mapie enklawy. W ramach przygotowań do ofensywy lądowej Siły Obronne Izraela (IDF) wzmocniły jednak naloty na okolice Rafah, a ambicje wojska spotkały się z krytyką na arenie międzynarodowej. „Bibi” został wezwany do odwołania planowanej inwazji. Rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA John Kirby ostrzegł, że Stany Zjednoczone nie poprą ataku na Rafah. Przekonywał, że operacja wojskowa byłaby katastrofą dla tamtejszych cywilów. W wywiadzie dla amerykańskiej stacji radiowej NPR ambasadorka USA przy ONZ Linda Thomas-Greenfield powiedziała, że operacja wojskowa „nie może być przeprowadzona w obecnych warunkach”. Krytycznie o działaniach państwa żydowskiego wypowiadał się w tym miesiącu nawet prezydent Joe Biden, wieloletni sojusznik Izraela. Reakcję tamtejszych władz na atak Hamasu określił jako „przesadzoną”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.