Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

Urzędnicy i propozycje finansowe - grząski grunt

Ten tekst przeczytasz w 64 minuty

Kierując oferty finansowe do pracowników, instytucje puąa możemy już mówić o korupcji. Problemu tego nie mają firmy prywatne

Sytuacje, w których w ramach rozmów prowadzonych przez pracodawcę z pracownikami tym ostatnim składa się różnego rodzaju oferty, są na porządku dziennym w większości firm. Z reguły mają one miejsce wtedy, gdy pracodawca wychodzi z propozycją zmiany warunków pracy lub płacy, np. podwyżki wynagrodzenia czy modyfikacji zakresu obowiązków pracownika. Rozmowy, w których takie propozycje padają, mają też miejsce wtedy, gdy jedna ze stron zmierza do rozstania. Z reguły, jeśli to pracownik wypowiada umowę, oferta pracodawcy ma na celu zatrzymanie go w firmie.

W takich sytuacjach większości zatrudniających nie przyszłoby zapewne do głowy, że ich propozycja skierowana do podwładnego może być niezgodna z prawem (poza ewidentnymi przypadkami, gdy oferta pracodawcy bądź reprezentującej go osoby ma np. charakter groźby). Warto przy tym zauważyć, że w realiach prywatnego biznesu pracodawcy mają dużo większą swobodę składania propozycji - zwłaszcza tych finansowych -zatrudnionym. Takiego komfortu nie mają natomiast pracodawcy sektora publicznego, czyli urzędy i instytucje państwowe i samorządowe.

Dlaczego? Zatrudnieni w nich pracownicy (urzędnicy) z reguły mają bowiem status osoby pełniącej funkcję publiczną. Uwzględniając to, publiczni pracodawcy, którzy występują w stosunku do podwładnych z ofertami, zwłaszcza o charakterze finansowym, powinni być szczególnie uczuleni na to, że w pewnych sytuacjach ich propozycja może zostać uznana za ofertę korupcyjną.

Dowodem, jak wrażliwa jest to kwestia, może być opisywana ostatnio przez media sprawa wiceprezesa ZUS, który miał rzekomo złożyć jednemu z dyrektorów oddziałów terenowych zakładu propozycję rezygnacji ze sprawowanej funkcji w zamian za objęcie innej, lepiej płatnej posady. Wiele osób mogło zadawać sobie pytanie, czy taka propozycja skierowana do osoby pełniącej funkcję publiczną mogłaby być potraktowana jako korupcyjna. Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy uznała, że w tym przypadku o korupcji nie może być mowy i umorzyła sprawę wobec braku znamion czynu zabronionego.

Przestępstwo przekupstwa

Składając jakąkolwiek ofertę osobie pełniącej funkcję publiczną - i to nie tylko w stosunkach pracy - należy mieć na uwadze możliwość popełnienia przestępstwa przekupstwa (łapownictwa czynnego). Uregulowano je w art. 229 par. 1 ustawy z 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1137; dalej: k.k.). Polega ono na udzieleniu korzyści majątkowej lub osobistej albo złożeniu obietnicy jej udzielenia osobie pełniącej funkcję publiczną. Może to być np. proste przekazanie jakiejś kwoty pieniędzy "z ręki do ręki" czy zaproponowanie wynagrodzenia nieproporcjonalnie wysokiego i rażąco odbiegającego od przyjętych stawek.

W literaturze zwraca się uwagę, że udzielenie korzyści może polegać na zaniechaniu podjęcia czynności wymaganej przez prawo, które przynosi korzyść osobie pełniącej funkcję publiczną. Przyjmuje się także, że dla dokonania tego przestępstwa wystarczające jest samo złożenie obietnicy udzielenia korzyści, bez precyzowania, o jaką dokładnie korzyść miałoby chodzić. Rzecz bowiem w tym, że istotne znaczenie ma zamiar udzielenia korzyści uzewnętrzniony przez sprawcę, który musi być jednoznacznie wyrażony i przynajmniej ogólnie wskazywać na przedmiot obietnicy. Dodać też należy, że przestępstwo w postaci złożenia obietnicy jest dokonane już z chwilą jej złożenia, niezależnie od tego, czy została ona przyjęta. Natomiast próba udzielenia korzyści, która nie zostanie przyjęta, skutkuje odpowiedzialnością za usiłowanie.

