Pieniądz, bohater wakacyjnych lektur
Absolutnym mistrzem XIX-wiecznej powieści ekonomicznej jest Emil Zola. Jego spostrzeżenia na temat działania rynków finansowych cytują specjaliści
Janem Toporowskim
Co ekonomista czyta na wakacjach?
Powieści ekonomiczne.
Są takie?
To moje prywatne określenie. Chodzi o powieści, zazwyczaj z drugiej połowy XIX wieku, których głównym bohaterem jest pieniądz.
Coś jak "Lalka" Prusa?
Nie do końca. Ani też nie "Ziemia obiecana" Reymonta. Owszem, to są książki pokazujące ówczesnych pionierów przedsiębiorczości oraz przemiany społeczne, które się dokonują z ich udziałem. Ale samego pieniądza jest u Prusa czy Reymonta mało. Powieści ekonomiczne, o których mówię, można znaleźć zwłaszcza w XIX-wiecznej literaturze angielskiej i francuskiej.
Bo to Anglia i Francja były wtedy pionierami kapitalizmu?
Dokładnie tak. Zwłaszcza tego finansowego. To tam stara szlachta najszybciej połapała się, że nie może już opierać swojego bogactwa na dochodzie z ziemi. Do realnej gospodarki, handlu czy przemysłu też im raczej nie było prędko. Szli więc na giełdę. We Francji w tym samym kierunku podążyła nowa burżuazja. Efektem była cała fala kryzysów giełdowych, skandali finansowych. Pojawiła się klasa nowych bogaczy, którzy dorobili się na spekulacjach giełdowych. Ich bogactwo otaczała aura tajemnicy. Podejrzliwie patrzyli na to nie tylko ludzie o poglądach lewicowych, lecz również przemysłowcy. Bo oni byli zdania, że to im należy się bogactwo. Oni przecież wytwarzają konkretny produkt, mają maszyny, zatrudniają ludzi. Pisarze to podchwytywali.
Jacy na przykład?
Teraz przeczytałem "The Way We Live Now" Anthony’ego Trollope’a. Jednego z ostatnich pisarzy epoki wiktoriańskiej. Bardzo długa książka. I wcale nie jego najbardziej znany utwór. Publikowany był - co typowe dla tamtych czasów - w odcinkach w ówczesnej prasie. Cała akcja tej książki mocno zasadza się na prawdziwym kontekście ekonomicznym. Otóż w latach 1860-1865 brytyjski parlament przyjął serię ustaw, które umożliwiały powstawanie spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. To był wielki katalizator przedsiębiorczości, ale i fali skandali spekulacyjnych. Trollope był jednym z pisarzy, którzy podjęli temat. Uprzedzając zresztą samych ekonomistów. Bo dla ówczesnych ekonomistów giełda i spekulacja to była jakaś poboczna zabawa. Niemająca wielkiego znaczenia w skali makro. Dlatego nie poświęcali jej należytej uwagi. Do dziś ma to fatalne skutki. Musi nastąpić wielkie rynkowe tąpnięcie, żeby ekonomia głównego nurtu zaczęła zastanawiać się nad wpływem rynków finansowych na całą gospodarkę. A wtedy jest już zazwyczaj zbyt późno.
Jakiego autora by pan jeszcze polecił?
Absolutnym mistrzem XIX-wiecznej powieści ekonomicznej jest Emil Zola. Zwłaszcza jego "Pieniądz" to mistrzowska rzecz. Wie pan, że spostrzeżenia Zoli na temat niestabilności rynków finansowych w swoich pracach na poważnie cytują tacy giganci ekonomii jak Rudolf Hilferding albo Charles Kindleberger? Z kolei słynny ekonomista francuski Jacques Rueff wspomniał o spotkaniu z niemieckim kolegą po fachu w czasie II wojny światowej. Chcąc poniżyć Francuza, Niemiec powiedział mu, że Francja miała tylko jednego pierwszorzędnego ekonomistę pieniężnego. I to był właśnie Emil Zola.
Co takiego u Zoli można znaleźć?
On naprawdę świetnie rozumiał, jak działają rynki finansowe. To nie była wiedza powierzchowna. Widać to w szczegółach. Uderzająco dokładnych i prawdziwych. W jednej z książek jest taki fragment opisujący, jak zarabiać na minimalnych wahaniach ceny złota. Gdy cena kruszcu szła do góry, opłacało się wykupywać złote monety i szybko przetopić na sztabki, a potem sprzedać na rynku. A gdy cena spadała, należało robić odwrotnie. Takie szczegóły są u Zoli. Albo Ibsen.
Najsłynniejszy norweski literat Henryk Ibsen?
Ten sam. On w 1897 r. napisał dramat "Jan Gabriel Borkman". To jest spowiedź bankiera, który wychodzi z więzienia. Ibsen pokazuje, jak bankier próbuje uzasadniać oszustwa, za które został skazany. Te mechanizmy samousprawiedliwienia są aktualne do dziś. Wystarczy posłuchać tego, co mówią niektórzy dzisiejsi finansiści i traderzy.
@RY1@i02/2013/163/i02.2013.163.00000240a.802.jpg@RY2@
mat. prasowe
Jan Toporowski, profesor ekonomii i finansów Uniwersytetu Londyńskiego. Jego "Dlaczego gospodarka światowa potrzebuje krachu finansowego" została uhonorowana Economicusem 2013 - nagrodą dla najlepszej książki ekonomicznej opublikowanej na polskim rynku wydawniczym. Urodził się i wychował w Wielkiej Brytanii (jego rodzice osiedli na Wyspach w czasie II wojny światowej)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu