Zobowiązanie większe od zaszczytów
Kto w 2017 r. miał największy wpływ na naszą gospodarkę?
W grudniu Mateusz Morawiecki został premierem. Wcześniej był wicepremierem, ministrem rozwoju i ministrem finansów. Nie chodzi jednak o tytuły. Nie jest też tak, że to jedyna osoba w rządzie, której decyzje miały duże znaczenie dla polskich firm, dla budżetów polskich rodzin czy najogólniej - dla koniunktury. Nawet w spółkach Skarbu Państwa musiał i chyba wciąż musi dzielić się władzą z innymi politykami, czego przykładem są tak wielkie przedsiębiorstwa jak PGZ, Pekao, firmy energetyczne czy Orlen. Nie jest też człowiekiem o największej władzy politycznej w Polsce. To miejsce zajmuje oczywiście Jarosław Kaczyński (najbardziej wpływowy prawnik w naszym niedawnym rankingu). O ile jednak prezes Kaczyński zna zawczasu i akceptuje (lub nie) niektóre decyzje gospodarcze, w tym personalne, to zasadniczo jednak polega w tej sferze na tych, którzy mają lepsze ekonomiczne rozeznanie. Wskazując ministra rozwoju i ministra finansów na premiera, potwierdził, że ma do niego i jego polityki gospodarczej zaufanie. Zapewne też wciąż wiele się po niej spodziewa, nie tylko w kwestii finansowania programów społecznych (jak 500+), ale i generalnie - modernizacji Polski.
Rozmaite polityczne ograniczenia nie zmieniają więc faktu, że w 2017 r. to od Mateusza Morawieckiego w największym stopniu zależało to, co się działo w polskiej gospodarce. Ubiegły rok stał m.in. pod znakiem uszczelniania systemu podatkowego i - w szczególności - walki o wyższe wpływy z VAT. Stąd wiele zmian w przepisach i wdrożona wówczas reforma organizacyjna służb skarbowych. Obietnica zwiększenia dochodów budżetu została spełniona.
W realizację strategii i idei gospodarczych wicepremiera Morawieckiego zaangażowane były kluczowe ministerstwa oraz inne instytucje publiczne, w tym między innymi cała grupa skupiona wokół Polskiego Funduszu Rozwoju, a dysponująca dziesiątkami miliardów złotych.
W naszym rankingu poza decydentami, czyli głównie politykami, znaleźli się również prywatni przedsiębiorcy, wybitni lub ważni menedżerowie, przedstawiciele świata finansów, w tym także ci, którzy wpływają nie tylko na naszą, ale i globalną ekonomię. Międzynarodowa gospodarka w jeszcze większym stopniu niż światowa polityka jest systemem naczyń połączonych. Banalny przykład: Polska, by się rozwijać, potrzebuje pracowników z zagranicy. Dlatego w naszym zestawieniu na drugim miejscu symbolicznie umieszczamy Ukraińców (i poniekąd też innych przybyszów ze Wschodu), których spotykamy już na każdym kroku: w sklepach, na budowach, w fabrykach, u fryzjera; wszędzie tam, gdzie jest popyt na pracę. Polska potrzebuje też dobrych rynków zbytu, w tym świetnej koniunktury w Niemczech, które pozostają naszym kluczowym partnerem handlowym. Potrzebujemy wciąż - i tu trzeba się zgodzić z premierem Morawieckim - dobrych inwestorów zagranicznych, którzy ulokują u nas nie tylko pieniądze, ale też podzielą się know-how, rozwiną badania, stworzą dobre miejsca pracy. Pchną gospodarkę do przodu.
Należałoby sobie życzyć, by proporcje w rankingu się zmieniały. Wpływy polityków powinny w ustabilizowanej i uporządkowanej (także regulacyjnie) gospodarce maleć. A rosnąć - znaczenie zdrowych polskich firm, wybitnych menedżerów i przede wszystkim znakomitych przedsiębiorców. Od najlepszych w Europie, Azji, Ameryce wciąż dzieli nas ogromny dystans. To "wpływowi" - w dobrym i złym tego słowa znaczeniu (bo i takie bierzemy pod uwagę) - w największym stopniu odpowiadają za to, czy i jak go odrabiamy. ⒸⓅ
@RY1@i02/2018/029/i02.2018.029.000001500.801.jpg@RY2@
Krzysztof Jedlak
redaktor naczelny Dziennika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu