Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Urzędnik, który ruszył autostrady

29 czerwca 2018

Budowa dróg to pole minowe. Lech Witecki, choć autostrady znał tylko z okien samochodu, na razie radzi sobie nieźle

Kiedy Lech Witecki został szefem Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, drogowcy zakładali się o to, jak długo przetrzyma na gorącym fotelu. Większość nie dawała mu nawet kilku miesięcy.

Tymczasem przetrwał już prawie dwa lata. Wygląda na to, że państwowy urzędnik bez błyskotliwego CV zatrzymał karuzelę stanowisk w instytucji, gdzie prezesów wymieniało się jak rękawiczki.

Chociaż Lecha Witeckiego bronią wyniki - w ciągu dwóch lat na budowę dróg wydał tyle co jego poprzednicy w ciągu dekady - złośliwi wytykają mu, że długowieczność w drogowej branży zawdzięcza głównie bezgranicznemu zaufaniu swojego przełożonego.

Nominację osobiście wręczył mu wprawdzie premier Donald Tusk, jednak Witecki w środowisku uważany jest za człowieka Cezarego Grabarczyka, ministra infrastruktury.

Czym Lech Witecki zaskarbił sobie lojalność szefa?

- Dziewięć lat w Najwyższej Izbie Kontroli wyrobiło mu markę sprawnego i skrupulatnego menedżera brzydzącego się układami - mówi osoba z otoczenia rządu. W NIK odpowiadał za kontrolę wykorzystywania funduszy unijnych.

Znajomi Witeckiego mówią o dwóch obliczach szefa Dyrekcji: jednym - łagodnym, budzącym sympatię, i drugim - twardym i bezwzględnym.

- Dla współpracowników jest miłym i uroczym dżentelmenem. Urzędnicza flegma znika, gdy zaczyna walczyć z firmami budowlanymi o terminy i harmonogramy - mówi osoba dobrze znająca Lecha Witeckiego.

To aluzja do wyrzucenia z budowy śląskiego fragmentu autostrady A1 koncernu Alpine Bau, który nie radził sobie z inwestycją. Decyzja o zerwaniu kontraktu była o tyle odważna, że Austriacy zaangażowani są w budowę piłkarskich stadionów na Euro 2012, a policzek, jaki otrzymali od Witeckiego, mógł stać się iskrą rozpalającą otwartą wojnę koncernu z polskim rządem.

W podjęciu bezkompromisowej decyzji mogło pomóc Witeckiemu to, że jest człowiekiem spoza branży. Szef Generalnej Dyrekcji nigdy nie był związany z drogownictwem. Według przeciwników, była to wada, która miała pogrzebać Witeckiego. Tymczasem okazała się jego zaletą.

Dzięki temu, że w drogownictwie nie znał prawie nikogo, nie był podatny na układy panujące w branży. Bez trudu przychodzi mu rozbijanie kolejnych barier. Prawdopodobnie niewiele zdołałby jednak osiągnąć, gdyby nie grupa współpracowników, którą zgromadził wokół siebie. Prawą ręką Lecha Witeckiego w urzędzie jest Magdalena Jaworska, z którą pracował w NIK. Z poprzedniej ekipy uratował się Tomasz Rudnicki, drogowy technokrata, inżynier z obronioną rozprawą doktorską.

Eksperci przyznają, że Witeckiemu idzie na razie całkiem dobrze. Z niemrawej trzecioligowej ekipy zalęknionych urzędników średniego szczebla zbudował drużynę grającą w ekstraklasie. Dodają jednak, że mecz się jeszcze nie skończył.

@RY1@i02/2010/073/i02.2010.073.000.024a.001.jpg@RY2@

Fot. Łukasz Jóźwiak/Reporter

Lech Witecki to człowiek spoza branży. Rozbijanie układów nie jest dla niego problemem

Maciej Szczepaniuk

maciej.szczepaniuk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.