Współczesna dyktatura z wyboru
Powoływanie się na "wolę suwerena", przy jednoczesnej marginalizacji znaczenia instytucji kontrolnych, mających zapobiegać arbitralności i błędom legislatywy, nie przystaje do kierunków zapoczątkowanej na przełomie wieków transformacji prawnoustrojowej
W toczącym się od dłuższego czasu sporze wokół Trybunału Konstytucyjnego ustawicznie podnoszony jest przez polityków rządzącej partii argument prymatu władzy ustawodawczej nad pozostałymi władzami, legitymowanej do wyrażania woli narodu przez fakt wyboru jego przedstawicieli do parlamentu. W tym właśnie upatruje się realizację zasady sformułowanej w art. 4 konstytucji. Zgodnie z nią "Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu". Sprawuje on tę władzę "przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio".
Pomijając brak odniesienia się zwolenników prezentowanego stanowiska do relacji pomiędzy art. 4 ustawy zasadniczej i jej art. 10 ust. 1, w myśl którego ustrój państwa polskiego "opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej", trzeba podkreślić, że zapominają oni także o innych, mających konstytucyjne umocowanie ograniczeniach. Zalicza się do nich przede wszystkim założenia utożsamiane z ideą demokratycznego państwa prawnego, uznaną przez art. 2 konstytucji za fundament naszego ustroju. Istotę analizowanego problemu znakomicie ujął A.R. Brewer-Carías w pracy "Études de droit public comparé" (Bruksela 2001, s. 534), pisząc, co następuje: rozdział władz nie jest absolutny ani sztywny, od kiedy rozliczne związki pomiędzy nimi podlegają wzajemnej kontroli. Odbywa się ona "poprzez system wagi i przeciwwagi albo powściągania i równoważenia" (system of weight and counterweight, or checks and balances). Charakterystyczna dla tego układu jest supremacja parlamentu jako podmiotu tworzącego prawo, wykonywanego następnie przez władzę wykonawczą i sądowniczą. Autor zauważa jednak, że prymat legislatywy w stosunku do władzy wykonawczej i sądowniczej nie tyle jest odbiciem zasady suwerenności, co podporządkowania prawodawcy konstytucji "w celu uniknięcia absolutyzmu albo tego, co nazywa się »dyktaturą z wyboru«" (elected dictatorship). Legislatywa jest wobec tego limitowana w swoich działaniach postanowieniami konstytucji, z natury rzeczy przyjmowanej w kwalifikowanym trybie. Z tych względów musi istnieć - jak podkreśla autor - mechanizm kontroli konstytucyjności uchwalanych ustaw, przez zwykłe albo specjalne sądy, gwarantujące ich zgodność z najwyższym prawem.
Uwagę zwraca użyty przez A.R. Brewer-Caríasa, kłócący się z potocznymi wyobrażeniami na temat istoty demokracji zwrot: "dyktatura z wyboru". Pojęcie to trafiło do publicystyki, a później - literatury naukowej, za sprawą brytyjskiego arystokraty, prawnika i polityka, mogącego poszczycić się także krótkim epizodem pracy akademickiej, lorda Hailshama, znanego też jako Quintin McGarel Hogg, drugi wicehrabia Hailsham of St Marylebone (1907-2001). Piastował on wiele funkcji publicznych, był m.in. ministrem w kilku rządach z ramienia Partii Konserwatywnej, zasiadał w Izbie Lordów i przez ponad dekadę pełnił, tak jak jego ojciec, urząd Lorda Kanclerza. Fraza, którą posługiwał się w swoich wypowiedziach medialnych z końca lat sześćdziesiątych i w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia Hailsham, jest zapożyczeniem określenia powstałego wiek wcześniej, w innej części Europy, stworzonego dla potrzeb opisu doktryny Giuseppe Garibaldiego.
Sens słów Hailshama: "dyktatura z wyboru" bądź "obieralna dyktatura" (an "elective dictatorship") sprowadza się do wypełniania funkcji prawotwórczej na zasadzie czysto automatycznego przegłosowywania - ze względu na związanie dyscypliną partyjną posłów tworzących większość parlamentarną - projektów kolejnych ustaw, sporządzanych przez ośrodek władzy wykonawczej, bez rzeczywistej debaty i liczenia się ze zdaniem opozycji. Dlatego za ich synonim uznaje się wyrażenie "dominacja egzekutywy" (executive dominance), odnoszące się do sytuacji faktycznego zachwiania równowagi władz i swoistego zwichnięcia ich funkcji. Interesującymi - z polskiego punktu widzenia - są wysuwane w Zjednoczonym Królestwie propozycje reform: rezygnacji z jednomandatowych okręgów wyborczych na rzecz reprezentacji proporcjonalnej oraz przyjęcia pisanej konstytucji, zawierającej gwarancje typu checks and balances.
W polskich warunkach z krytyczną oceną sposobu sprawowania rządów sformułowaną przez Hailshama koresponduje w jakimś stopniu twierdzenie o konflikcie państwa prawa z najgorszymi stronami źle pojętej demokracji (tak J. Zajadło, "Nieposłuszeństwo sędziowskie", "Państwo i Prawo" 2016, nr 1, s. 20). Powoływanie się na "wolę suwerena", przy jednoczesnej marginalizacji znaczenia instytucji kontrolnych, mających zapobiegać arbitralności i błędom legislatywy, nie przystaje do kierunków zapoczątkowanej na przełomie wieków transformacji prawno-ustrojowej. Jest przy tym zbyt daleko idącym uproszczeniem, deformującym obraz mechanizmów demokracji, chociażby przez deprecjonowanie pochodzącej pośrednio z powszechnego wyboru legitymacji sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Sens pojęć "dyktatura z wyboru" i "obieralna dyktatura" sprowadza się do wypełniania funkcji prawotwórczej na zasadzie czysto automatycznego przegłosowywania - ze względu na związanie dyscypliną partyjną posłów tworzących większość parlamentarną - projektów kolejnych ustaw. Dlatego za ich synonim uznaje się wyrażenie "dominacja egzekutywy", odnoszące się do sytuacji faktycznego zachwiania równowagi władz
@RY1@i02/2016/080/i02.2016.080.07000050a.803.jpg@RY2@
prof. zw. dr hab. Zbigniew Kmieciak
Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu