Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Płaczący żule, a potem "Hardkor"

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Zanim do kin trafi nowa opowieść o Powstaniu Warszawskim, warto zajrzeć do klasyki. W rocznicę wybuchu walk TVP przypomina "Godzinę W", zaś Ale kino! - serial "Kolumbowie" Janusza Morgensterna

Na ulicy Małej na warszawskiej Pradze Janusz Morgenstern kręci scenę z czwartego odcinka "Kolumbów". Powstają sceny szturmu powstańczej barykady, na którą jadą niemieckie czołgi, poprzedzone pędzonymi w charakterze żywych tarcz cywilami. Ujęcie trwa dziesięć minut, kręcone jest z trzech kamer, z kanonadami karabinów maszynowych, wybuchami, dymami, tłumem statystów. Kiedy reżyser zatrzymał ekipę, rozległy się brawa. Okazało się, że zza barykady poczynania filmowców śledziło kilkuset okolicznych mieszkańców okolicznych czynszówek. Klaskali nawet najtwardsi prascy żule, menele i złodzieje - niektórzy ze łzami w oczach. Mimo że od tamtego czasu upłynęło czterdzieści lat, filmy o Powstaniu Warszawskim wywołują podobne emocje.

Wystarczy na przełomie lipca i sierpnia zajrzeć do prasy lub internetu, włączyć telewizor lub radio, by przekonać się, że dyskusja o tym, dlaczego po upadku komunizmu - nie licząc dyskusyjnego "Pierścionka z orłem w koronie" Andrzeja Wajdy - nie powstał film o zrywie 1944 roku oraz jaką wizję powstańczej batalii dzieło powinno przedstawiać. Kształt przyszłego filmu - podobnie jak ocena samego powstania - ciągle są przedmiotem gorącej debaty publicznej. W polemice dominują trzy głosy. Część dyskutantów marzy o superprodukcji na miarę "Szeregowca Ryana", najlepiej z udziałem gwiazdy z Hollywood, która wprowadziłaby Powstanie Warszawskie do globalnej kultury masowej i uświadomiła społeczności międzynarodowej, że nie należy go mylić z walkami w getcie. Juliusz Machulski twierdzi, że takiej produkcji nie da się zrealizować taniej niż za 70 milionów złotych - co oznacza, że byłaby ona najdroższym filmem ostatniego dwudziestolecia w naszej kinematografii. Inni domagają się przede wszystkim prawdy historycznej, którą w peerelowskich produkcjach fałszowała cenzura - pomijając rolę Armii Krajowej, wyolbrzymiając rolę partyzantki komunistycznej i wybielając postawę czerwonoarmistów. Jeszcze inni chcą zobaczyć film bez bohaterskiej i ojczyźnianej retoryki, skupiony na emocjach i pokazany z perspektywy młodych ludzi. Być może oczekiwania ostatniej grupy kinomanów zaspokoi "Taniec śmierci" Leszka Wosiewicza oraz Jana Komasy. Prace nad nowym filmem autora "Sali samobójców" są w toku - reżyser zgromadził nie tylko imponujący w naszych warunkach budżet blisko 20 milionów złotych, lecz także otrzymał poparcie od Muzeum Powstania Warszawskiego i środowisk kombatanckich. Zwolennicy upopowienia legendy powstańczego zrywu być może odnajdą swoje treści w animacji "Hardkor 44". W fantastycznej wizji Tomka Bagińskiego Warszawa będzie poligonem, na którym naziści testować będą nową broń mogącą odmienić losy wojny. Do pacyfikacji miasta rzucą eksperymentalne komando śmiercionośnych cyborgów, którym na drodze stanie oddział polskich luzaków przypominający akowską "parszywą dwunastkę".

W taki sposób polskie kino dotychczas nie oswajało mitu powstania, co nie znaczy, że z nim nie polemizowało. Najbardziej radykalnie zrobił to Andrzej Munk w "Eroice" (1958), pokazując powstanie jako szereg perypetii cwaniaka, który zostaje bohaterem mimo woli. Klęskę powstańców sportretował też Andrzej Wajda w słynnym "Kanale" (1957).

Echa szkoły polskiej pobrzmiewają w filmach Janusza Morgensterna, które przypomni TVP. "Kolumbowie" (1970) opowiadają o okupacji, podziemiu i powstaniu z perspektywy ówczesnych dwudziestolatków, których porwała wielka historia. "Godzina W" skupia się na wydarzeniach pierwszego dnia walk i losach oddziału AK, który pozbawiony wsparcia musi wykonać samobójczy rozkaz.

Zanim nowe tytuły trafią do kin (ma to się stać w ciągu kilkunastu miesięcy), warto przypomnieć sobie, jak z wielkim tematem poradził sobie jeden z najwybitniejszych twórców pokolenia, które wojnę znało z autopsji.

@RY1@i02/2011/146/i02.2011.146.196.0003.001.jpg@RY2@

Kadr z filmu "Miasto ruin", który można oglądać w Muzeum Powstania Warszawskiego

Cezary Polak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.