Angielskimi klubami mają rządzić kibice
Rosnące zadłużenie klubów i protesty fanów spowodowały, że brytyjski rząd zaczął pracować nad nowym modelem zarządzania drużynami z Premier League. Akcje klubów mają trafić w ręce kibiców.
Rządowy plan naprawy angielskiej piłki nożnej zakłada, że kibice będą właścicielami minimum 25 procent udziałów w klubach, którym kibicują. Jeśli klub zostanie wystawiony na sprzedaż, fani będą mieli pierwszeństwo jego zakupu. Partia Pracy, na czele z premierem Gordonem Brownem, obiecuje, że zacznie realizować projekt już w pierwszym roku działalności nowego rządu. O ile oczywiście wygra majowe wybory. Jednak i Partia Konserwatywna zapewnia, że nie będzie blokować tej inicjatywy. - Oba ugrupowania zgadzają się, że kibice powinni mieć udziały w klubach - mówi Dave Boyle, dyrektor generalny Supporters Direct, organizacji odpowiedzialnej za kibicowskie fundusze. - Trzeba zrozumieć, że kluby piłkarskie to nie są zwykłe przedsiębiorstwa - dodaje.
Na działania polityków wpłynęła zapaść finansowa w Portsmouth, a także głośne protesty kibiców Manchesteru Utd i Liverpoolu przeciwko amerykańskim właścicielom tych klubów. Zespoły z Old Trafford i Anfield Road są łącznie zadłużone na ponad miliard funtów.
Plany polityków mogą kolidować z kursem, jaki w ostatnich latach obrała Premier League, stawiając na wolny rynek transferowy. Brown uważa jednak, że reformy są konieczne i wyjdą klubom, wydającym na zawodników bajońskie sumy, tylko na dobre. Brytyjskiego premiera popiera prezydent UEFA Michel Platini, który od dawna chce ukrócić zadłużanie klubów poprzez wprowadzenie zasady finansowego fair play. Według niej kluby nie będą mogły wydawać na transfery więcej, niż wynoszą ich realne przychody. Platini wie, że kibice zrobią wszystko, by nie doprowadzić swoich klubów na skraj finansowej przepaści. - To świetna idea - ocenił pomysł brytyjskiego rządu. - Zdarza się, że prezes to obcokrajowiec, piłkarze też są obywatelami innego kraju i tylko kibice tak naprawdę utożsamiają się z klubem - dodał.
Platini uważa, że o tym, kto i na jakich zasadach może kupić klub, powinny decydować rządy danych krajów. Podoba mu się model hiszpański, gdzie nad poczynaniami działaczy czuwają tysiące socios, płacących składki na klub i dysponujących szerokimi uprawnieniami. - To fani są w rzeczywistości właścicielami Realu czy Barcelony - wskazuje.
Anglicy zazdrośnie patrzą jednak nie na ligę hiszpańską, gdzie największe kluby również toną w długach, a na niemiecką. Konkretnie na Bayern Monachium, w którym 50 procent plus jedna akcja znajdują się w rękach fanów.
mch
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu