Sukcesja w spółkach handlowych: testament czy zapisy w umowie?
Jan Nowak, Anna Kowalska oraz Antoni Wiśniewski są wspólnikami spółki jawnej. Przy okazji jubileuszu 25-lecia firmy w rozmowach pojawił się temat sukcesji na wypadek ich śmierci. Każdy wspólnik ma małżonka oraz dzieci, ale poglądy na sposób podziału majątku spadkowego okazały się odmienne. Co więcej, spółka jawna swoją działalność oraz rynkowy sukces zawdzięcza w głównej mierze bezpośredniej pracy wspólników w firmie. Obawiają się oni zatem, że jeżeli w miejsce zmarłego wspólnika wstąpią osoby bez odpowiedniego doświadczenia i umiejętności, może się to negatywnie odbić na wynikach działalności. Poszczególni wspólnicy zwracają także uwagę, że nie sposób wykluczyć konfliktu pomiędzy spadkobiercami, co mogłoby doprowadzić do paraliżu decyzyjnego w spółce.
Temat najlepszego sposobu zabezpieczenia sukcesji jest tym istotniejszy dla wspólników, że każdy z nich prowadzi dodatkową, niekonkurencyjną działalność gospodarczą poza spółką jawną. Pan Jan Nowak jest przedsiębiorcą jednoosobowym działającym w oparciu o wpis w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Pani Anna Kowalska jest wspólnikiem w spółce z o.o. Natomiast pan Antoni Wiśniewski jest większościowym akcjonariuszem w spółce akcyjnej. Wspólnicy mają obawy, że dzielenie firm bądź ich majątków między spadkobierców mogłoby się w praktyce skończyć roztrwonieniem dorobku życia wspólników.
Najwięcej obaw ma pan Jan Nowak, który swoje przedsiębiorstwo prowadzi jednoosobowo. Co prawda, słyszał o niedawno wprowadzonych przepisach dających możliwość ustanowienia zarządu sukcesyjnego, ale nie jest przekonany, czy będzie to wystarczające zabezpieczenie na wypadek jego śmierci. Nie chciałby, aby w wyniku ciągnących się postępowań spadkowych jego firma straciła na wartości.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.