Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Spotkanie z szatanem lejtmotywem rekonstrukcji

9 lipca 2025
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

To nie jest tak, że preferuję kontakty tylko po ciemku – mówił we wczorajszej rozmowie z Tok FM marszałek Sejmu Szymon Hołownia, kolejny dzień tłumacząc się ze spotkania z prezesem Prawa i Sprawiedliwości, do którego doszło w czwartek w mieszkaniu Adama Bielana.

– Zaproszenie padło ze strony Jarosława Kaczyńskiego. Dostałem baty, że nie powinienem rozmawiać z Kaczyńskim, że spotkałem się z szatanem, jak mogłem to zrobić. Nie uważam, że jest szatanem. Jeżeli dzisiaj stoi za nim pół Polski, mam obowiązek z nim rozmawiać – podkreślał lider Polski 2050. Od paru dni znaczna część mediów rozkłada na czynniki pierwsze „tajne spotkanie” i „nocne rozmowy”. Liderzy opinii publicznej z tzw. strony demokratycznej prześcigają się w obelgach i oskarżeniach w kierunku marszałka Sejmu: „zdrajca”, „Judasz roku”, „parówa Kaczyńskiego” (Tomasz Lis; bardziej wulgarnych określeń z jego ust może sobie oszczędźmy), „Już dwa lata temu nagrałam film o tym, czy Hołownia jest agentem PiS-u. Ja to już wszystko powiedziałam dwa lata temu” (Eliza Michalik), „Upadek Szymona Hołowni ma wręcz biblijne konotacje. Hołownia grzeszył pychą, uległ szatańskim pokusom, został z niczym” (Bartosz Wieliński).

Hołownia zdradził, bo śmiał spotkać się z prezesem PiS. I bez znaczenia pozostaje fakt, że jeden z nich jest marszałkiem Sejmu, a drugi liderem największej partii opozycyjnej. Zdradził, bo spotkał się z Kaczyńskim, aby knuć, snuć intrygi i obalić rząd. A jeśli tego nie robił? – Ale mógł! – odpowiedzą twardogłowi. I tak się właśnie toczy ta dyskusja od dobrych kilkudziesięciu godzin. Mówiąc poważnie, nie widzę powodu, by Hołownia nie miał spotykać się z Kaczyńskim. Co więcej, życzyłbym sobie, aby marszałek Sejmu rozmawiał regularnie z liderami wszystkich największych partii, a także przewodniczącymi klubów i kół parlamentarnych. W dobie tak dużej polaryzacji dobrze by było, aby liderzy wymieniali się spostrzeżeniami na rzeczywistość nie tylko z mównicy sejmowej, lecz także w miejscach, w których temperatura sporu jest nieco niższa od temperatury wrzenia. Pójdę nawet dalej – uważam, że do takiego „tajnego spotkania”, o którym ostatecznie wiedzą wszyscy, powinno dojść nie tylko na linii Kaczyński–Hołownia, lecz także na linii Kaczyński–Tusk. Może pozwoliłoby to na wypracowanie cienia kompromisu w jakiejkolwiek kwestii. Odpłynąłem? Zapewne tak.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.