Taibbi oskarża
G d zieś około 2017 r. brałem udział w dziennikarskiej dyskusji. Rzecz się działa w Niemczech, ale na sali byli ludzie z różnych krajów: od Rosji po Amerykę. Ostro wtedy pokłóciłem się z pewną publicystką „New York Timesa”. Pytanie brzmiało: czy publicysta powinien pisać to, co chce usłyszeć jego czytelnik? Czy powinien utwierdzać go w przekonaniu, że wybrana przez niego strona tożsamościowego konfliktu jest tą słuszną? Czy właśnie przeciwnie, powinien cały czas wprawiać swojego czytelnika w poczucie, że może jednak druga strona ma trochę racji? I że on sam popadł w pułapkę błogiego samoutwierdzenia. Z rozczarowaniem przyjąłem, że ważne pióro najsłynniejszej gazety świata jest za tą pierwszą opcją. Publicystka uważała, że nadszedł czas walki, wróg jest jasno określony (to oczywiście populizm i Donald Trump), więc nie ma tutaj miejsca na żadne fanaberie. Co było tym smutniejsze, że jechałem na to spotkanie z nadzieją na zaczerpnięcie odrobiny oddechu po ciągnących się od lat bojach medialnych w Polsce – z grubsza dotyczących tego samego.
Od tamtej pory sytuacja się jeszcze bardziej – mam wrażenie – zaostrzyła. W mediach (Polska nie jest tu tak zasadniczo różna od Stanów) jest coraz mniej miejsca na publicystykę mnożącą w głowie własnego czytelnika wątpliwości. Zdaniem większości medialnych decydentów trwa wojna. A na wojnie do wroga się strzela, nie zaś próbuje go zrozumieć.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.