Sarkozy przeciw młodym emerytom
Do 2018 roku Francja podniesie próg wieku przejścia na emeryturę z 60 do 62 lat - ogłosił wczoraj minister pracy, solidarności i administracji Eric Woerth.
Jego zdaniem ten radykalny - z punktu widzenia przeciętnego Francuza - krok ma pomóc ocalić system emerytalny i jest moralnym obowiązkiem. - Wydłużenie okresu aktywności zawodowej jest nieuchronne. Wszyscy nasi europejscy partnerzy to zrobili. Nie możemy zostać poza tym procesem - podkreślił. Docelowo reforma systemu emerytalnego ma służyć opanowaniu w ciągu ośmiu lat deficytu budżetowego i zredukowaniu go z 7,5 proc. w 2009 r. do zera w 2018 r.
Podwyższenie wieku emerytalnego to jednak spore ryzyko polityczne dla prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego oraz rządu Francois Fillona. Według wyników sondażu opublikowanego przez lewicowy dziennik "Liberation" 55 proc. Francuzów uważa proponowane przez władze rozwiązanie za niesprawiedliwe. We wtorek w Paryżu odbyła się kilkudziesięciotysięczna manifestacja przeciw planom Sarkozy’ego. Niewątpliwie to dopiero pierwszy z nadchodzącej fali protestów przeciw reformie.
Paryż nie ma jednak wyjścia. Roczny deficyt francuskiego systemu emerytalnego sięgnie w tym roku 32 mld euro. Jak zapowiadają analitycy, gdyby rząd pozostawił go bez zmian, w 2050 roku osiągnie poziom 114 mld euro.
Z drugiej strony przez ostatnie 30 lat Francuzi przywykli do obowiązujących, dosyć komfortowych zasad przejścia na emeryturę. Nad Sekwaną zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą zrezygnować z pracy w wieku 60 lat - po udowodnieniu, że przez ostatnie 40,5 roku systematycznie opłacali swoje składki. Pracownicy budżetówki mogą liczyć na emeryturę rzędu 75 proc. ich pensji w momencie odejścia z pracy.
mj, bbc, pap
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu