Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Nie wykorzystano szansy, by uprościć system

6 maja 2016
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Wprowadzamy do polskiego systemu prawnego pojęcie "informacji sektora publicznego". To kolejny zwrot - obok "informacji publicznej" i "zasobów publicznych". Czy obawia się pan zamieszania w urzędach stosujących nowe regulacje?

@RY1@i02/2016/087/i02.2016.087.18300280j.802.jpg@RY2@

Krzysztof Izdebski dyrektor programowy Fundamentu Społeczeństwa Informacyjnego

W początkowym okresie obowiązywania ustawy o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego z pewnością tak. W odniesieniu do danych publicznych rzeczywiście mamy dużo pojęć, w których podmioty stosujące przepisy muszą się po prostu odnaleźć. Główna przyczyna problemu leży jednak gdzie indziej. Nowe pojęcie, a więc "informacja sektora publicznego", zostało bowiem zdefiniowane przez ustawodawcę w sposób nieostry. Mogą więc pojawić się wątpliwości interpretacyjne.

Jak urzędnicy powinni w praktyce zrozumieć zależności pomiędzy "informacją publiczną" a "informacją sektora publicznego"?

Zarówno z uzasadnienia samej ustawy, jak i z unijnych dyrektyw 2003/98/WE i 2013/37/UE wynika, że informacja sektora publicznego jest zbiorem szerszym niż informacja publiczna. Chodzi więc o wszystko to, co mieści się w tej ostatniej kategorii, plus różne inne materiały niezawierające informacji publicznej, jak dokumenty i materiały archiwalne, wizerunki muzealiów, część wydawnictw.

Czy wyodrębnienie procedury udostępniania informacji sektora publicznego do nowego aktu prawnego sprawi, że system będzie w tym zakresie działał lepiej?

Jest szansa, że w ten sposób ukróci się pewne nadużycia. Tworząc ustawę poświęconą ponownemu wykorzystywaniu informacji, wyraźnie odróżniono tę kwestię od zwykłego rozpowszechniania publicznych danych. Do tej pory część urzędów powoływała się na ograniczenia wynikające z procedur udostępniania informacji w celu jej ponownego wykorzystywania, w sytuacji gdy de facto miały do czynienia z pozyskiwaniem informacji w celu jej prostego rozpowszechnienia, co jest zupełnie czym innym. Przykładowo, niektóre samorządy twierdziły, że aby udostępnić informację dziennikarzom, ci ostatni muszą złożyć wniosek w trybie dostępu do danych związanych z ich ponownym wykorzystywaniem, ponieważ później będą publikować pozyskane dane w mediach. A więc urzędy zajmowały stanowisko, że publikacja prasowa jest formą ponownego wykorzystywania informacji publicznej, co jest błędnym rozumowaniem.

W nowej ustawie powtórzono przepis, który ma chronić przed tego typu sytuacjami, choć dopiero praktyka pokaże, czy rzeczywiście się to sprawdzi. Chodzi o art. 7 ust. 1 ustawy o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego - mówiący, że regulacje te nie naruszają gwarancji prostego rozpowszechniania danych publicznych. Może tym razem urzędnicy zrozumieją, że nie można zabronić zwykłego rozpowszechniania informacji publicznej.

Jak pan ocenia procedury opisane w nowej ustawie? Czy upraszczają one schemat udostępniania informacji w celu jej ponownego wykorzystania względem dotychczasowych regulacji?

W tym zakresie niewiele się zmienia. O rewolucji nie może być więc mowy. Nie wykorzystano szansy, by uprościć system. Ustawa z jednej strony stwarza pozór, że daje obywatelom wartość, jaką jest dostęp do informacji sektora publicznego, ale z drugiej strony przewiduje rozbudowane procedury ograniczające dostęp do tej wartości i mnożące biurokrację, z którą trzeba się zmierzyć, by informację otrzymać.

Jeśli chodzi o modyfikacje względem stanu obecnego, to jako dobre rozwiązanie należy ocenić wprowadzenie tzw. wniosku ciągłego o udostępnienie informacji w celu ponownego wykorzystania. Dzięki temu przy jego wykorzystywaniu będzie można porozumieć się z urzędem, że ten przez określony okres, np. rok, będzie w czasie rzeczywistym przekazywał określone informacje, jak choćby aktualne rozkłady jazdy miejskiego transportu. Wtedy te dane mają wartość, bo mogą być wykorzystywane w tym samym czasie, w którym powstają w urzędzie.

Dzięki temu uniknie się regularnego składania wniosków dotyczących tego samego, tylko zaktualizowanego, zakresu danych. To rozwiązanie korzystne również dla administracji publicznej, bo pozwoli ograniczyć liczbę wniosków wpływających do urzędu.

Ustawa zobowiązuje urzędy udostępniające informacje w celu ich ponownego wykorzystania do stosowania zasad niedyskryminacji, niewyłączności i przejrzystości. Jak duża będzie rola urzędników w urzeczywistnianiu tych reguł?

Tymi zasadami administracja powinna kierować się we wszystkich załatwianych przez siebie sprawach, a nie tylko w tych dotyczących informacji sektora publicznego. W tym przypadku wiele będzie zależało od urzędników, ponieważ problemem jest dążenie przez wielu z nich do wąskiego rozumienia pojęcia danych publicznych i ich udostępniania. Nie wystarczy bowiem tylko implementować dyrektywę, trzeba ją też sprawnie stosować. To ostatnie zaś zależy od pracowników. Szkoda, że ustawa nie nakazuje sektorowi publicznemu tworzenia danych w postaci, która sprawi, że będą nadawały się później do ponownego wykorzystywania.

A centralne repozytorium informacji publicznej? Dane tam zawarte można ponownie wykorzystywać bez konieczności składania wniosków.

Zgoda. Co więcej, dane, które tam trafiają, powinny mieć format umożliwiający ich łatwe przetwarzanie. W jednym miejscu w sieci gromadzimy dane różnych podmiotów, co pozwala je ze sobą zestawiać i porównywać. Problem polega na tym, że samorządy będą miały dużą dowolność w zakresie danych przekazywanych do centralnego repozytorium. Nie ma więc gwarancji, jak wiele danych celem ich ponownego wykorzystania przekażą do repozytorium jednostki samorządu terytorialnego. Jeśli nie będzie ich dużo, to centralne repozytorium nie wypełni swojej roli. ©?

Ustawa stwarza pozór, że daje obywatelom wartość, jaką jest dostęp do informacji sektora publicznego, ale jednocześnie przewiduje rozbudowane procedury ograniczające dostęp do tej wartości i mnożące biurokrację

Rozmawiał Piotr Pieńkosz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.