Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Na złamanie karku

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

KOMIKS Czekacie na sierpniową premierę "Legionu samobójców"? Najpierw przeczytajcie oryginał

Chyba nie będzie zbytnią przesadą powiedzieć, że o Suicide Squad - czyli, jak chce wydawca komiksu, Oddziale Samobójców, albo, słowami dystrybutora filmu, Legionie - jeszcze niedawno mało kto słyszał poza oddaną grupą fanów. Drużyna złożona z samych zakapiorów, choć debiutowała już w 1959 roku, do dziś nie doczekała się wymiernej sławy. Pierwsze inkarnacje Oddziału nie przypominały jednak tej dzisiejszej, z którą jest on utożsamiany. Pod dowództwem niejakiego Ricka Flagga Jr. drużyna złożona z nieobdarzonych żadnymi nadnaturalnymi zdolnościami ludzi mierzyła się z zagrożeniami znacznie ich przerastającymi. I zniknęła ze świata DC tak prędko, jak się w nim pojawiła. Dopiero pod koniec lat 80. powołano do życia kolejny Oddział, tym razem bazując na pomyśle bliźniaczym do filmowej "Parszywej dwunastki". Przestępcom obiecano skrócenie wyroków w zamian za zgodę na udział w samobójczych tajnych misjach odbywających się pod auspicjami amerykańskiego rządu. Punktem wyjścia serii było złożenie tytułowej ekipy z postaci mało znanych, co okazało się strzałem w dziesiątkę i świetnym chwytem dramaturgicznym, można było bowiem odstrzelić bez zbytnich konsekwencji kogo się chciało. Zabieg ten był dla czytelnika atrakcyjny, gdyż stawka okazywała się faktycznie wysoka, a ryzyko owych samobójczych misji realne. Z kolei ci, którzy przeżywali, zyskiwali należny im poklask wśród komiksiarzy, szczególnie że dokonano nieczęsto wtedy spotykanego zabiegu uczłowieczania czarnych charakterów, co idealnie wpisywało się w ledwie rozpoczętą przez scenarzystów takich jak Frank Miller czy Alan Moore erę dekonstrukcji komiksowych schematów. Serię jednak anulowano w 1992 roku - aż do powstania linii wydawniczej New 52, w ramach której odświeżono tytuły DC.

I właśnie skład z 2011 roku, na czele z Deadshotem, Harley Quinn i Kingiem Sharkiem, trafił do nas w opublikowanym przed paroma dniami tomie "Nadzorować i karać", który chronologicznie jest czwartym zbiorczym wydaniem historii z Oddziałem zebranych pod szyldem New 52. Ale zrozumienie fabuły nie nastręcza trudności, a decyzja wydawnicza została podyktowana zapewne chęcią przeskoczenia od razu do lepszych opowieści o Suicide Squad pióra Alesa Kota. Zresztą komiks ten udanie przedstawia czytelnikowi zbirów najpierw w momencie buntu, potem podczas rutynowej, co nie oznacza nudnej, akcji oraz u progu niewiadomego jeszcze zagrożenia. Znamienne, że w przeciwieństwie do nieco głupkowatej serii z Harley Quinn, również wydawanej w Polsce, "Oddział samobójców" to komiks pisany na poważnie, niczym fabuła sensacyjna, a humor jest tutaj środkiem, a nie celem. Portrety psychologiczne są największym atutem komiksu i odmalowuje się je tutaj nie tylko za pośrednictwem gadających głów, ale także działań podczas misji. Interesująca jest także relacja pomiędzy członkami zespołu, bo o ile funkcjonowanie grup superbohaterskich opiera się na cementowaniu przyjaźni pomiędzy ich członkami, o tyle tutaj kluczem jest ciągłe wyrzucanie za okno kości niezgody, co wprowadza ciekawą dynamikę.

Krótko mówiąc - w starciu z Thunderbolts, marvelowską grupą superłotrów, Suicide Squad wygrywa.

@RY1@i02/2016/116/i02.2016.116.19600070b.803.jpg@RY2@

Egmont Polska

Bartosz Czartoryski

@RY1@i02/2016/116/i02.2016.116.19600070b.804.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.