Projekty uzdrawiające mogą zdestabilizować pracę sądów
Jacek Czaja: Ciągłe publiczne podkreślanie, że istnieje podział na sędziów i neosędziów, że ktoś jest godny, a ktoś niegodny stanowiska sędziego, jest społecznie rujnujące
Czy rozwiązanie problemu neosędziów jest kluczem do przywrócenia praworządności?
Nie używam pojęcia neosędziów. Mówimy o sędziach powołanych w wadliwej procedurze. Duża część z nich zostanie w wymiarze sprawiedliwości, będą orzekali w polskich sądach i nie chciałbym, żeby określanie ich w ten sposób utrwalało się, stanowiąc ciągle artykułowany pretekst do podważania ich kompetencji. Po przyjęciu któregoś z projektów uzdrawiających – nie różnią się one aż tak zasadniczo między sobą – przygotowanych przez Komisję Kodyfikacyjną Ustroju Sądownictwa i Prokuratury (KKUSiP) mielibyśmy wyznaczać jakąś czerwoną linię? Wcześniej jako neosędziowie wydawali orzeczenia wadliwe, a później jako sędziowie będą już orzekać prawidłowo? Używanie pojęcia neosędziowie jest wyrazem moralnej wyższości, a bywa zwyczajnie pogardliwe. A odpowiadając na pani pytanie, za kluczowe uważam nie samo rozwiązanie tego problemu, ale zastosowaną metodę i – co najważniejsze – jej skutki w długiej perspektywie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.