Długa podróż do kresu nocy
Andrzej Stasiuk wydaje wreszcie klasyczną prozę po blisko dziesięciu latach przerwy. W powieści "Taksim" patrzy z nostalgią w przeszłość, a w przyszłość spogląda z przerażeniem
Andrzej Stasiuk nie publikował klasycznej prozy przez blisko dekadę. Jego twórczość skręciła w kierunku eseistyki, dramaturgii, szczególnego rodzaju literatury podróżnej. Ci, którzy znają te książki, wiedzą jednak, że Stasiuk nie podróżuje jak turysta, który zwiedzając zabytki kultury europejskiej, skrobie w swoim moleskinie uwagi na temat architektury prowansalskiego gotyku, do późniejszego wykorzystania w erudycyjnej rozprawie. Więcej nawet, autor "Jadąc do Babadag" z premedytacją unika takiego naznaczenia, takich miejsc i takich sytuacji. Gdyby postawić przed Stasiukiem Pałac Papieski w Awinionie i nieczynną, zdewastowaną stację kolejową na Pogórzu Przemyskim, sądzę, że bez wahania wybrałby ową stację, a potem czule opisał jej rozpad. Bo dla pisarza Zachód istnieje tylko po to, by móc wieczorami rzucać cień na Wschód.
Jeśli ktoś doczytał się w moich słowach choćby cienia pretensji, to jest w błędzie. Destrukcja wydaje się ciekawsza od ładu, ubóstwo od bogactwa, sen od jawy, groteska od powagi. Andrzej Stasiuk odkrył dla polskiej kultury przestrzeń dotąd niezbadaną; zrobił wiele, by przywrócić mentalnej mapie Europy w naszych głowach terytoria nieznane, gorsze, wstydliwe; przypomniał nam, chwytającym łapczywie w usta wiatr z Zachodu, że istnieją Słowacja, Węgry czy Rumunia - kraje wiecznego tranzytu. Ta literacka terapia miała swoją cenę: Stasiuk stworzył spójną wizję świata, którą niektórzy skłonni są traktować jako rzeczywistość. Tymczasem to jednak, nawet w eseistyce, pewien wyrafinowany rodzaj fikcji, sennego marzenia bardzo przypominającego realność, ale odbiegającego od niej w kluczowych momentach. Tym ciekawsza wydaje się nowa, długo oczekiwana powieść pisarza - "Taksim" - która zdaje się chyba prozatorską podróżą do granic owego świata, zwłaszcza że Stasiuk celowo przywołuje w niej postaci znane ze swoich wcześniejszych książek.
Oto Paweł, niegdyś bohater powieści "Dziewięć", znajduje życiową przystań w małym mieście na Podkarpaciu, u stóp Beskidu Niskiego (próbowałem zgadnąć, czy to Gorlice, czy Dukla, ale nie zgadłem). Paweł to rozbitek i minimalista - pogodzony ze swoim losem dojrzały mężczyzna, namiętny obserwator, człowiek, który woli słuchać, niż mówić. Jedyną cenną rzeczą, którą posiada, jest stara włoska furgonetka służąca mu do świadczenia rozmaitych usług transportowych. Taki facet jak Paweł sam już nie podejmuje decyzji - potrzebuje, niczym osamotniona kula bilardowa na środku wyłożonego płótnem stołu, by jakaś siła pchnęła go w dowolnym kierunku. I wtedy poznaje Władka, weterana handlu obwoźnego, gościa, który zaczynał jeszcze w PRL-u, wytyczając przemytnicze szlaki od Wiednia po Konstancę. Władek to uparty "chłop pańszczyźniany", jak mówi o sobie, wulkan energii, chodząca encyklopedia peryferii, targowisk, melin i bocznych dróg, człowiek pełen pikarejskich wspomnień, dla których musi znaleźć słuchacza.
Zaczynają więc jeździć razem, wożąc używane ciuchy po zapyziałych miasteczkach południowej Polski, wschodniej Słowacji czy węgierskiej puszty, po cygańskich wioskach, lokalnych jarmarkach i odpustach. W gruncie rzeczy wędrują dla samej wędrówki: pieniędzy szczególnych z tego nie widać, handel wśród biedaków z definicji nie może być zanadto opłacalny. Wtedy jednak okazuje się, że Władek ma jeszcze do załatwienia pewną desperacką sprawę sercową - a na to potrzebuje kasy. Kasę zaś można wyciągnąć tylko z jednego przedsięwzięcia: nie z handlu szmatami, ale z handlu ludźmi...
Na przekór nieco dziecinnym zachwytom, że oto Stasiuk znowu uprawia swoją menelską etnografię, pisze o Cyganach, słowackiej wódce i zakurzonych rumuńskich daciach z tobołami przywiązanymi na dachu, jestem skłonny stwierdzić, że "Taksim" to nie tylko słowiańska powieść drogi, ale też piękna książka o kresie - to historia, która dogoniła własny horyzont; rzecz, która patrzy z nostalgią w przeszłość, a w przyszłość spogląda z przerażeniem.
W wyniku globalizacji zatraca się bowiem sens istnienia uniwersum, z którego autor "Opowieści galicyjskich" czerpał swoją siłę - postkomunistyczny chaos i stupor, wymieszany z wielowiekowym kompleksem niższości "gorszej ziemi", ustępuje miejsca sztucznym rajom konsumpcji dla każdego. Symbolika przywołana przez Stasiuka jest szalenie trafna: przetarte ubrania z siódmej ręki są wypierane z rynku przez chińską jednorazową tandetę w jaskrawych kolorach, stara bieda, w której człowiek zużywa powoli siebie i swoje przedmioty, zmienia się w nową biedę, napędzaną przez chwilowe symulakra szczęścia i spełnienia - w rzeczywistości tej nowej globalnej biedy koszt wejścia w system jest minimalny, a odwieczne poczucie wykluczenia zostaje ze wstrętem odrzucone jak pierworodny grzech. To powolny koniec świata, jaki znaliśmy. Ów proces zszedł już na sam dół i tam przegryza się przez najbardziej oporną tkankę. O tym właśnie jest "Taksim" - o tym, co będzie dalej, a czego jeszcze dobrze nie widać.
Stasiuk oczami swojego bohatera obserwuje te zdarzenia jakby zza szyby, bo one nie mieszczą się w jego poetyce, w jego definicjach, w jego konwencji. Paweł idzie do hipermarketu, ale nic nie kupuje, tylko snuje się między półkami niczym po nawach świątyni. W jego starym, charczącym ducato co i rusz wskazówka temperatury silnika dobiega na czerwone pole. Władek snuje opowieści o heroicznych czasach, do których droga powrotna dawna osypała się w przepaść. Taksim to nazwa dzielnicy Stambułu - miasta u kresu Stasiukowej mapy: za Stambułem nie ma już nic.
Nie wiem, czy następna książka Stasiuka będzie już całkiem inna. Nie zamierzam też podejmować za pisarza decyzji o tym, w jakim kierunku pójdzie jego twórczość - to byłaby jednak, delikatnie mówiąc, przesada. Ja tylko włóczę się po świecie tej świetnej, nostalgicznej, smutnej powieści i odczytuję znaki drogowe.
@RY1@i02/2009/191/i02.2009.191.000.0016.101.jpg@RY2@
Andrzej Stasiuk, wrzesień 2009
Piotr Kofta
piotr.kofta@dziennik.pl
wyd. Czarne 2009
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu