Łukasz Guza: Boomersowy kodeks pracy [KOMENTARZ]
Planowanych zmian w kodeksie pracy jest obecnie tyle, że najlepszym sposobem na uwspółcześnienie przepisów, a jednocześnie ich większą stabilizację, byłyby po prostu prace nad nowym kodeksem. Tak się jednak nie stanie. Dlaczego? Odpowiedź jest taka, jak zawsze: polityka.
W ubiegłym roku kodeks pracy skończył 50 lat. – I może już mu wystarczy – powiedziałby co bardziej uważny obserwator zmian na rynku pracy. Przepisy kompleksowo regulujące obecne zasady zatrudniania w Polsce wchodziły w życie w czasach, gdy triumfy święciły Orły Górskiego, a w telewizji królowały „Czarne chmury” i „Czterdziestolatek”. Są niedopasowane do obecnych realiów – pracy poza siedzibą firmy, w niestandardowych godzinach, na elastycznych umowach, z użyciem nowoczesnych technologii.
Efekty łatania kodeksu pracy
To niedopasowanie kodeksu jest najbardziej widoczne, gdy rząd stara się go jakoś „stuningować” pod współczesne potrzeby. Najczęściej wymusza to Bruksela, która wymaga np. uregulowania pracy zdalnej, skuteczniejszej walki z luką płacową albo większych uprawnień dla pracujących ojców. I Warszawa łata swój kodeks z czasów PRL-u, dorzucając kolejne, bardziej nowoczesne rozwiązania.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.