Skryty Litwin z rewolwerem
Biografia Czesława Miłosza pióra Andrzeja Franaszka jest wydarzeniem wykraczającym poza ramy rocznicowej fety na cześć polskiego noblisty
Chciał popełnić samobójstwo, choć był żarliwym chrześcijaninem. Uważał prozę za niepełnowartościowy gatunek literacki, ale pisał powieści do szuflady. Nawet w okresie największej prosperity zmagał się z poczuciem niespełnienia. Andrzej Franaszek krok po roku, z żelazną konsekwencją odkrywa mało znane oblicze wybitnego poety.
Nawet gdyby inne wydarzenia Roku Miłosza okazały się fiaskiem, na ponad pół roku przed finałem możemy odtrąbić sukces imprezy - a to ze względu na publikację imponującej książki krakowskiego badacza, który przez dekadę (!) analizował CV swojego bohatera i dotarł do relacji i dokumentów stawiających wybory życiowe autora "Zniewolonego umysłu" w innym, często dwuznacznym świetle, ale oparł się pokusie, której ostatnio gremialnie hołdują polscy biografowie. Namnożyło się autorów (i wydawców) celujących w miałkim demaskatorstwie autorytetów - tymczasem Franaszek nie epatuje plotką, a jeśli posuwa się do supozycji, to opiera się na istotnych przesłankach. Gdyby dotarł do informacji, że Miłosz jako pacholę sikał do kościelnej chrzcielnicy, prawdopodobnie nie omieszkałby o tym napomknąć, ale nie używałby cielęcego wybryku jako argumentu rzutującego na ocenę dokonań dojrzałego poety. Biograf noblisty nie waha się przywołać dwuznacznych fragmentów korespondencji młodego Miłosza z utytułowanym i wpływowym Jarosławem Iwaszkiewiczem. Listy, które wymieniali w latach 30., świadczą o obustronnej fascynacji i zażyłości, która mogła mieć homoerotyczny charakter. Autor nie próbuje tego na siłę udowadniać i z kruchej jak kopertowy papier przesłanki nie wysnuwa tezy o seksualnych skłonnościach późniejszego tłumacza "Biblii".
Franaszek filtruje życie przez fikcję, fikcję literacką przez rzeczywistość, ale nie po to, żeby krzyknąć "Sprawdzam!" i ogłosić, że przyłapał moralistę na niemoralności. Benedyktyńska kwerenda w archiwach, wnikliwe lektury i rozmowy ze znajomymi i współpracownikami są tu dopełnieniem wiedzy o życiorysie poety - niesłychanie pogmatwanym i trudnym niczym współczesne dzieje naszej części Europy.
Franaszek rozszyfrowuje tropy, które Miłosz zostawił w swoich utworach. U czytelników, którzy zapamiętali poetę jako sędziwego mędrca, czynnego do ostatnich dni, mimo zaawansowanej metryki i utraty sił, ogłaszającego w jesieni życia genialne tomy wierszy, lektura może wywołać konsternację. Obecny w tekstach z różnych okresów motyw młodzieńczej traumy wywołanej nieodwzajemnionym uczuciem nie był wyimaginowanym konceptem. 16-letni Miłosz zadurzony w poznanej na letnisku pannie, która wybrała innego, próbował strzelić sobie w skroń. Zamiar spalił na panewce tylko dlatego, że w rewolwerze zaszwankował bęben z nabojami. Franaszek ustalił personalia absztyfikanta, który o mały włos nie pozbawił literatury polskiej trzeciego noblisty. W papierach poety zdeponowanych w bibliotece uniwersytetu w Yale znalazł niepublikowany wiersz expressis verbis opisujący incydent. W latach 50. rywal zrobił to, co nie udało się przegranemu Miłoszowi - odebrał sobie życie. Na wieść o jego samobójstwie poeta zareagował z nutą satysfakcji - pamięć o młodzieńczym upokorzeniu ciążyła mu wiele lat.
Franaszek portretuje Miłosza bez taryfy ulgowej, pokazuje, że poeta nie był świętym Franciszkiem, a jeśli próbował nim być, to często mu to nie wychodziło. Całe życie się maskował. Mówił, że jest skrytym Litwinem i sens tego epitetu dobitnie ujawnia się w stosunku Miłosza do religii katolickiej. Po tym jak opublikował "Ziemię Ulro", korespondencję z Thomasem Mertonem, eseje o mistycyzmie, Emanuelu Swedenborgu, zainteresowaniu buddyzmem, wydawało się, że jego religijność ma charakter intelektualny, bardziej jest popartą głębokimi studiami refleksją niż wiarą w dogmaty. Tymczasem pytany przez znajomego o sens życia odparł, że jest nim zbawienie. Inna wolta: powszechnie wiadomo, że Miłosz uważał prozę za gorszy sort literacki, a powieść nazywał workiem, który wszystko pomieści. Tymczasem w archiwach zachowało się wiele niepublikowanych fragmentów prozatorskich - okazuje się, że autor "Doliny Issy" najczęściej próbował opisać w nich amerykańskie doświadczenia. Wiadomo też, że spadkobiercy dysponują jeszcze co najmniej jednym rękopisem skończonego tomu powieściowego.
Franaszek nie przemilcza jeszcze jednej kwestii z życia prywatnego poety, sfery do dziś spowitej aurą środowiskowej sensacji, a którą można streścić krótko: idzie o kobiety. Miłosz miał powodzenie u płci przeciwnej i korzystał z tej promocji (zdarzało mu się też odwiedzać burdele). Przed pierwszym poważnym związkiem zrejterował już na studiach. Kiedy okazało się, że jego ówczesna sympatia, koleżanka z prawa na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, żywi wobec niego matrymonialne nadzieje, zerwał znajomość. Obawiał się, że małżeństwo przeszkodzi mu w literackiej karierze. Burzliwe było jego małżeństwo z Janiną - zdradzał żonę ze swoją francuską tłumaczką, potem ze studentkami slawistyki w Berkeley.
Franaszek przytacza drażliwe fakty z życiorysu Miłosza nie po to, żeby podżyrować wymowę swojej książki, która napisana jest z empatią dla bohatera. Autor "Pieska przydrożnego" jawi się w niej jako człowiek nieustannie zmagający się z poczuciem straty, które towarzyszyło mu nawet w okresie największej prosperity. Po ucieczce na Zachód poeta cierpiał, bo w kraju jego książki były na indeksie. Kiedy po otrzymaniu Nagrody Nobla trafił do księgarń, poczuł, że przyprawiana jest mu Gombrowiczowska gęba pomnikowego trybuna. Był przekonany o wielkości swojej poezji, a zarazem walczył z pychą, do końca rozliczał się z grzechami przeszłości. Andrzej Franaszek opowiada o tym ze swadą i wielką kulturą.
@RY1@i02/2011/087/i02.2011.087.196.0037.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/087/i02.2011.087.196.0037.002.jpg@RY2@
Cezary Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu