Wielka woda odpłynęła
Zostało błoto, nawet po kolana, zawalone ściany domów, bezdomni ludzie. Nie brakuje szabrowników i spekulantów. Służby sanepidu ostrzegają przed epidemią chorób zakaźnych
W wyniku powodzi dach nad głową straciło ponad 7 tys. osób, a ok. 40 tys. straciło dorobek całego życia. Woda zniszczyła prawie 700 tys. mieszkań i ponad 800 szkół. Zalała 666 tys. hektarów ziemi. Straty ocenia się na 12 mld zł. Ale nadal są liczone. Teoretycznie powódź się skończyła. Jej skutki będą jednak trwały latami. Podobnie jak dramatyczne wspomnienia z kataklizmu.
U boku tylko pies
Ludzie, którzy przychodzą do punktów pomocowych proszą nie tylko o dary. Często chcą się wyżalić, opowiedzieć innym o swoich przeżyciach. - To był dosłownie moment. W jednej chwili straciłem wszystko. Dom, ciągnik za 20 tys. zł, wszystkie uprawy i cały kurnik. Tylko pies mi się cudem jakimś uratował. Sąsiadka nie chciała uciekać. Mówiła, że ma dwie maciory z prosiakami. Uratowali ją w ostatniej chwili, niemal wyciągając spod wody - opowiada rolnik ze wsi pod Kłodzkiem, biorąc chleb i puszki z mielonką. Inny mężczyzna opowiada, jak mieszkańcy uciekali na dachy wieżowców i z niepokojem patrzyli, jak poziom wody rośnie niemal w oczach. - Wyszliśmy z domu niemal tak jak staliśmy. Dzieci na ręce i do góry. Oczywiście na piechotę, bo winda nie działała. Prądu nie było - mówi łamiącym się głosem młody mężczyzna z Wrocławia. Przyszedł właśnie po pieluchy i mleko. Na razie wraz z rodziną mieszka u kolegi. Jego dom ocalał. Fala przeszła bokiem.
Samorządy się sprawdzały
To jeden z przykładów. Od 13 lipca z anteny lokalnej Telewizji Dolnośląskiej TeDe niemal nie schodzi prezydent Wrocławia Bogdan Zdrojewski. Stara się za pośrednictwem mediów informować mieszkańców o zagrożeniu, koordynować walkę z żywiołem i pomoc potrzebującym. Przy stacji spontanicznie tworzy się "społeczny komitet ratowania miasta". "Potrzebny ciągnik na Niskie Łąki.., Tarnogaj czeka na piasek..., potrzebni ludzie do ratowania zoo..."- to tylko niektóre odezwy do mieszkańców regionu.
Żal do władz i służb
Powodzianie pomału liżą się z ran. Mają jednak wielki żal za brak powiadomienia o nadchodzącym kataklizmie i źle prowadzonej akcji ratunkowej. Komunikat synoptyków zapowiadał np. na Śląsku przelotne burze i deszcze, a tam w ciągu doby spadło tyle wody, ile przez kwartał. Wprawdzie wojewoda wałbrzyski przekazał burmistrzom i wójtom informację o możliwych zagrożeniach, ale większość zlekceważyła komunikat.
Brakowało łodzi, pontonów, urządzeń do wypompowywania wody. Informacje o konieczności ewakuacji przychodziły zbyt późno, czasami droga odwrotu była już zamknięta, a właściwie zalana. Z goryczą powodzianie wspominają też wypowiedź premiera Włodzimierza Cimoszewicza z pierwszych dni powodzi. Wprawdzie poleciał śmigłowcem na tereny objęte klęską żywiołową i powołał zespół do koordynowania akcji ratunkowej. Już wówczas, 8 lipca, pod wodą znajdowało się około 250 miejscowości. Było kilkanaście ofiar. Premier oznajmił jednak, że ludzie poszkodowani w wyniku powodzi, zarówno mieszkańcy miast, jak i rolnicy, nie otrzymają żadnych odszkodowań z budżetu państwa. 21 lipca premier Cimoszewicz przeprosił powodzian za słowa wypowiedziane na początku katastrofy. Przyznał, że wobec żywiołu i strat poniesionych przez ludzi jego wypowiedź wywołała zrozumiałe rozgoryczenie.
Tylko w butelkach
Sanepidy w województwach dotkniętych powodzią nadal alarmują. Wprawdzie wody już nie ma, ale jest muł, szlam i ogólny brud. - Absolutnie nie wolno używać żywności, która była zalana. Musicie pisać, że zalane jedzenie nie nadaje się do spożycia. Zwłaszcza że jest bardzo ciepło i żywność dodatkowo psuje się błyskawicznie - mówią przedstawiciele lokalnych sanepidów z terenów powodziowych. Nie można na razie korzystać z wodociągowej wody. Należy pić tylko butelkowaną, zamkniętą przez producenta. Ewentualnie wodę gotować nawet 5-10 minut. Woda powodziowa wypłukuje szamba, doły kloaczne, gnojowicę, chemikalia. Niesie ze sobą wirusy żółtaczki, bakterie czerwonki, duru brzusznego, salmonelli. Może wywoływać m.in. tężec i choroby skóry - ostrzegają epidemiolodzy.
Państwowy Zakład Higieny uruchomił już system szczepień przeciwko tężcowi i durowi brzusznemu na terenach objętych powodzią.
@RY1@i02/2015/053/i02.2015.053.05000030s.803.jpg@RY2@
Ulice miast zamieniły się w rwące rzeki
Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu