Pod prąd czasu, na przekór światu [KSIĄŻKA]
Nie miałem pojęcia o istnieniu Róży Ostrowskiej. Tym bardziej cieszę się z odkrycia – chodzi bowiem o twórczynię nietuzinkową i oryginalną. Ostrowska była osobą o potężnej charyzmie, co w gomułkowskiej Polsce niekoniecznie okazywało się bezpieczną strategią przetrwania. O wyborze prozy Róży Ostrowskiej „Rybka, róża, bunt” pisze Piotr Kofta.
Po 20 latach pracy w branży, nazwijmy to, krytyczno-recenzenckiej, odczuwam ogromny przesyt wszystkim, co nowe. Bo też praca ta polega w dużej mierze na próbach odfiltrowania rzeczy literacko wartościowych z rwącego strumienia, w którym płynie również masa szlamu. W efekcie człowiek nastawia się poznawczo na to, co będzie, a nie na to, co było. Cykl życia powieści wchodzącej na rynek to obecnie – naturalnie z wyjątkami, ale nielicznymi – góra dwa miesiące. Nagrody, siłą rzeczy przyznawane z pewnym opóźnieniem, pozwalają grupie wybranych pozycji cieszyć się życiem odrobinę dłużej. I to by było na tyle. Reszta to rzadko odwiedzany cmentarz. Za każdym razem, gdy biorę się za porządki w domowej bibliotece, w moje ręce wpadają książki wydane dosłownie parę lat wcześniej i niemal natychmiast zapomniane. Ten stan rzeczy budzi mój głęboki sprzeciw. Coraz częściej mam ochotę odbywać literackie podróże pod prąd czasu. Czy w epoce komercyjnego kultu nowości i pamięci spłyconej przez media społecznościowe to już kontrkultura?
W kolejce czeka kolejne pytanie, nie bez związku z poprzednim: jakie czynniki decydują, że jedni pisarze i pisarki są po dekadach wciąż czytani, inni zaś giną w mroku zbiorowej amnezji? Zasada merytokratyczna – czyli każdemu wedle zasług – nie zawsze się tu sprawdza: znam wielu świetnych autorów, których książki służą już tylko za karmę dla roztoczy. Może ważne jest, żeby być żywym? Tak, to jest jakiś trop. A gdy mowa o nieżywych – może chodzi nie tyle o samą twórczość, ile o społeczny i kulturowy kapitał zgromadzony przez nich za życia? O to, że szczęśliwie pisało się w bezpośredniej bliskości opiniotwórczych środowisk i towarzyskich węzłów? Oczywiście prawdopodobny jest także inny, banalny powód: taki mianowicie, że zwykle nie zapominamy o tych, których twórczość pozostaje dla nas zrozumiała, bo nieuwięziona w generacyjnych, historycznych czy lingwistycznych kontekstach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.