Intencje i związek z funkcją

Rozpatrując sytuację, w której podczas rozmowy z osobą pełniącą funkcję publiczną zostaje jej złożona propozycja rezygnacji ze sprawowanej funkcji w zamian za objęcie innej, lepiej płatnej posady, należy postawić pytanie, czy takie zachowanie w ogóle może być rozpatrywane w kontekście art. 229 par. 1 k.k. Przy takiej ocenie należy zachować daleko idącą ostrożność. Często bowiem się zdarza, że intencje przeprowadzającego rozmowę w imieniu podmiotu zatrudniającego są opacznie odebrane przez zatrudnionego.

W tym zakresie pogłębionej analizy wymaga, czy złożona propozycja pozostaje w związku z pełnioną funkcją publiczną.

Użyte w art. 229 par. 1 k.k. określenie "w związku" oznacza, że udzielenie korzyści lub obietnica jej udzielenia dokonana została ze względu na pełnioną przez daną osobę funkcję publiczną. W literaturze okoliczność tą traktuje się jako swoistego rodzaju motyw leżący po stronie osoby dającej. W rzeczywistości bowiem sprawowanie określonej funkcji publicznej stanowi motyw udzielenia korzyści majątkowej. Stanowi ono obiektywny element rzeczywistości, którego wystąpienie musi być uświadomione przez sprawcę, aby można było przypisać mu umyślne dopuszczenie się przestępstwa łapownictwa czynnego.

Związku, o którym mowa w art. 229 par. 1 k.k., nie należy pojmować wąsko, tj. tylko jako relację między udzieleniem korzyści (jej obietnicy) a konkretną czynnością służbową. Pełnienie funkcji publicznej powinno być tu rozumiane jako faktyczne posiadanie możliwości podjęcia konkretnych czynności służbowych. Jak wskazał Sąd Najwyższy w wyroku z 12 czerwca 1980 r., sygn. akt I KR 99/80 (OSNKW 1980, nr 12, poz. 93), może to być związek z "całokształtem urzędowania, z zespołem czynności należących do sprawowanej przez daną osobę funkcji publicznej, które może ona podejmować lub się od nich wstrzymać". SN podkreślił też, że może on sprowadzać się także do zapewnienia sobie przychylności osoby pełniącej funkcję publiczną. Oczywiście nie można też wykluczyć, że przyjęcie łapówki nastąpi w związku z konkretną czynnością służbową.

Z orzecznictwa wynika też pośrednio (choć nie ma o tym mowy wprost w przepisie), że udzielenie korzyści lub jej obietnicy ma zmierzać do zapewnienia osobie dającej realizacji jej interesu czy uzyskania przez nią samą korzyści - w zamian za korzyść udzieloną osobie publicznej.

Reasumując - przyjęcie, że mamy do czynienia z propozycją korupcyjną, wymaga więc starannego i szczególnego ustalenia wszystkich okoliczności sprawy. Decydująca powinna być obiektywna ocena faktów, a nie same odczucia i przypuszczenia jednego z uczestników rozmowy. Nie może też budzić wątpliwości, że doszło do udzielenia korzyści lub jej obietnicy i miało to związek z pełnioną funkcją publiczną.

Kto pełni funkcję publiczną

Ustalenie, kto należy do kategorii osób pełniących funkcje publiczne, jest kluczowe przy rozpatrywaniu odpowiedzialności z 229 par. 1 k.k. Do osób tych zalicza się przede wszystkim funkcjonariuszy publicznych. Definicja tego pojęcia zawarta jest w art. 115 par. 13 k.k.

Do kręgu funkcjonariuszy publicznych należą m.in. osoby będące pracownikami administracji rządowej lub samorządu terytorialnego, innego organu państwowego (np. administracji Sejmu czy Senatu), chyba że pełnią wyłącznie funkcje usługowe (np. kierowcy, sekretarki, sprzątaczki). Status funkcjonariusza publicznego uzyska również inna osoba, która - nie będąc pracownikiem administracji rządowej, innego organu państwowego lub samorządu terytorialnego - z mocy prawa lub na podstawie porozumienia administracyjnego ma uprawnienie do wydawania decyzji administracyjnych (np. w związku z pełnieniem określonej funkcji w organach samorządu zawodowego). Do grona funkcjonariuszy publicznych zalicza się również osoby będące pracownikami organów kontroli państwa lub samorządu terytorialnego (np. Najwyższej Izby Kontroli, Inspekcji Handlowej, Państwowej Inspekcji Sanitarnej, Państwowej Inspekcji Pracy, regionalnej izby obrachunkowej), chyba że pełnią wyłącznie czynności usługowe.

Odrębną grupę funkcjonariuszy publicznych stanowią "osoby zajmujące kierownicze stanowiska w innej instytucji państwowej". Należy sądzić, że w grę wchodzą osoby kierujące nie tylko całością takiej jednostki, lecz także jej częścią (a zatem np. w uczelni państwowej funkcjonariuszami publicznymi są nie tylko rektor i prorektorzy, lecz także dziekani, prodziekani, dyrektorzy instytutów czy kierownicy katedr).

Inne osoby

Poza funkcjonariuszami publicznymi do kategorii osób pełniących funkcje publiczne zalicza się członków organu samorządowego, osoby zatrudnione w jednostkach organizacyjnych dysponujących środkami publicznymi (chyba że wykonują wyłącznie czynności usługowe), a także inne osoby, których uprawnienia i obowiązki w zakresie działalności publicznej są określone lub uznane przez ustawę lub wiążącą Polskę umowę międzynarodową.

Jeśli chodzi o osoby zatrudnione w jednostkach organizacyjnych dysponujących środkami publicznymi, ustawa mówi tu o zatrudnionych, nie o pracownikach. Przez pojęcie zatrudnionego należy rozumieć pracowników w rozumieniu art. 2 ustawy z 26 czerwca 1974 r. - Kodeks pracy (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 1502 ze zm.; dalej: k.p.), a także osoby zatrudnione na innej podstawie tj. umowie-zleceniu, umowie o dzieło, o zarządzanie czy kontrakcie menedżerskim.

@RY1@i02/2016/190/i02.2016.190.18300090b.101(c).gif@RY2@

RAMKA 2

Przykłady z orzecznictwa Sądu Najwyższego

Według SN osobą pełniącą funkcję publiczną jest:

ordynator szpitala - i to zarówno w związku z administrowaniem, jak i udzielaniem świadczeń zdrowotnych (uchwała składu siedmiu sędziów z 20 czerwca 2001 r., sygn. akt I KZP 5/01, OSNKW 2001, nr 9-10, poz. 71);

dyrektor przedsiębiorstwa państwowego (uchwała składu siedmiu sędziów SN z 18 października 2001 r., sygn. akt I KZP 9/01, OSNKW 2001, nr 11-12, poz. 87, z glosą Górniok, OSP 2002, z. 4, poz. 45);

prezes spółdzielni mieszkaniowej (uchwała składu siedmiu sędziów SN z 28 marca 2002 r., sygn. akt I KZP 35/01, OSNKW 2002, nr 5-6, poz. 29, z glosami Górniok i Skorupki, OSP 2003, z. 1, poz. 7).

@RY1@i02/2016/190/i02.2016.190.18300090b.102(c).gif@RY2@

Zachęta czy groźba, czyli gdzie leży granica

W praktyce częste są przypadki, w których pracodawca mając podstawy do rozwiązania umowy o pracę w trybie natychmiastowym, składa pracownikowi ofertę rozstania za porozumieniem stron. Często jednak w takich sytuacjach zatrudnieni podnoszą, że do zawarcia porozumienia doszło pod wpływem groźby, tj. że podpisali porozumienie z obawy przed dyscyplinarką, a to jest równoznaczne z wadą oświadczenia woli i możliwością uznania porozumienia za nieważne.

Groźba bezprawna, na którą może powołać się pracownik, oznacza zagrożenie podjęcia działania:

niezgodnego z prawem lub zasadami współżycia społecznego (użycie bezprawnego środka) lub

zgodnego z prawem, ale zmierzającego do osiągnięcia celu niezgodnego z prawem lub zasadami współżycia społecznego (zmierzanie do bezprawnego celu).

Należy przy tym uwzględnić wszystkie okoliczności sprawy (sposób zachowania stron i sytuację, w której się znajdują). W orzecznictwie ugruntowane jest stanowisko, że jeżeli działanie, którego podjęciem grozi strona, mieści się w granicach jej uprawnień, to nie może być ono kwalifikowane jako czynność bezprawna.

W wyroku Sądu Najwyższego z 10 października 2002 r., sygn. akt I PKN 439/01 (Prawo Pracy 2003, nr 4, s. 37), za groźbę bezprawną w rozumieniu art. 87 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. - Kodeks cywilny (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 380 ze zm.; dalej: k.c.) nie uznano działania pracodawcy, polegającego na uprzedzeniu pracownika o możliwości rozwiązania z nim stosunku pracy w razie odmowy podjęcia pracy na nowym stanowisku. Nie jest bowiem bezprawne wskazanie na możliwość zastosowania środków, do użycia których ma się prawo. Do uprawnień pracodawcy należy zaś podejmowanie decyzji kadrowych, w tym przeniesienie pracownika na inne stanowisko, a nawet rozwiązanie z nim umowy o pracę.

Ponadto przy ustalaniu, czy doszło do złożenia oświadczenia woli pod wpływem groźby, aby można było mówić o bezprawności działania, musi być dokonana ocena całokształtu sytuacji, w której ma miejsce zachowanie wywołujące obawę pracownika. Kryterium tej oceny stanowi to, czy działania pracodawcy są sprzeczne z porządkiem prawnym lub z zasadami współżycia społecznego.

Jak już wspomniano, nie ma cechy groźby bezprawnej zapowiedź zastosowania środków przewidzianych prawem w celu skłonienia kogoś do złożenia oświadczenia woli. Mamy tu element ocenny. Trzeba bowiem rozstrzygnąć, jakie środki przewiduje prawo, a w konsekwencji - jakie będą sankcje prawne w razie niezłożenia oświadczenia woli.

Warto przywołać tu wyrok SN z 22 stycznia 2004 r., sygn. akt I PK 199/03 (OSNP 2004, nr 22, poz. 384), według którego to, czy pracownik może uchylić się od skutków prawnych oświadczenia woli (art. 87 k.c.), gdy pracodawca przekazał mu informację o zamiarze jednostronnego rozwiązania umowy o pracę, zależy od tego, czy celem pracodawcy było wymuszenie w ten sposób na pracowniku wyrażenia zgody na rozwiązanie umowy na mocy porozumienia stron. W uzasadnieniu SN wskazał, że tylko wówczas, gdyby okazało się, że celem pracodawcy było wymuszenie na pracowniku określonego oświadczenia woli, możliwe byłoby zastosowanie art. 87 k.c. To, że pracownik podejmował decyzję w warunkach presji, nie oznacza jeszcze, iż presja ta była równoznaczna z celem pracodawcy w postaci dążenia do wymuszenia na nim zgody na rozwiązanie umowy za porozumieniem.

Nie można zatem stawiać znaku równości między poinformowaniem pracownika o zamiarze rozwiązania z nim umowy o pracę a groźbą bezprawną. Z reguły informacja taka ma umożliwić pracownikowi przedstawienie swoich racji albo stworzenie szansy na bardziej korzystny dla niego sposób rozwiązania z nim umowy o pracę, a tym samym jej celem nie jest wymuszenie na nim określonego oświadczenia woli. Nie oznacza to jednak, że w skrajnych przypadkach nie dochodzi do szantażowania pracownika i celowego wymuszania zgody na rozwiązanie stosunku pracy za porozumieniem stron, zwłaszcza gdy podstawy dla jednostronnego rozwiązania umowy przez pracodawcę są wysoce wątpliwe. W takich okolicznościach zachowanie pracodawcy może zostać uznane za naruszające zasady współżycia społecznego i tym samym groźba skierowana przez niego wobec pracownika - za bezprawną.

Jeżeli działanie, o którym informuje (którym "grozi") strona, mieści się w granicach jej uprawnień, to nie może być ono kwalifikowane jako czynność bezprawna.

RAMKA 3

Czego może żądać zatrudniony

Jakie roszczenia przysługują pracownikowi, który złożył oświadczenie o uchyleniu się od skutków prawnych oświadczenia woli o rozwiązaniu stosunku pracy złożonego pod wpływem groźby? Czy może żądać ustalenia istnienia stosunku pracy, czy też przywrócenia do pracy?

Decydujące znaczenie ma konstrukcja nieważności względnej (art. 87 i 88 par. 1 k.c.). Przewiduje ona uprawnienie do złożenia oświadczenia o uchyleniu się od skutków prawnych oświadczenia złożonego pod wpływem groźby bezprawnej, a jego realizacja (o ile spełnione są warunki ustawowe) powoduje, że czynność prawna jest nieważna z mocą wsteczną, tj. od chwili złożenia wadliwego oświadczenia woli. Zatem czynność prawna dotknięta wadą oświadczenia woli nie może wywrzeć żadnych skutków prawnych, a te, które powstały, zostają z mocą wsteczną przekreślone.

Wobec tego w przypadku złożenia przez pracownika oświadczenia o uchyleniu się od skutków oświadczenia woli o rozwiązaniu stosunku pracy na mocy porozumienia stron, złożonego pod wpływem groźby, pracownikowi przysługuje roszczenie o ustalenie istnienia stosunku pracy na podstawie art. 189 ustawy z 17 listopada 1964 r. - Kodeks postępowania cywilnego (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 101 ze zm.; dalej: k.p.c.).

W takiej sytuacji pracownikowi nie przysługuje natomiast roszczenie o przywrócenie do pracy. Skoro w razie uchylenia się od skutków oświadczenia woli oświadczenie to staje się od samego początku nieważne, to należy przyjąć, że nie doszło do rozwiązania stosunku pracy. A skoro cały czas istnieje, pracownik może domagać się ustalenia jego istnienia i dopuszczenia go do pracy oraz może oświadczyć pracodawcy, że pozostaje w gotowości do pracy, za co przysługuje mu wynagrodzenie (art. 81 k.p.).

PRZYKŁAD

Wyniesienie akt czy butów

Stan faktyczny z jednego z wyroków Sądu Najwyższego: pracownica poprosiła innego pracownika, aby zabrał z jej pokoju w pracy buty, potrzebne jej siostrzenicy na zabawę sylwestrową. Pracownik spełnił prośbę koleżanki, co zarejestrował monitoring.

Kilka dni później podczas spotkania prezes zarządu pracodawcy zapytał go, co wówczas robił w budynku. Pracownik skłamał, twierdząc, że wykonywał czynności służbowe. Prezes stwierdził, że jest nagranie z monitoringu, jak powód wynosi z biura akta. Na co pracownik opowiedział o prośbie koleżanki o zabranie butów. Prezes zarządu stwierdził jednak, że to koniec jego zatrudnienia w spółce i może zostać zwolniony dyscyplinarnie, być może trzeba będzie zawiadomić policję i prokuraturę.

Prezes przygotował dwa pisma: o rozwiązaniu umowy o pracę bez wypowiedzenia i za porozumieniem stron. Pracownik miał wybrać, co woli. Zapytał, czy może się zastanowić, ale prezes nie wyraził na to zgody. Pracownik był w szoku i obawiał się, że do jego mieszkania wejdzie policja. Prezes uznał, że skoro pracownik go okłamał, umowa musi być rozwiązana. Pracownik podpisał porozumienie. Następnie w wyniku rozmowy z prawnikiem doszedł do wniosku, że podpisał porozumienie pod wpływem groźby - co oznacza nieważność porozumienia - i wystąpił do sądu pracy, domagając się ustalenia istnienia stosunku pracy.

Utrwalanie rozmowy: dopuszczalne czy nie

Dla zwalnianego przedstawienie w trakcie procesu sądowego szczegółów nagranej rozmowy z pracodawcą stanowić może idealny dowód, który sąd uzna za wiarygodny i przydatny w sprawie. Czy jednak rzeczywiście wolno nam nagrywać rozmowy i wykorzystać jako dowód w procesie?

Gdy chodzi o postępowanie karne, jest to raczej dopuszczalne. W przypadku procesu cywilnego odpowiedzi na to pytanie udzielić jest dużo trudniej. Podstępne nagranie prywatnej rozmowy godzi bowiem w konstytucyjną zasadę swobody i ochrony komunikowania się (art. 49 Konstytucji RP), jak również w prawo do prywatności (art. 47 Konstytucji RP). Jednocześnie nagrywanie drugiej osoby bez jej wiedzy wiąże się z odpowiedzialnością cywilną. Na gruncie prawa cywilnego potajemne nagrywanie stanowi o naruszeniu dóbr osobistych określonych w art. 23 k.c., obejmujących prawo do swobody wypowiedzi, wyboru rozmówcy i tajemnicy rozmowy, co może skutkować koniecznością zapłaty zadośćuczynienia osobie nagrywanej (jeśli wystąpi ona na drogę sądową).

