Wewnętrzny wróg. Czy Hezbollah przetrwa wojnę z Izraelem?
Libańscy szyici obwiniają o wybuch kolejnego konfliktu Hezbollah. Problem w tym, że w zdominowanym przez sunnitów regionie organizacja ta jest dziś dla nich jedynym wsparciem.
Deptak wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego w Bejrucie, który zwykle przyciągał biegaczy i spacerowiczów, dziś pokrywają namioty. Koczuje tu garstka spośród ponad miliona ludzi zmuszonych do opuszczenia swoich domów. Schroniska są przepełnione, a czynsze bardzo wysokie. Zresztą właściciele mieszkań odmawiają wynajmu przesiedleńcom, obawiając się, że ich lokale staną się celem ataków. W ostatnich dniach Izrael uderzał w miejsca, w których przebywali uchodźcy wewnętrzni – np. w hotele – twierdząc, że schronili się tam bojownicy Hezbollahu i irańscy urzędnicy. Wielu zniechęciło to do pomagania dotkniętym wojną rodakom.
Do stolicy Libanu, liczącego ok. 6 mln mieszkańców, napływają zarówno mieszkańcy bombardowanych przedmieść – gęsto zaludnionej Ad-Dahiji – jak i osoby uciekające z południa kraju, gdzie Siły Obronne Izraela (IDF) rozpoczęły kampanię, którą nazywają „ograniczoną i precyzyjnie ukierunkowaną operacją lądową”. Jej skutki są dużo poważniejsze, niż przedstawia to rząd Binjamina Netanjahu. W ciągu zaledwie dwóch tygodni w całym Libanie zginęło niemal 1 tys. osób.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.