Najłatwiej obwinić najsłabszego
Z a większość wtargnięć pieszych na jezdnię odpowiada lewactwo wmawiające pieszym, że są świętymi krowami” – tą światłą myślą podzielił się na Twitterze Maciej Maciejowski, były radny Warszawy i były członek KRRiT z ramienia PiS, obecnie związany ze Skutecznymi Piotra „Liroya” Marca. Była to reakcja na tragiczny wypadek na warszawskich Bielanach, w którym zginął mężczyzna przechodzący przez pasy z dziecięcym wózkiem. Wpis Maciejowskiego jest jednym z typowych przykładów zjawiska zwanego „victim blaming”. Sprowadza się ono w tej debacie do obarczania przechodniów winą za zdarzenia na drogach (ale również przypisywania jej ofiarom wielu innych przestępstw, np. gwałtów). Obwinia się ich o to, że nie są wystarczająco uważni, wbiegają przed nadjeżdżające samochody i chodzą po ulicach z nosem wlepionym w ekrany telefonów. Nic więc dziwnego, że co jakiś czas dochodzi do tragedii.
Stówką przez pasy
Gdyby uważnie wsłuchać się w tę dyskusję, trzeba by wyciągnąć wniosek, że nieuważni piesi są największą plagą polskich dróg. Problem w tym, że dane zupełnie tych amatorskich hipotez nie potwierdzają. W lipcu tego roku Instytut Transportu Samochodowego (ITS) opublikował wyniki „Badania zachowań pieszych i relacji pieszy – kierowca”, przeprowadzonego w ostatnim kwartale 2018 r. w czterech województwach (łódzkim, mazowieckim, śląskim i wielkopolskim), w których dochodzi do prawie połowy wypadków z udziałem przechodniów w kraju.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.