Osobnym aspektem jest kwestia dopuszczenia nagrania jako dowodu w toczącej się sprawie. Zaakceptował to SN w wyroku z 25 kwietnia 2003 r. (sygn. akt I CKN 94/01, LEX nr 80244), stwierdzając, że jeśli strona nie zakwestionowała skutecznie w toku postępowania autentyczności materiału dźwiękowego, to nie ma zasadniczych powodów do całkowitej dyskwalifikacji dowodu z nagrań rozmów telefonicznych, nawet jeżeli dokonywano ich bez wiedzy jednego z rozmówców. Podobne stanowisko zajął Sąd Apelacyjny w Białymstoku w wyroku z 31 grudnia 2012 r. (sygn. akt I ACa 504/11), przyjmując, że dopuszczalne jest przeprowadzenie dowodu z nagrań dokonanych osobiście przez osoby występujące w charakterze stron, które będąc uczestnikami rozmowy, nie naruszają przepisów chroniących tajemnicę komunikowania (art. 49 Konstytucji RP). W przypadku naruszenia innych praw o charakterze bezwzględnym (dóbr osobistych, prawa do prywatności), brak bezprawności wynika z realizacji prawa do sądu (art. 45 Konstytucji RP).

Odmienne stanowisko zaprezentował Sąd Apelacyjny w Warszawie. W jego ocenie to, że strona nigdy nie wyraziła zgody na nagranie rozmowy przeprowadzonej przez strony i nie została o tym uprzedzona, druga strona przed przystąpieniem do nagrania nie wspomniała zaś, że zapis rozmowy będzie wykorzystany w procesie, dyskwalifikuje moc dowodową nagrania i stanowi o naruszeniu art. 227, 233 i 328 k.p.c. (wyrok z 18 marca 2010 r., sygn. akt I ACa 10/10). W uzasadnieniu sąd wskazał, że moc dowodową nagrania dyskwalifikuje to, że być może rozmówca nagrywającego nie podałby pewnych faktów, gdyby sam nagrywający przeprowadził rozmowy w inny sposób i nie naprowadził rozmówcy na jej kierunek. W podobnym tonie wypowiedział się Sąd Apelacyjny w Poznaniu, podnosząc, że podstępne nagranie prywatnej rozmowy godzi w konstytucyjną zasadę swobody i ochrony komunikowania się (wyrok z 10 stycznia 2008 r., sygn. akt I ACa 1057/07).

Ograniczenie wolności i tajemnicy komunikowania się (art. 49 Konstytucji RP) może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony. Mogłoby się więc wydawać, że sądy, oceniając wnioski dowodowe z nagrania, winny je oddalać. Czy jednak na pewno art. 49 ustawy zasadniczej pozwala na takie działanie? W ocenie autora absolutnie nie. W literaturze podkreśla się bowiem, że tajemnica komunikowania się winna być postrzegana przez pryzmat niedopuszczalności wykorzystania treści komunikatu przez osoby inne niż jego strony.

W analizowanym aspekcie szczególne istotne jest najnowsze orzeczenie SN z 22 kwietnia 2016 r., sygn. akt II CSK 478/15, zgodnie z którym wyrażenie przez osoby nagrane zgody na wykorzystanie nagrania w celach dowodowych przed sądem cywilnym usuwa zazwyczaj przeszkodę, jaką stanowi nielegalne pozyskanie nagrania. Brak takiej zgody wymaga przeprowadzenia oceny, czy dowód - ze względu na swoją treść i sposób uzyskania - nie narusza konstytucyjnie gwarantowanego prawa do prywatności osoby nagranej (art. 47 Konstytucji RP), a jeżeli tak, to czy naruszenie tego prawa może znaleźć uzasadnienie w potrzebie zapewnienia innej osobie prawa do sprawiedliwego procesu (art. 45 Konstytucji RP).

Przedstawione powyżej rozbieżności w orzecznictwie oraz odmienne poglądy sądów wskazują na duże ryzyko dopuszczania dowodów z nagrań w toczących się postępowaniach sądowych. Dlatego każdy przedstawiciel pracodawcy biorący udział w rozmowie z pracownikiem powinien liczyć się z tym, że w tej konkretnej sprawie może zostać nagrany, a dowód z tego nagrania zostanie dopuszczony w trakcie postępowania przed sądem.

Przedstawiciel pracodawcy biorący udział w rozmowie z pracownikiem powinien liczyć się z tym, że może zostać nagrany, a dowód z tego nagrania zostanie dopuszczony przed sądem.

@RY1@i02/2016/190/i02.2016.190.18300090b.801.jpg@RY2@

Magdalena Zwolińska

adwokat w DLA Piper Wiater sp. k.

@RY1@i02/2016/190/i02.2016.190.18300090b.802.jpg@RY2@

Tomasz Rudyk

adwokat w DLA Piper Wiater sp. k.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.