Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Czas próby

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W "Domu Kalifa" Tahira Shaha odnajdziecie znakomite brytyjskie poczucie humoru skonfrontowane z chaosem marokańskiej codzienności.

Jeśli zmordowały was te wszystkie kiczowate bzdury o odzyskiwaniu życiowej równowagi w cieniu toskańskich pinii, czas na odtrutkę. Można jednak stworzyć świetną książkę o ucieczce z zatłoczonej północnoeuropejskiej metropolii - pod warunkiem że jest się Tahirem Shahem i ucieka się do Maroka.

Angielski pisarz i reżyser o afgańskich korzeniach postanowił spełnić swoje marzenie, by na stałe zamieszkać w północnoafrykańskim kraju, do którego jako dziecko często jeździł na wakacje (jego ojcu marokańskie góry przypominały Afganistan). Okazyjnie kupił więc wielki i dość zruinowany dom w Casablance, w nadziei, że wraz z rodziną spędzi w nim spokojnie i sielankowo resztę życia. To były jednak mrzonki.

Do Maroka nie da się bowiem po prostu przeprowadzić. By tam osiąść, trzeba przejść okres próby, która dla przeciętnego Europejczyka może okazać się zbyt wymagająca. "Dom Kalifa" to właśnie kronika tej próby - Shah z wielkim talentem komicznym opisuje proces wsiąkania w marokański świat bazujący na rozmaitych tabu, pozornym i autentycznym chaosie, konserwatywnych tradycjach, odmiennym stosunku do pracy, czasu i religii. W "Domu Kalifa" żyje duch książek Geralda Durrella o dzieciństwie spędzonym na wyspie Korfu.

Czytając Shaha, ja z kolei złamałem polskie tabu obyczajowe - że nie wypada wybuchać śmiechem w środkach transportu publicznego. Warto było znieść potępiające spojrzenia.

@RY1@i02/2011/248/i02.2011.248.196.027c.001.jpg@RY2@

Piotr Kofta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.