Samorządy nieśpiesznie przechodzą na elektromobilność
Tylko jedna trzecia polskich miast może osiągnąć w 2028 r. ustawowy 30-proc. próg autobusów elektrycznych lub wodorowych we flocie
Takie wnioski płyną z ostatniego raportu Banku Gospodarstwa Krajowego, który badał, jak samorządy przygotowują się do wymogów ustawy o elektromobilności. Zakłada ona, że od stycznia tego roku udział autobusów zeroemisyjnych, czyli elektrycznych i wodorowych, we flocie miast powyżej 50 tys. mieszkańców musi wynosić 10 proc. Za pięć lat ma on wzrosnąć do 30 proc.
W badaniu uczestniczyło 65 różnej wielkości miast, które podlegają zapisom ustawy. Wśród nich były zarówno te średnie, jak i duże. Z badania wynika, że ponad trzy czwarte miast (to głównie te mniejsze ośrodki) nie przekroczyło wymaganego obecnie 10-proc. progu autobusów elektrycznych i wodorowych. Część samorządów od zakupu pojazdów odstrasza wciąż wysoka cena – kupowane obecnie elektryki są prawie trzy razy droższe niż pojazdy z silnikiem Diesla. Część miast odstraszają też rosnące ceny prądu. Dodatkowo pewną barierą jest dostęp do środków unijnych. Skończyły się pieniądze z jednej perspektywy UE, a z kolejnej jeszcze nie są dostępne. Wciąż zablokowane są też środki z Krajowego Planu Odbudowy. Z raportu wynika, że wielu miastom nie uda się także spełnić ustawowego 30-proc. progu w 2028 r. BGK sumował istniejący tabor, prowadzone zakupy, a także liczbę autobusów planowanych do kupienia. Za pięć lat tylko w około jednej trzeciej miast będzie jeździć wymagana liczba pojazdów elektrycznych i wodorowych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.