Daleko do neutralności klimatycznej
Mimo zielonego wzmożenia globalny system energetyczny emituje więcej niż przed pandemią
Światu nie udała się nie tylko sztuka zielonej odbudowy. Najnowsze dane zebrane przez brytyjski think tank Ember w 63 krajach odpowiadających za 87 proc. zużycia prądu wskazują, że najprawdopodobniej, wbrew oczekiwaniom, wraz z rzeczywistością sprzed pandemii nie pozostawimy za sobą ery rosnących emisji, a ślad klimatyczny ludzkości wciąż nie osiągnął swojego maksimum. W pierwszym półroczu br. sektor energetyczny wypuścił do atmosfery o 5 proc. więcej dwutlenku węgla niż w tym samym okresie 2019 r. A statystyki te mogą być zaniżone, bo nie obejmują niektórych dynamicznie rozwijających się krajów azjatyckich, m.in. Indonezji i Filipin. Emisje rosną niemal równo z zapotrzebowaniem na elektryczność. Tempo węglowego odbicia jest też zbliżone do szacunków dotyczących dynamiki światowego PKB.
Korelacja między odbudową a emisjami jest szczególnie niepokojąca, jeśli wziąć pod uwagę to, że odbicie po pandemii nie osiągnęło jeszcze kulminacji. Z lipcowego raportu ONZ wynika, iż zdecydowana większość krajów osiągnie PKB sprzed pandemii dopiero w kolejnych dwóch latach. Tymczasem, według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, aby znaleźć się na ścieżce do klimatycznej neutralności do końca dekady, elektryczność musi zostać w znacznym stopniu „oczyszczona” z węglowego śladu. Równolegle do prognozowanego wzrostu popytu na elektryczność o 50 proc. emisje CO2 powinny spaść o prawie 60 proc. Kraje rozwinięte powinny dążyć do bezemisyjnego miksu już w 2035 r., pozostałe – do 2040. „Transformacja energetyczna podąża w niewłaściwym kierunku” – alarmuje Ember.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.