Pacjent zmarł, bo lekarz odmówił mu pomocy
Lekarz dyżurny krakowskiego szpitala odmówił pomocy pacjentowi, który potem zmarł pod placówką - wynika z notatek pielęgniarek z izby przyjęć szpitala im. Żeromskiego.
"Ten pacjent mnie nie interesuje" i "ma się oddalić" - takie słowa lekarza zanotowały w swoich raportach pielęgniarki.
Notatki odkrywają dokładny przebieg zdarzeń, które doprowadziły do śmierci 62-letniego mężczyzny w pobliżu szpitala. Gdy 5 września został przywieziony przez karetkę, dyżurny lekarz nie chciał się nim zająć. Stwierdził, że "mężczyźnie nic nie jest" i go zna, bo "pacjent jest stałym bywalcem szpitala". Polecił personelowi wyprowadzenie mężczyzny - potrzebny był wózek, na którym siedział. Pozostawiono go na ławce przed placówką.
"Doktor doskonale był zorientowany i poinformowany, że pacjęt (pisownia oryginalna - red.) siedzi za drzwiami wejściowymi, powtórzył, że ten człowiek już go nie interesuje" - zapisała pielęgniarka.
Diagnoza lekarza nie była poprawna: mężczyzna chwilę po odmówieniu mu pomocy zmarł. Ciało odnaleziono w minioną niedzielę rano na skwerze w pobliżu szpitala.
W sobotę mężczyzną zainteresował się policyjny patrol. Funkcjonariusze wezwali karetkę, która zabrała go do szpitala ok. godziny 20. Załoga karetki zdiagnozowała zmiany w okolicach podbrzusza, liczne otarcia i oparzenia - mówi funkcjonariusz małopolskiej policji. Rzecznik szpitala Leszek Góra dotąd tłumaczył, że mężczyzna sam opuścił szpital. - Obawiam się, że ten człowiek nie otrzymał pomocy, gdyż był biedny - mówi Adam Sandauer ze stowarzyszenia Primum Non Nocere.
zir
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu