Taniec ze słoniem i smokiem, czyli jak UE i Indie próbują obejść Chiny i USA
Przełomowa umowa handlowa Unii Europejskiej z Indiami oraz równoczesne, intensywne umizgi wielu krajów Zachodu do Chin to już nie tylko biznes. To sygnały wysoce prawdopodobnej zmiany biegunów globalnej polityki.
Jeszcze niedawno mogło się wydawać, że mamy świat zorganizowany w sposób dosyć prosty, z grubsza odzwierciedlający stare bloki z XX wieku, skupione wokół wspólnych interesów i podobnych wartości. Liberalny ekonomicznie, demokratycznie rządzony Zachód szanujący prawa człowieka, a po drugiej stronie etatystyczny i autorytarny (oczywiście w różnym stopniu) Wschód. Pierwszy obóz oddychający dwoma płucami, europejskim i amerykańskim, drugi zaś z mózgiem, sercem i żołądkiem coraz wyraźniej ulokowanym w Pekinie, z Rosją, Iranem czy Koreą Północną w roli pięści do grożenia. I do tego kilka państw „pomiędzy”. Na przykład bogate, sunnickie monarchie znad Zatoki Perskiej oraz Indie, które w obliczu coraz ostrzejszej gry Chin starały się politycznie balansować, biznesowo otwierać na współpracę z każdym, ale w sferze twardego bezpieczeństwa bardzo wyraźnie ciążyły ku Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom.
Ów czytelny i logiczny obraz został zburzony w ciągu ostatniego roku przez administrację Donalda Trumpa. Celowo – gdyż spora część amerykańskich elit biznesowych, a w ślad za nimi także politycznych, uznała dotychczasowy model za dysfunkcjonalny. Przyjęła, że lepszy będzie dla niej świat wielobiegunowy, w dodatku ostentacyjnie pozbawiony uniwersalnych reguł i trwałych sojuszy, czyli taki, w którym USA – jako podmiot obiektywnie najsilniejszy pod względem ekonomicznym i wojskowym – dzięki swej przewadze oraz zdolności do jej brutalnego użycia uzyskają najwięcej korzyści.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.