Pozew zbiorowy o pieniądze na reformę oświaty: więcej hałasu niż realnych szans
Jednostki samorządu terytorialnego od lat narzekają, że zadania zlecane przez rząd i ustanowione w tym celu przepisy często nie znajdują pokrycia w dotacjach i subwencjach otrzymywanych z budżetu. Tak jest np. w oświacie. Mimo że subwencja na ten cel wynosi już ok. 46 mld zł, samorządy twierdzą, że dokładają do szkół miliardy złotych. Teraz mówią „dość”. Władze dwunastu miast, m.in. Poznania, Warszawy i Bydgoszczy, zamierzają wystąpić z pozwem zbiorowym przeciwko Ministerstwu Edukacji Narodowej. Chcą udowodnić w sądzie, że w związku z reformą oświaty poniosły koszty, których nie zrekompensowały im środki z dotacji budżetowej. Spytaliśmy ekspertów, jakie są szanse na rozpatrzenie pozwu przez sąd i wygranie sprawy. Opinie są podzielone. Jedni wskazują, że trudno będzie ustalić właściwy organ władzy publicznej, przeciwko któremu miałoby być wszczęte postępowanie, inni, że problematyczne będzie określenie wysokości wydatków i ich celowości w kontekście reformy edukacji. Są też tacy, którzy twierdzą, że pozwanie państwa to jedyna droga, by upomnieć się o swoje należności. ©℗