Posiąść wzrost gospodarczy
Połowa lat 80. ubiegłego wieku. Michaił Gorbaczow próbuje rozruszać pogrążoną w kryzysie gospodarkę ZSRR. Szybko okazuje się, że delikatne reformy wolnorynkowe tylko pogarszają sytuację i odsłaniają wewnętrzne sprzeczności tkwiące w centralnym planowaniu. A to tylko przespiesza upadek systemu. W tym samym czasie podróż w podobnym kierunku rozpoczynają komunistyczne Chiny. Tu efekt jest jednak znakomity. Państwo Środka - pozostając przy centralnym planowaniu kompartii - staje się najszybciej rosnącą gospodarką świata. Dlaczego podobne w swej istocie reformy wolnorynkowe w jednym kraju przynoszą krach, a drugiemu umożliwiają dokonanie wielkiego skoku naprzód? Dlaczego ten sam zestaw szokowych reform przyniósł poprawę sytuacji w Polsce lat 90., a dużo słabiej zadziałał w Ameryce Łacińskiej, która przez całą dekadę dreptała w miejscu? Te niebanalne i fascynujące pytania to sedno książki dociekliwego ekonomisty z Harvardu, Daniego Rodrika, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Rodrik nie należy do tych autorów, którzy udzielają jednej odpowiedzi na pytanie - jak najlepiej wygenerować wzost gospodarczy. Przeciwnie, cały czas przekonuje do czegoś zupełnie odwrotnego: nie ma na to łatwej recepty. Mylą się liberałowie, którzy pod kierunkiem USA i MFW przez dwie ostatnie dekady eksportowali na cały świat konsensus waszyngtoński (czyli reformatorskie menu, na które składają się: dyscyplina budżetowa, obniżenie podatków, prywatyzacja i deregulacja gospodarki). Ale racji nie mają również błękitnoocy lewicowcy przekonujący, że wzrost gospodarczy jest fetyszem chciwych kapitalistów. Najlepsze w tej książce jest to, że Rodrik nie rozkłada bezradnie rąk. Przedstawia bardzo praktyczną mapę usuwania problemów hamujących wzrost gospodarczy, którą wręcz bezpośrednio mogą zastosować politycy w krajach na dorobku (w Polsce również). Rodrik jest przede wszystkim praktykiem: interesują go konkretne sposoby promowania i utrzymywania wzrostu. I jest dla niego mniej lub bardziej obojętne, czy są one robione pod sztandarem konserwatystów, socjaldemokratów czy kogokolwiek innego. Dobry pomysł to dla niego pomysł skuteczny.
Dobrze, że dzięki tej książce polski czytelnik poznaje też samego Rodrika. Ten urodzony w Turcji akademik jest od lat kluczowym głosem w zachodnich dyskusjach o wzroście gospodarczym, koniecznych zawsze i wszędzie reformach oraz o tym, co przeszkadza gospodarkom narodowym w pełnym rozwinięciu skrzydeł. To pytania fundamentalne zwłaszcza teraz, gdy w wyniku kryzysu widać wyraźnie, jak wielkie problemy z rozwojem mają nie tylko kraje trzeciego, lecz także pierwszego świata. Szkoda jedynie, że "Jedna ekonomia..." trafia do rąk czytelnika aż cztery lata po jej amerykańskiej premierze. Czytając ją, czuje się po prostu momentami, że powstała jeszcze przed kryzysem. Brazylia jest w niej na przykład pogrążonym w stagnacji krajem, a nie latynoskim tygrysem gospodarczym. A konsensus waszyngtoński to dominująca bezalternatywna ideologia, co dziś już prawdą nie jest. Sam Rodrik napisał już zresztą kolejną książkę "The Globalisation Paradox" ("Paradoks globalizacji"). Pozostaje mieć nadzieję, że ta trafi do nas bez tak dużej zwłoki. A na razie czytelnicy "DGP" będą mogli poznać najświeższe pomysły Rodrika w rozmowie, która ukaże się już w przyszłym numerze "Magazynu".
@RY1@i02/2011/243/i02.2011.243.18600120a.101.jpg@RY2@
Dani Rodrik, "Jedna ekonomia, wiele recept, instytucje i wzrost gospodarczy", Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2011
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu