Noblista Tirole trochę inaczej
W poniedziałek Jean Tirole dostał Nobla z ekonomii. I pewnie już na zawsze pozostanie panem od badania tego, jak firmy reagują na regulacje rynku. Ale patrząc na to, co Francuz pisał w ostatnich latach, będzie to jednak obraz mocno niepełny.
Komitet przyznający Nobla z ekonomii i tym razem postąpił w zgodzie ze swoją żelazną zasadą. Dał nagrodę za coś, co nagrodzony wymyślił jakieś... 20 lat temu. To nie zaskakuje: w końcu Nobel nie jest na zachętę, tylko w uznaniu zasług. No dobrze, ale to oznacza, że wiemy, czym Tirole zajmował się dwie dekady temu. A ostatnio? Okazuje się, że wcale nie tym, za co wszyscy go dziś chwalą.
Zaczęło się pod koniec lat 90., kiedy Tirole podjął współpracę z innym Francuzem Rolandem Benabou z Uniwersytetu Princeton. Początkowo chodziło o... dzieci. A konkretnie, czy dzieci należy motywować poprzez kary, czy właśnie odwrotnie: sowicie nagradzając za sukcesy. Praca w środowisku akademickim bardzo się spodobała. Pewnie dlatego, że Francuzi nie od dziś mają renomę najlepiej radzących sobie z trudnym problemem wychowania dzieci. To nie jest żart. Zwłaszcza Amerykanie mają kompleks francuskiego rodzica spokojnie jedzącego sobie obiad w eleganckiej restauracji w towarzystwie grzecznie siedzących przy stole dzieci. Podczas gdy oni sami dali sobie wejść dzieciom na głowę. Kto nie wierzy, niech sięgnie do wydanych niedawno po polsku książek Pameli Druckerman "W Paryżu dzieci nie grymaszą".
Wróćmy jednak do Tirole’a (i Benabou). W tekście o dzieciach (choć oczywiście można to rozciągnąć na każdą relację podległości) mamy opowieść o paradoksach motywowania przedstawioną z pozycji teoretyka gier. Bo możemy proponować dzieciom nagrody, np. za dobre stopnie albo przeczytanie książki. Albo premie za sukcesy dla pracowników. Trzeba jednak pamiętać, że efekt takich zachęt szybko wygaśnie. Jednocześnie dadzą o sobie znać również ukryte koszty takiej strategii. Najpóźniej wtedy, gdy nagroda zostanie wycofana. Bo ona przecież sygnalizuje - zdaniem Tirole’a i Benabou - faktyczny brak wiary w zdolności nagradzanego. I działa niszcząco na jego samoocenę i podminowuje jego motywacje w przyszłości. Jakby dzieci było mało, Francuzi w tej samej pracy wzięli się do... małżeństwa. I zadali pytanie, jak to możliwe, że choć w sytuacjach biurowych większość z nas popiera motywowanie pozytywne (komplementy zamiast kar), jednocześnie w domu działamy według zupełnie innej strategii. I mamy tendencję do krytykowania i niedoceniania osiągnięć najbliższych, a więc dzieci, żon czy przyjaciół. Dlaczego tak się dzieje? Tirole i Benabou twierdzą, że mamy tu do czynienia z bitwą o dominację w relacji. Zjawiskiem zazwyczaj niedocenianym i niedostrzeganym w analizach relacji dziecko-rodzic czy pracownik-przełożony.
Prawda, że to dość nieszablonowe spektrum zainteresowania jak na noblowskiego ekonomistę? I tak było również w kolejnych latach. Wszystkie kolejne prace Tirole’a kręciły się właśnie wokół takich miękkich tematów. Wystarczy przytoczyć tylko kilka tytułów jego prac z ostatniej dekady. Choćby "Samokontrola w grupach rówieśniczych" z 2005 r. Ekonomista na poważnie zastanawia się w nim, w jakich warunkach grupa rówieśnicza działa pozytywnie i motywująco, a kiedy demoralizuje. I stawia tezę, że idealna grupa to taka, w której jest dużo osób o wysokim poziomie samokontroli, ale jednocześnie kilku osobników, którym tej cechy ewidentnie brakuje. Bo ci pierwsi nadają ton, a ci drudzy służą jako lustro, w którym można się przeglądać i czuć się trochę lepszym. Albo praca z 2009 r. nosząca intrygujący tytuł "Po moim trupie. Targowanie się i cena godności". Czy "Tożsamość, moralność i tabu. Poglądy jako zasoby ekonomiczne" opublikowana w 2011 r. Prawda, że brzmi to nie mniej intrygująco od monopoli i oligopoli, za które Tirole został nagrodzony Noblem?
@RY1@i02/2014/202/i02.2014.202.000000200.101.gif@RY2@
Rafał Woś dziennikarz DGP
Rafał Woś
dziennikarz DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu