Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Literackie nowości

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Nie bez powodu "Subtelny urok samobójstwa" zebrał w ubiegłym roku wiele nagród literackich na świecie. Autorka powieści Judith Claire Mitchell ma wisielcze poczucie humoru i wyrazisty, błyskotliwy styl. Doskonale wie, jak dozować czytelnikowi śmiech i łzy, a swoich bohaterów bezlitośnie dźga ostrzem ironii. Lady, Vee i Delph to trzy siostry. Choć każda jest inna, wszystkie okazują się uroczymi dziwadłami o skłonnościach do melancholii i autoagresji. Wkrótce ma się skończyć dwudziesty wiek, ale trzy panie mają ważniejsze sprawy na głowie niż obawy o pluskwę milenijną. Wraz z końcem tysiąclecia postanawiają skończyć ze sobą. Skąd ten osobliwy pomysł? Wszystko przez klątwę, która ciąży na rodzinie. Siostry są przekonane, że za grzechy przodków płaci się do czwartego pokolenia, a one mają za co płacić. Od lat dręczy je uporczywe pytanie, jak żyć ze świadomością, że ich pradziadek wynalazł śmiercionośny gaz, który w czasie wojny wykorzystywali naziści w komorach gazowych. Jak żyć, dźwigając wieczne poczucie winy za Holocaust? Najgorsze, że nawet umrzeć nie da się bez narażania się na śmieszność. Siostry to postaci tragiczne i groteskowe zarazem. Taka sama jest historia rodziny, którą bohaterki spisują na ponad trzystu stronicach przed planowanym samobójstwem. Są w niej romantyczne miłości, wielkie ambicje, osiągnięcia i gorycz rozczarowań. Czytając "Subtelny urok samobójstwa", czytelnik niejednokrotnie uśmieje się do łez, ale w głębszej warstwie to przeraźliwie smutna i piękna opowieść. Mitchell stawia pytania o więzy rodzinne, poczucie zbiorowej odpowiedzialności i fatalizm ludzkiego losu. Śmiech jest po to, żeby to wszystko dało się jakoś znieść.

@RY1@i02/2016/136/i02.2016.136.19600070b.801.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Pierwsza wojna światowa z włoską rodziną Palmisano obeszła się bez litości. Wszyscy mężczyźni, którzy zaciągnęli się do wojska, ginęli na froncie jeden po drugim. Zdawało się, że los oszczędzi przynajmniej ostatniego z rodu, Vito Oronzo. Mężczyzna dzielnie walczył przez całą wojnę, by umrzeć w dniu, kiedy oficjalnie uznano ją za zakończoną. Czy nad rodziną Palmisano zawisła klątwa? O tym przekonana jest wdowa po Vito Oronzo. Gdy wkrótce po wojnie odkrywa, że jest w ciąży, pada na nią blady strach. Jest pewna, że jeśli urodzi syna, podzieli on los mężczyzn z jego rodziny, dlatego postanawia zastosować pewien fortel. Vitantonio Palmisano oficjalnie przychodzi na świat jako syn jej przyjaciółki, również wdowy po poległym na froncie żołnierzu, i brat bliźniak Giovanny Convertini. Nietrudno się domyśleć, że to dopiero początek komplikacji. Chłopak dorasta pod okiem surowej babki, która stawia sobie za punkt honoru uczynić go godnym spadkobiercą rodu Convertinich. Długo nie ma pojęcia o tym, kto naprawdę jest jego matką. Tymczasem w Europie znów robi się niespokojnie. We Włoszech rodzi się faszyzm, a naród dzieli się na zwolenników i przeciwników Mussoliniego. Autor Rafel Nadal jest Katalończykiem i wziętym dziennikarzem. Jako pisarz zadebiutował powieścią "Szampańskie dni", w której opowiedział historię swojej rodziny. "Klątwa rodziny Palmisano" miała stać się światowym bestsellerem, a jednak czegoś tej książce brakuje. Może oryginalności i mięsistości stylu? Powieściowy świat okazuje się tu zupełnie papierowy, a postaci mimo wysiłków zdają się bezbarwne. To mankamenty, które obniżają wartość nawet najlepiej obmyślonej historii.

@RY1@i02/2016/136/i02.2016.136.19600070b.802.jpg@RY2@

Malwina Wapińska

Poznaliśmy tę autorkę przy okazji serialu "Olive Kitteridge", który powstał na podstawie jej nagrodzonej Pulitzerem powieści. Zwracała uwagę wnikliwością w rysowaniu charakterów, zależności między nimi, a także zamienianiu prostych ludzkich biografii w opowieść o losie. Tak jest i tym razem. Główna bohaterka "Mam na imię Lucy" jest pisarką. Jej droga do sukcesu przeplatała się z walką z własną przeszłością, pochodzeniem, uwikłaniem w rodzinne tajemnice, wzajemne wykorzystywanie. Lucy wychodzi z biedy, otoczenia bez książek i wykształcenia. Ale w relacjach z matką wciąż pozostaje dziewczyną, która czuje się słabsza od otoczenia, głupsza, gorzej ubrana, niewarta uwagi. Na jednym z kursów pisania słyszy od swojej mentorki: "Pisząc, nie przejmuj się tym, o czym ma być twoja opowieść. Nie zawracaj sobie tym głowy, szkoda czasu. Bo każdy z nas przez całe życie opowiada tę samą historię na różne sposoby". W historii Lucy najważniejsze są wątki pamięci, zbiorowego rodzinnego odrzucenia niewygodnych zdarzeń i naznaczenia brakiem akceptacji. A jednocześnie poznajemy fabułę: opowieść o dojrzałej kobiecie, która czuje się jak dziecko, leżąc w szpitalu po trudnej operacji. O matce, która chce dać swoim dzieciom spokój i bezpieczeństwo, ale nie potrafi. O dziewczynie, która wciąż szuka mądrego, wyrozumiałego chłopaka z klasą. Strout o sprawach najbardziej intymnych pisze bez sentymentalizmu i bez potrzeby szokowania. Największym szczęściem dla jej bohaterki, przywykłej do samotności i odmienności, jest zwyczajna rozmowa z matką, kiedy żadna z nich nie poucza i nie udaje. Jesienią ukaże się po polsku "The Burgess Boys" Strout, podobno jej najlepsza powieść. Jeśli mistrzostwo "Mam na imię Lucy" jest w niej podniesione do potęgi, zdecydowanie warto czekać.

@RY1@i02/2016/136/i02.2016.136.19600070b.803.jpg@RY2@

Marta Strzelecka

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.