Prawa dla pracującego, wolność dla emeryta
Spersonifikowanie systemu ubezpieczeń społecznych. Stworzenie możliwości dodatkowego oszczędzania na starość oraz swoboda przemieszczania się w Unii Europejskiej - to najważniejsze zdobycze ostatniego ćwierćwiecza
Przemiany gospodarcze wymusiły uporządkowanie systemu emerytalnego. Okazało się bowiem, że co prawda przedsiębiorstwa państwowe skrupulatnie płaciły daninę na ubezpieczenie emerytalne za wszystkich swoich pracowników, to składki trafiały do jednego worka w ZUS. Nikogo nie interesowało, ile wpłacono za konkretnego pracownika. A to dlatego, że wysokość emerytury była wyliczana nie z całego okresu aktywności zawodowej, lecz np. z trzech lat poprzedzających odejście z pracy. W efekcie Polacy w ostatnim okresie zatrudnienia otrzymywali specjalne nagrody, dodatki czy wręcz podwyżki, które miały im podnieść wysokość dożywotniego świadczenia.
Niestety wysokość emerytur gwałtownie spadała, gdyż była zjadana przez inflację. I choć rosły obciążenia zatrudnionych, to pieniędzy ciągle brakowało. Główną wadą systemu, zwanego repartycyjnym, było to, że w całości opierał się on na umowie międzypokoleniowej - emerytury były finansowane ze składek wpłacanych przez osoby pracujące.
Godzina zero
W połowie lat 90. rozpoczęły się prace nad stworzeniem nowego systemu emerytalnego. Aby nie obciążać przyszłych pokoleń rosnącymi wydatkami na wypłatę bieżących świadczeń, stworzono nowy model systemu emerytalnego. Zaczął on obowiązywać 1 stycznia 1999 r.
Obrazowo przedstawiano go jako budowlę opartą na trzech filarach. Pierwszym z nich - obowiązkowym dla wszystkich - był ZUS. Od tamtego czasu na wirtualne konto emerytalne prowadzone przez zakład każdego miesiąca trafia kwota równa 12,22 proc. wynagrodzenia. Pieniądze wpłacane do ZUS natychmiast są przeznaczane na wypłatę bieżących emerytur, a śladem po wpłacie jest zapis księgowy na koncie emerytalnym konkretnego ubezpieczonego.
Obowiązkowe stało się także oszczędzanie w II filarze, czyli w otwartym funduszu emerytalnym. Tam trafiało początkowo 7,30 proc. wynagrodzenia, ale z czasem udział ten systematycznie malał. W końcu powstało pseudokapitałowe subkonto stanowiące część II filaru znajdujące się jednak w ZUS. Dla opornych wprowadzono przymusowe losowania, a osoby, które raz weszły do OFE, miały poważne problemy, aby się wypisać z takiej formy oszczędzania.
Ostatnim - III filarem - była możliwość oszczędzania w pracowniczych programach emerytalnych. W praktyce okazało się, że ten ostatni filar praktycznie nie istnieje, a i z drugim są poważne problemy.
To doprowadziło do wprowadzenia dobrowolności w oszczędzaniu w otwartych funduszach emerytalnych, które powoli będą chylić się ku upadkowi. A to za sprawą tego, że zaledwie 2 z 14 milionów uprawnionych zdecydowało się na dalsze oszczędzanie w OFE.
Obecnie trudno jest przewidzieć, jak system emerytalny będzie wyglądać za kolejne 25 lat. Podniesienie wieku przejścia na emeryturę do 67. roku życia nie oznacza, że wystarczy pieniędzy na wypłaty przyszłych świadczeń. Może się okazać, że konieczne będzie wydłużenie pracy o kolejne trzy lata. Państwo gwarantuje wypłatę emerytur, co jednak oznacza tylko tyle, że pieniądze na ich wypłatę muszą się znaleźć. Pracujący więc coraz dłużej obowiązkowo będą płacić coraz wyższe składki.
Druga rewolucja
Ważnym wydarzeniem ostatniego ćwierćwiecza w ubezpieczeniach jest niewątpliwie przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. Poczynając od 1 maja 2004 r., rozporządzenia wspólnotowe z zakresu koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego zastąpiły dwustronne umowy międzynarodowe o zabezpieczeniu społecznym.
Takie rozwiązanie gwarantuje, że osoby korzystające ze swobody przemieszczania gromadzą środki na emerytury, opłacając składki bez względu na miejsce pobytu. To zaś daje im pewność, że w przyszłości mają szansę na wypłatę emerytur. A te zaś należą do najważniejszych świadczeń w ramach systemów zabezpieczenia społecznego.
Przepisy UE dotyczące tej grupy świadczeń obligują każdy kraj do przechowywania historii przebiegu ubezpieczenia do czasu osiągnięcia przez zainteresowanego wieku emerytalnego. Innymi słowy, wpłacone składki nie są przekazywane do innego państwa członkowskiego ani nie są wypłacane do ręki tej osobie, kiedy przestaje być w tym państwie członkowskim ubezpieczona. Środki wpłacone do systemu wrócą do zainteresowanego w postaci wypłacanego świadczenia. W praktyce oznacza to, że jeżeli ubezpieczony pracował w trzech państwach członkowskich, to po osiągnięciu wieku emerytalnego będzie otrzymywać trzy oddzielne emerytury. Świadczenie będzie naliczane zgodnie z przebiegiem ubezpieczenia w każdym państwie członkowskim. Kwota emerytury otrzymywanej z każdego kraju będzie odpowiadała długości okresu ubezpieczenia w każdym z państw.
Żadne państwo nie wypłaca emerytury ani większej, ani mniejszej niż świadczenie, do którego uprawniają w szczególności składki wpłacone przez pracownika. Co więcej, osoba, która już ma prawo do wsparcia, na przykład z ZUS, nie straci prawa do świadczenia, jeśli zdecyduje się wyjechać z Polski. Tak więc swoboda przemieszczania jest w pełni realizowana.
Ale nie wszystko się udało. Eksperci zwracają uwagę, że w ciągu tych lat straciły na wartości zasady dialogu społecznego. Od czasu, kiedy związki zawodowe bojkotują posiedzenia komisji trójstronnej, konsultacje społeczne są fikcją.
Rząd coraz częściej przepycha przez Sejm kontrowersyjne ustawy wprowadzające zmiany do systemu ubezpieczeń społecznych. To zaś powoduje, że coraz więcej spraw z ubezpieczeń społecznych trafia do Trybunału Konstytucyjnego.
@RY1@i02/2014/158/i02.2014.158.183000800.806.jpg@RY2@
Obecnie obowiązujące zasady obliczania emerytur
Zatrzymaliśmy katastrofę demograficzną
@RY1@i02/2014/158/i02.2014.158.183000800.807.jpg@RY2@
dr Agnieszka Chłoń-Domińczak była wiceminister pracy i polityki społecznej
Największym sukcesem reformy emerytalnej było powstrzymanie katastrofy systemu emerytalnego. Demografia bowiem jest nieubłagana. Z roku na rok spada liczba narodzin. Żyjemy coraz dłużej, pobierając także przez dłuższy okres świadczenia. To powoduje kumulację wydatków. Rosnące wypłaty świadczeń Funduszu Ubezpieczeń Społecznych przy spadającej liczbie osób wpłacających składki do systemu mogły doprowadzić do dramatu polegającego na braku środków na wypłaty emerytur. Rozpoczęta w 1999 r. reforma odwróciła tę tendencję. Ograniczyła wypłaty, jednocześnie zachęcając ubezpieczonych do samodzielnego oszczędzania na emeryturę. Dodatkowo powstanie otwartych funduszy emerytalnych stało się kołem zamachowym polskiej gospodarki. Powszechne towarzystwa emerytalne inwestowały pieniądze członków OFE w polskie spółki notowane na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Dzięki takiej możliwości nasza giełda jest jedną z największych w regionie. Szkoda tylko, że ostatnie zmiany zasad oszczędzania w OFE spowodowały spadek zaufania do systemu emerytalnego. Będzie trzeba go obudować w taki sposób, żeby system emerytalny był stabilny i gwarantujący bezpieczeństwo ubezpieczeniowe.
Dialog przy ubezpieczeniach jest coraz trudniejszy
@RY1@i02/2014/158/i02.2014.158.183000800.808.jpg@RY2@
Prof. Jan Klimek ze Szkoły Głównej Handlowej, wieloletni przewodniczący zespołu komisji trójstronnej ds. ubezpieczeń społecznych
Wczasie transformacji systemu ubezpieczeń społecznych popełniono kilka błędów bardzo kosztowych dla pracodawców. Koszty pracy z każdym rokiem są coraz wyższe. Przedsiębiorcy są zmuszani do opłacania składek praktycznie od każdej złotówki wypłacanej pracownikowi, natomiast w ZUS ciągle brakuje pieniędzy na wypłaty świadczeń. To powoduje, że obniża się wysokość nowych emerytur. Z tego też powodu, że coraz trudniejszy jest dialog społeczny dotyczący ubezpieczeń. Związkowcy zawsze krytykują rządowe propozycje. Pracodawcy szukają sposobu ograniczenia danin nakładanych na firmy, zaś rząd walczy o zmniejszenie wysokości deficytu budżetowego. Kiedy w 1994 r. powstała komisja trójstronna, wszystkie strony wiedziały, że muszą się porozumieć. Z kolei teraz dialog jest nieskuteczny. Każda ze stron broni swojego stanowiska, a kompromis jest utrudniony, co przy rozwiązywaniu problemów w sprawach tak delikatnych jak ubezpieczenia powinno być priorytetem.
Uchroniliśymy młode pokolenie
@RY1@i02/2014/158/i02.2014.158.183000800.809.jpg@RY2@
Prof. Marek Góra ze Szkoły Głównej Handlowej, twórca reformy emerytalnej
Celem reformy była ochrona interesu pracujących, i to się udało zrealizować! Zatrzymaliśmy wzrost kosztu finansowania systemu emerytalnego przez młode pokolenie, innymi słowy nastąpiło zatrzymanie gwałtownego przyrostu składki emerytalnej. Zobowiązania te zwiększały się wówczas w tempie absolutnie galopującym i gdyby ten przyrost się utrzymał, dziś większość pieniędzy natychmiast byłaby oddawana do systemu emerytalnego. O ile bowiem do początku lat 80. suma wszystkich składek na ubezpieczenia społeczne wyniosła 15,5 proc., to w połowie lat 90. było już 45 proc. i dalej nie wystarczało. Projekcje na 2010 r. pokazywały, że to będzie już około 55 proc. wynagrodzenia z perspektywą dalszego wzrostu. To była prosta droga do katastrofy. Ważnym elementem zreformowanego systemu emerytalnego były otwarte fundusze emerytalne. Były one jednak nie celem, ale narzędziem zatrzymania tempa narastania kosztu finansowania. Narzędzia, które zastosowaliśmy, działają lepiej lub gorzej, ale nie wolno podważać fundamentów reformy chroniącej pracujących przed wydatkami związanymi z wypłatami emerytur.
Emerytury będą dramatycznie niskie
@RY1@i02/2014/158/i02.2014.158.183000800.810.jpg@RY2@
Prof. Leokadia Oręziak z katedry finansów międzynarodowych Szkoły Głównej Handlowej
Reforma emerytalna z 1999 r. była największą porażką ostatnich 25 lat. Zastąpienie zdefiniowanego świadczenia przez zdefiniowaną składkę w przyszłości spowoduje redukcję wysokości emerytur o połowę. Z raportu Komisji Europejskiej z 2012 r. wynika, że łączna emerytura w 2060 r. wyniesie 22 proc. ostatniego wynagrodzenia. Dla porównania wysokość starej emerytury przyznanej cztery lata temu wynosiła 47 proc., a wcześniej była jeszcze wyższa. Taki gwałtowny spadek wysokości świadczeń spowoduje, że konieczna będzie pomoc społeczna z budżetu państwa dla rosnącej rzeszy ubogich emerytów. A będzie to konieczne, bowiem na wiele lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego ludzie zostaną bez środków do życia. Przy ogromnym bezrobociu strukturalnym prawdopodobieństwo, że za 20-30 lat będzie praca dla osób po sześćdziesiątce, które w ten sposób będą mogły podreperować swój budżet, jest niewielkie. I to jest klęska prywatyzacji, bo Polacy na starość powinni skorzystać z wpływów ze sprzedanego majątku. Zamiast tego na polski rynek kapitałowy zostały wprowadzone OFE należące do największych zachodnich podmiotów finansowych. O tym, że ten system był źle oceniany, świadczy to, że 95 proc. Polaków zdecydowało się oszczędzać w ZUS, a nie OFE. Skończyło się bowiem przyzwolenie społeczne na przymus oszczędzania w prywatnych instytucjach finansowych.
Bożena Wiktorowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu