Powrót do asesury jest możliwy
Ponad 90 proc. osób mianowanych na stanowiska sędziów rejonowych wywodzi się spośród asystentów i referendarzy. Nie mają oni za sobą praktyki orzeczniczej, co powoduje, że nie radzą sobie na sali sądowej tak dobrze, jak ich koledzy, którzy przeszli ścieżkę asesury. Niedoskonały jest również obecny system aplikacji
Afera Amber Gold i wywołane nią reakcje polityków pojawiające się w mediach mocno nadszarpnęły autorytet sędziów. W jaki sposób można go odbudować?
Przede wszystkim potrzeba tu działań zmierzających do przebudowy mentalności społecznej. Politycy i przedstawiciele mediów powinni zrozumieć, że sędziowie nie są jeszcze jedną grupą pracowników sfery budżetowej, lecz nosicielami i uosobieniem władzy sądowniczej, której podstawowym zadaniem jest ochrona praw i wolności obywateli oraz zasad praworządności. Dokonując wykładni prawa, nadają mu ostateczną treść. Są więc nie tylko jego strażnikami, ale jednocześnie także sługami, a tym samym strażnikami całego porządku prawnego. Trzeba jednak dodać, że stanowienie prawa o niskim poziomie odbija się bezpośrednio niekorzystnie w odbiorze społecznym na tych, którym przychodzi je stosować.
A sami sędziowie? Jak powinni się zachowywać w takich warunkach?
Niezależnie od tych uwarunkowań, sędziowie muszą mieć świadomość swojej zaszczytnej i trudnej funkcji oraz wysokiej odpowiedzialności tak, aby móc spełniać związane z tym wymagania i oczekiwania.
Czy to całe zamieszanie nie wynika po części z tego, że nadzór administracyjny nad sądami sprawuje czynny polityk?
Krajowa Rada Sądownictwa od kilku już lat postuluje zmianę modelu sprawowania nadzoru administracyjnego nad sądami przez powierzenie jego wykonywania pierwszemu prezesowi Sądu Najwyższego.
Dlaczego akurat pierwszemu prezesowi SN?
Sąd Najwyższy sprawuje merytoryczny nadzór na orzecznictwem sądów, w ten sposób nastąpiłoby skupienie w tym sądzie całości nadzoru. Uwolniłoby też ten nadzór od czynnika politycznego, a jednocześnie zapewniłoby stabilizację i odpowiednią perspektywę czasową podejmowanych działań nadzorczych, czego przy zmieniającej się często obsadzie personalnej na stanowisku ministra nie można osiągnąć.
Czy obecna ścieżka dojścia do zawodu sędziego jest odpowiednia?
Przykro o tym mówić, ale obecny stan w tym względzie jest swoistym stanem prowizorycznym. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 24 października 2007 r. orzekł, że ówczesna regulacja instytucji asesora sądowego jest niezgodna z konstytucją, odraczając jednocześnie wejście w życie tego orzeczenia na okres 18 miesięcy, dając czas ustawodawcy na wprowadzenie odpowiednich zmian legislacyjnych.
A ustawodawca nie stanął na wysokości zadania...
Sejm nie zdołał wypracować tu odpowiednich rozwiązań ustawowych i w ostatniej niemal chwili zdecydował się na przyznanie uprawnienia do ubiegania się o nominację sędziowską osobom, które zdały egzamin sędziowski i przez okres co najmniej dwóch lat wykonywały funkcje asystenta sędziego lub referendarza sadowego.
I to było złe rozwiązanie?
W ten sposób doprowadzono do sytuacji gorszej niż przed orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego. O ile bowiem przedtem o nominację sędziowską ubiegali się asesorzy sądowi, mający kilkuletnią praktykę orzekania, teraz zgłaszają się osoby - niewątpliwie bardzo zdolne - które jednak takiej praktyki nie mają wcale lub mają ją tylko w bardzo wąskim zakresie, niedotyczącym rozstrzygania sporów sądowych.
Co to oznacza w praktyce?
Tym samym jeden z najważniejszych urzędów i zawodów w państwie obejmują dożywotnio osoby, które nie wykazały się w sposób dostateczny praktycznym przygotowaniem do jego wykonywania, nie mówiąc już o braku sprawdzianu predyspozycji osobowościowych, które może dać w pełni tylko sala sądowa.
Krajowa rada przeprowadziła badania na temat tego, jak radzą sobie młodzi sędziowie, którzy nie przeszli ścieżki asesury. Co z nich wynika?
Z przeprowadzonych przez nas badań na podstawie prawie 1700 ankiet wynika, że 57 proc. respondentów negatywnie ocenia obecny system umożliwiający powoływanie na stanowiska sędziów osób bez należytej i sprawdzalnej praktyki orzeczniczej. Aż 52,1 proc. ankietowanych dostrzega różnice w przygotowaniu do zawodu pomiędzy sędziami, którzy odbyli wcześniej asesurę, a tymi, którzy zostali powołani bez praktyki asesorskiej, na korzyść tych pierwszych. O powadze problemu świadczy to, że około 91 proc. osób mianowanych na stanowiska sędziów rejonowych wywodzi się spośród asystentów i referendarzy, gdyż zainteresowanie pracą w sądzie doświadczonych i dobrych prawników z innych zawodów jest stosunkowo małe.
Czy jest szansa na powrót do instytucji asesury?
Jestem przekonany, że tak. We wspomnianym wyroku z 2007 r. Trybunał nie zakwestionował bowiem samej idei asesury, lecz jej ówczesną regulację prawną. Dlatego Rada zainicjowała społeczną dyskusję nad modelem dochodzenia do urzędu sędziego, której zwieńczeniem ma być konferencja na ten temat organizowana we współpracy z Senatem Rzeczypospolitej, zaplanowana na styczeń 2013 r. Po tym intelektualnym przygotowaniu powinien przyjść czas na wdrożenie odpowiednich zmian legislacyjnych.
A czy obecny model aplikacji sędziowskiej jest odpowiedni? W jaki sposób należałoby go zmienić?
Osobiście jestem przeciwnikiem wszelkich centralizacji. Aplikacje powinny być prowadzone w poszczególnych apelacjach, a dla ujednolicenia wymagań tylko pytania należałoby opracowywać jednakowe dla całego kraju. Obecne umiejscowienie szkoły może być kwestionowane także z punktu widzenia równych szans dostępu do niej.
Obecny sposób powoływania sędziów jest prowizoryczny. Niestety Sejm, który miał stworzyć nowy model, nie zdołał wypracować odpowiedniego rozwiązania
@RY1@i02/2012/207/i02.2012.207.07000020a.802.jpg@RY2@
Antoni Górski, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa, sędzia Sądu Najwyższego
Rozmawiała Małgorzata Kryszkiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu