Nie cofajcie reformy finansowej
Zamiast walczyć z ustawą Dodda-Franka, Republikanie powinni się zająć firmami hipotecznymi
Ponieważ Republikanie przejęli kontrolę nad Izbą Reprezentantów, ich pierwszą pokusą jako zwolenników wolnego rynku i ograniczonej roli rządu będzie cofnięcie postanowień ustawy Dodda-Franka o reformie finansowej. Powinni się przed tym powstrzymać.
Architekci tej ustawy zostali zmarginalizowani od czasu, gdy liczący 2,3 tys. stron dokument został w lipcu podpisany przez Baracka Obamę. Chris Dodd przeszedł na emeryturę, a Barney Frank utracił kierownictwo nad komisją finansów izby, prawdopodobnie na rzecz Spencera Bachusa z Partii Republikańskiej, który uważa, że ustawa otwiera drogę do powtórki z ratowania banków za pieniądze podatników w 2008 r., Republikanie, naciskani przez frakcję Tea Party, mają wybór. Mogą albo próbować w fundamentalny sposób zmienić ustawę Dodda-Franka, albo dopilnować, by regulatorzy wdrażali ją w sposób sensowny, skupiając się jednocześnie na reformie sponsorowanych przez rząd firm hipotecznych (GSE), Fannie Mae i Freddie Mac.
Druga opcja jest lepsza, zarówno dlatego, że odkurzenie debaty nad reformą finansów oznaczałoby popełnienie tego samego błędu, który zrobił prezydent dwa lata temu - zinterpretowanie protestu wyborców jako mandatu do wprowadzenia zmian. Tea Party i Republikanie, wspierani przez branżę bankową, uważają, że ustawa Dodda-Franka daje regulatorom, na czele z Rezerwą Federalną i Federalną Korporacją Ubezpieczeń Depozytów (FDIC), zbyt wielką władzę. Republikanom nie podoba się władza likwidacyjna przekazana FDIC, by mogła ona sobie radzić z takimi beznadziejnymi przypadkami jak AIG lub Lehman Brothers.
Krytycy mają rację, że ustawa sięga daleko i będzie miała prawdopodobnie niezamierzone konsekwencje. Jak może nie mieć, skoro próbuje nadzorować wszystko, od derywatów po fundusze hedgingowe? Wdrożenie 240 nowych przepisów może zająć lata. Ma również luki. Jak pokazuje książka "Regulacje na Wall Street" napisana przez naukowców ze Stern School przy Uniwersytecie Nowojorskim, ustawa nie sprostała wyzwaniu, jakim było zredukowanie liczby organów nadzoru, takich jak Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) i Komisja ds. Handlu Kontraktami Surowcowymi (CFTC).
Przy wszystkich tych zastrzeżeniach ustawa Dodda-Franka mogłaby być dużo gorsza i pozostawiła Fed oraz Departamentowi Skarbu pewne pole manewru, jeżeli chodzi o poprawę - szczególnie poprzez nową Radę Nadzoru nad Stabilnością Finansową. To może pomóc USA wprowadzić wyższe standardy kapitałowe i płynnościowe oraz lepiej współpracować z innymi krajami. - Ustawa ma serce we właściwym miejscu - mówi Viral Acharya, jeden z autorów raportu Stern. Jej główna przewaga nad poprzednimi aktami prawnymi tego typu, takimi jak ustawa Glassa-Steagalla z 1933 r., polega na tym, że koncentruje się w tej samej mierze na zagrożeniach systemowych co na poszczególnych instytucjach. To właśnie tak bardzo nie podoba się Bachusowi. Opisał on ustawę Dodda-Franka jako "potężną ingerencję rządu federalnego w życie każdego Amerykanina", ponieważ "regulatorzy będą mogli przejąć i podzielić nawet zdrowe firmy, jeżeli uznają je za zagrożenie systemowe".
Republikanie chcą, by sprawy gigantów, które wyrosły ponad miarę, rozstrzygały sądy. To pozwoliłoby wierzycielom spierać się o aktywa i pasywa, tak jak to robią obecnie na mocy prawa upadłościowego. Pomysł, by rząd nie miał nic wspólnego z ratowaniem banków i innych instytucji finansowych, jest niewątpliwie atrakcyjny. Wyeliminowałby on głębokie - i usprawiedliwione - oburzenie podatników, zmuszonych do ratowania nieodpowiedzialnych ryzykantów z Wall Street.
Problem polega na tym, że regulatorzy nie mogliby interweniować, gdy kłopoty jednej instytucji groziłyby rozprzestrzenieniem się na cały system. Republikanie mają rację, że regulacje i gwarancje rządowe powodują zakłócenia w systemie, ale drugie ekstremum - całkowita deregulacja i ubezwłasnowolnienie organów nadzoru - jest jeszcze gorsze.
Amerykańscy wyborcy utrudnili, jeżeli wręcz nie uniemożliwili, Bachusowi zmianę istoty ustawy Dodda-Franka przed wyborami w 2012 r., ponieważ zostałaby ona zablokowana w kontrolowanym przez Demokratów Senacie. Izba może jednak narzucić ograniczenia samej sobie.
Jednocześnie czeka na nią wielka i pilna reforma Fannie Mae i Freddie Mac. Ta druga instytucja podała właśnie, że jej strata w III kwartale wyniosła 2,5 mld dol. i zwróciła się o dodatkową pomoc w wysokości 100 mln dol. do Departamentu Skarbu, który wydał już na obie firmy hipoteczne 135 mld dol.
Ponieważ Frank, jeden z największych protektorów GSE na Kapitolu, został odstawiony na boczny tor, Republikanie mają szansę wprzęgnięcia administracji Obamy w długoterminowy plan ograniczenia wielkości i zakresu działania Fannie Mae i Freddie Mac oraz ich uzależnienia do publicznych gwarancji. To lepszy pomysł niż walka z ustawą Dodda-Franka.
John Gapper
Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu