Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Co wolno marszałkowi, a co premierowi

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Rozmowa z doc. Ryszardem Piotrowskim, konstytucjonalistą

Szerokim echem w kraju odbiła się reprymenda, jakiej premier Ewa Kopacz udzieliła marszałkowi Radosławowi Sikorskiemu. Część osób twierdziła, że nie powinna tego robić, bo marszałek Sejmu jest druga osobą w państwie, a premier dopiero czwartą. Jak sprawa się ma od strony konstytucji?

Konstytucja nie ustala jednej centralnej władzy w kraju, z którą wiązałyby się jakiekolwiek kompetencje nadzorczo-regulacyjne w stosunku do pozostałych władz. Mamy zasadę podziału władzy. To znaczy, że kompetencje są rozdzielone, ale i oddziaływają na siebie w różnym zakresie. Hierarchia, którą można dostrzec w ustawie zasadniczej, ma znaczenie ceremonialne. Z tym że w myśl konstytucji prezydent jest najwyższym przedstawicielem państwa.

Jaka jest ta kolejność?

Zgodnie z art. 191. ust. 1 ustawy zasadniczej z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego wystąpić mogą wymienieni kolejno: prezydent Rzeczypospolitej, marszałek Sejmu, marszałek Senatu, prezes Rady Ministrów, pierwszy prezes Sądu Najwyższego, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, prokurator generalny, prezes Najwyższej Izby Kontroli i rzecznik praw obywatelskich. Ponieważ w tym przepisie mowa jest o wystąpieniu do TK, pominięty został prezes Trybunału Konstytucyjnego, którego należałoby umieścić przed pierwszym prezesem Sądu Najwyższego.

Hierarchia wynika też z ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne (t.j. Dz.U. z 2006 r. nr 216, poz. 1584 ze zm.), gdzie kolejność jest wymieniona w art. 8, a także z innych przepisów. Z tego nie wynikają jednak żadne konkretne kompetencje marszałka Sejmu w stosunku do premiera ani odwrotnie. Jak już wspomniałem, najwyższym przedstawicielem państwa jest prezydent RP. Jeżeli tej funkcji nie może wykonywać, to sprawują ja kolejno marszałek Sejmu i marszałek Senatu. Choć te osoby nie mają wszystkich kompetencji prezydenta (nie mogą rozwiązać Sejmu), to mówi się, że świecą światłem odbitym. Z tego względu wymienia się je przed premierem.

Czy z tego powodu należałoby przyjąć, że reprymenda była niewłaściwa?

Nie. W swojej wypowiedzi marszałek Sejmu poruszał się poza strefą swoich kompetencji, bo wprawdzie ma je w sprawach zagranicznych, ale tylko w sferze stosunków międzyparlamentarnych i z organami oraz instytucjami Unii Europejskiej. Dlatego można powiedzieć, że nie wypowiadał się jako marszałek Sejmu i tym samym nie w ramach kompetencji przyznanych mu przez konstytucję i regulamin Sejmu. Trzeba więc to analizować nie w kontekście konstytucji i relacji między organami, a na gruncie politycznym. Nieprawidłowa byłaby reprymenda, gdyby sprawa dotyczyła np. prac Sejmu i w nią wtrącił się premier. Jednak trzeba też zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę. To rząd prowadzi politykę zagraniczną. Można więc stwierdzić, że pani premier uznała, iż ze względu na wagę sprawy i na to, że wypowiadała się druga osoba w państwie, jest umocowanie dla przejścia od strefy czysto politycznej do regulowanej prawem i konstytucją. Skoro wypowiedź dotyczyła polityki zagranicznej, to premier mogła uznać, że ze względu na to, żeby wypowiedź nie została mylnie uznana za oficjalne stanowisko państwa, stosowne jest zdystansować się od niej.

@RY1@i02/2014/215/i02.2014.215.08800040a.802.jpg@RY2@

WOJTEK GÓRSKI

Ryszard Piotrowski konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego

Rozmawiała Zofia Jóźwiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.