Rubio, Vance i Mały Książę w Monachium. W co grają Amerykanie?
Odkrywca asteroidy B612, z której pochodził Mały Książę, nie został pozytywnie odebrany na Międzynarodowym Kongresie Astronomicznym „z powodu stroju, który miał na sobie”. Kiedy jednak „turecki dyktator nakazał swojemu ludowi pod karą śmierci nosić się po europejsku”, a astronom ponowił prezentację, „wszyscy podzielili jego zdanie”. „Dorośli tacy właśnie są” – skwitował Antoine de Saint-Exupéry. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia na Monachijskich Konferencjach Bezpieczeństwa – pisze w DGP Michał Potocki.
Kiedy w zeszłym roku do stolicy Bawarii przyjechał wiceprezydent USA J.D. Vance, by z wyżyn trumpistowskiego besserwisserstwa wesprzeć antyunijnych radykałów, zagrozić rozluźnieniem więzów transatlantyckich i pouczać Europę, jak powinno się prowadzić sprawy wewnętrzne, reakcją był szok i niedowierzanie. Gdy to samo zrobił w tym roku amerykański sekretarz stanu Marco Rubio, od tych samych ludzi otrzymał gromkie brawa.
Rubio: Jesteśmy dzieckiem Europy
Rubio nie powiedział nic, co by zrywało z przekazem Vance’a, którego mowę interpretowano przed rokiem jako wypowiedzenie liberalno-demokratycznej Europie ideologicznej wojny. Tyle że ubrał ten przekaz „w wytworny frak” dyplomatycznych słów. Na tym – i coraz bardziej tylko na tym – polega różnica między nim a Vance’em. Rubio zachowuje jeszcze jakąś ogładę. Złe języki głoszą zresztą, że do trumpistów przystał z powodów czysto koniunkturalnych. Byłaby to zresztą nienajgorsza wiadomość.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.