Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Polak, wróg Hollywood

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Świetna książka o polityce USA i stosunku Hollywood do sprawy polskiej w czasie II wojny światowej

Pamiętacie sceny z nocnego klubu w "Casablance"? W knajpie spotykają się uchodźcy z okupowanej Europy. Są Czesi, Rosjanie, Bułgarzy, Austriacy, Norwegowie, nie ma natomiast Polaków. Dlaczego? Polaków nie było w knajpie u Ricka, bo nie chciała ich tam kinowa publiczność, hollywoodzcy producenci i prezydent Roosevelt. Rzetelne przedstawienie sprawy polskiej nie leżało w interesie administracji USA, która lansowała uproszczoną wizję wojny, gdzie agresorami byli Niemcy i ich sojusznicy, zaś Sowieci sojusznikami. Domagając się międzynarodowej interwencji po zajęciu Kresów Wschodnich oraz po odkryciu mordu w Katyniu Polska psuła ten czarno-biały obraz świata.

To najważniejsze, ale niejedyne przyczyny, dla których hollywoodzkie kino czasu wojny o Polakach milczało. Prof. Mieczysław Buskupski, szef Instytutu Historii Polski na Uniwersytecie Stanowym w Connecticut, obejrzał setki filmów z tego okresu w poszukiwaniu poloniców. Wnioski są przygnębiające - zaledwie w kilku filmach rodacy są przedstawiani pozytywnie, zaś wśród liczących się postaci Hollywood nie było wtedy nikogo, kto określałby się jako Polak. Licznie reprezentowani byli natomiast filmowcy żydowscy, często - tak jak bracia Warnerowie z kurpiowskiego Krasnosielca - pochodzący z ziem polskich, którzy zachowali w pamięci negatywne wspomnienia starej ojczyzny.

Wyłącznie tego tropu w kuriozalnym wstępie do książki uczepił się Stanisław Michalkiewicz, który suponuje, że za negatywny obraz rodaków w kinie odpowiadają Żydzi. Jak pisze prof. Biskupski, najbardziej antypolskim scenarzystą był Howard Koch (anglosaski protestant), autor napastliwego "In Our Time" oraz prostalinowskiego "Mission to Moscow", sfilmowanego przez Michaela Curtiza. W antypolskiej propagandzie celował Frank Capra, włoski katolik, w filmie "Why We Fight" - swoje trzy grosze dołożył też Darryl Zanuck, protestant szwajcarskiego pochodzenia w "Wilsonie". Resentymenty polsko-żydowskie były tylko jedną z przyczyn tego stanu rzeczy. Profesor Biskupski przypomina, że Hollywood niechętnie w latach 40. poruszało też problem Holocaustu i pomijało lub pokazywało w negatywnym kontekście inne grupy emigrantów z wyjątkiem Irlandczyków, którzy m.in. w wyniku akcji lobbystycznej wywalczyli sobie świetną prasę. Polonia podobnej akcji nie potrafiła zorganizować. Pośrednio owocem inercji polonusów była roszada narodowości głównego bohatera w głośnym filmie "Łódź ratunkowa" (1944) o rozbitkach ze storpedowanego statku według niewydanego opowiadania Johna Steinbecka. Hitchcock i jego scenarzyści Polaka Sheinkovitza zrobili Czechem o nazwisku Kovac, w wyniku tej aberracji noblista wycofał swoje nazwisko z czołówki. Wielowątkowa książka prof. Biskupskiego jest pełna takich ciekawostek. To lektura nie tylko dla kinomanów, ale dla wszystkich, których interesuje recepcja Polski i Polaków w Ameryce. Tekst Michalkiewicza, który w radzie rycerzy Jedi w "Gwiezdnych wojnach" dopatruje się "genetycznie wyselekcjonowanego sanhedrynu", polecam psychiatrom.

@RY1@i02/2011/180/i02.2011.180.196.026a.001.jpg@RY2@

W "Casablance" zabrakło Polaków

@RY1@i02/2011/180/i02.2011.180.196.026a.002.jpg@RY2@

Małgorzata Toruńska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.