Cmentarz dźwięków
Czy serce może funkcjonować bez ciała? Jak najbardziej, przekonuje Christian Boltanski, autor projektu pokazywanego w Zamku Ujazdowskim. Instalacja jest częścią cyfrowej biblioteki, w której artysta gromadzi nagrania rytmów ludzkich serc
Przemijanie to jeden z wielkich tematów francuskiego artysty. Swoją twórczą obsesję realizuje od lat 80. - ze zdjęć, używanych ubrań, dokumentówpróbuje wywoływać duchy ich dawnych właścicieli. Jego praca "Archives" składała się z setek czarno-białych fotografii mężczyzn, kobiet i dzieci. Kim byli (albo jeszcze są), co robili, jak wyglądało ich życie - te pytania schodzą na dalszy plan wobec pierwotnego przeświadczenia, że oto zostały zaprezentowane jako świadectwo ulotności ludzkiej egzystencji.
Artysta odwołuje się do "małej pamięci", na którą składa się wiedza o naszej codzienności, zazwyczaj znikająca wraz ze śmiercią człowieka. Tworząc "Archiwum serc", próbuje uchronić bohaterów swoich instalacji przed zapomnieniem.
Zarzewiem pomysłu była instalacja sprzed sześciu lat. Boltanski zarejestrował bicie swojego serca, odtwarzacz podłączył do żarówki, która zapalała się synchronicznie w rytm kolejnych uderzeń. Projekt zyskał nowy wymiar z chwilą rejestracji dźwięków serc innych osób. W ten sposób artysta po raz pierwszy wyszedł poza archiwizowanie rzeczy martwych. Dotychczas w swoich pracach wykorzystywał tylko przedmioty. "Archiwum serc" przenosi w inny wymiar - instalacja dosłownie tętni życiem.
Artysta pracował m.in. w Szwecji, Australii, Korei Południowej, Francji, Wielkiej Brytanii, USA. Zarchiwizował 40 tys. nagrań. Kopia każdego z nich trafi na wyspę Teshima, na Morzu Japońskim, gdzie Boltanski ulokował swoje archiwum. Umieszczenie nagrań w odległym zakątku świata nie jest przypadkowe. Żyjemy w XXI wieku, mamy internet, więc biblioteka serc mogłaby funkcjonować wirtualnie. Ale tu chodzi o coś innego. Nawet nie o to, że Teshima to - jak mówi artysta - najpiękniejsze miejsce, jakie widział. Kto zechce usłyszeć bicie serca swoich przodków, będzie mógł to zrobić w niepowtarzalnej scenerii japońskiej wyspy. Zanim jednak odbiorca dotrze na miejsce, czeka go doświadczenie podróży - jej magii, ale i czysto fizycznych trudów. Na Teshimę nie ma bowiem bezpośredniego połączenia - najbliżej wyspy znajduje się port lotniczy w Tokio.
Ujmując projekt w kategoriach religijnych, Boltanski nadaje zgromadzonym w archiwum nagraniom status relikwii. W ten sposób artysta polemizuje z zachodnim pojmowaniem sztuki, dla której wartością jest wyłącznie obiekt, a nie jego bezpośredni kontekst - droga, jakiej trzeba doświadczyć, żeby się z nim spotkać.
Odgłosy serc nagrywane są w kabinie przypominającej dwudrzwiową szafę. Rekorder obsługuje osoba ubrana w fartuch lekarski. Przed kabiną znajduje się stanowisko, gdzie zapisywane są personalia uczestników projektu. "Nazwisko jest dla mnie czymś bardzo ważnym, bo dowodzi, że ktoś istniał, nawet jeśli jest to nazwisko zwyczajne" - tłumaczył w jednym z wywiadów. Ten zabieg kojarzy się z ewidencjonowaniem zmarłych - wszak na nagrobkach też figurują nazwiska. W tym sensie "Archiwum serc" jest cmentarzem dźwięków, a nagrania pełnią funkcję epitafium. Artysta wystawia pomniki życiu.
Boltanski zachowuje się tak, jakby umieszczając fonotekę z odgłosami bicia serc na dziewiczej wyspie, chciał uratować ludzkość. Przypomina w tym mitologicznego Prometeusza, który usiłował przechytrzyć bogów. Kibicujemy my artyście, choć wiemy, że przegra, bo wszystkich ocalić się nie da. "Archiwum serc" to szlachetna utopia.
@RY1@i02/2011/034/i02.2011.034.196.0041.001.jpg@RY2@
Teshima na Morzu Japońskim - dziewicza wyspa, na której Christian Boltanski ulokował "Archiwum serc"
@RY1@i02/2011/034/i02.2011.034.196.0041.002.jpg@RY2@
Christian Boltanski
Anna Sidoruk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu