Nikt nam nie zabronił modernizacji
Rozmowy przed grudniowym szczytem klimatycznym w Kopenhadze wchodzą w decydującą fazę. W ostatni weekend Barack Obama zapowiedział, że Stany Zjednoczone nie zdążą przygotować odpowiedniego prawa klimatycznego przed kopenhaskim szczytem. Nieco wcześniej zakończyły się międzynarodowe sesje ekspertów w Barcelonie.
Polscy politycy natomiast nie krzyczą tym razem "yes, yes, yes", ale ogłaszają sukces, po tym jak kolejny raz straszyli unijnych partnerów wetem. Sukces to czy porażka? Oto jest pytanie.
Od kilkunastu lat, gdy tylko rozpoczyna się dyskusja o globalnym ociepleniu/oziębieniu, Polska ma tylko jedno do powiedzenia: jesteśmy uzależnieni od węgla i przestarzałej energetyki. Tego nikt rozsądny nie zamierza negować. Chodzi o to, jak długo jeszcze tak będziemy mówić. Bo czy ktokolwiek kiedykolwiek nam zabronił modernizowania elektroenergetyki?
Najsilniejsze polskie lobby
Świat od kilkunastu lat, chociaż z trudem, szuka dróg wyzwolenia się od uzależnienia od górnictwa węglowego. I nie chodzi tylko o zmiany klimatyczne. Jak pisze Martin Rees "(....) poszukiwanie czystych źródeł energii jest warte zachodu ze względu na bezpieczeństwo, różnorodność i wydajność energetyczną. Zrozumiała to np. mała Dania, która od lat jest liderem w odnawialnych źródłach energii i technologiach energooszczędnych".
William Calvin przewiduje, że zostanie - już w najbliższej przyszłości - wprowadzony podatek węglowy (ostatnio wprowadzenie podatku od CO2 na 2010 rok zapowiedział prezydent Francji Nicolas Sarkozy). Opracowany zostanie jasny, napięty harmonogram zamykania lub modernizacji istniejących elektrowni węglowych. Przesądzona - również w Polsce - jest budowa elektrowni jądrowych, w tym czwartej generacji. Nowoczesne linie przesyłowe prądu stałego pozwolą na przesyłanie energii elektrycznej wytwarzanej z promieniowania słonecznego. Pojawią się technologie nowych generacji.
W Polsce natomiast od lat kolejne rządy ulegają lobby węglowo-energetycznemu. To lobby to najsilniejsza w Polsce "partia ponadpolityczna" w okresie transformacji.
Zapomniane oczywistości
W aktualnym sporze o klimat nie chodzi tylko o człowieka i jego przyszłość, o solidarność z najbiedniejszymi i rozwijającymi się. O co więc chodzi? Najkrócej rzecz ujmując o: po pierwsze - ogromne pieniądze do uzyskania i wydania, o rynek energii i infrastrukturę energetyczną ok. 3 bilionów dol. rocznie; po drugie - czego nie chcą zrozumieć polscy politycy, czego zdaje się, że nie rozumie też publicysta Gazety Wyborczej Witold Gadomski, kiedy pisze: "Jeżeli jednak ci, którzy nawołują do walki z globalnym ociepleniem, się mylą, sięgające setek miliardów dolarów nakłady pójdą na marne".
Otóż nie pójdą na marne, nawet gdyby przeciwnicy teorii globalnego ocieplenia mieli rację. Pomogą wychodzić ze światowego kryzysu gospodarczego. Pomogą tworzyć nowy ład międzynarodowy. "Jeśli chcemy nadal cieszyć się z przywilejów wolności i dobrobytu, potrzebujemy rewolucji. Zielonej rewolucji. I nie chodzi nawet o walkę z ociepleniem/oziębieniem klimatu, ale o dokonującą się na naszych oczach zmianę ducha kapitalizmu. Świat gra w zielone. Stawka rośnie i nikt nie może odejść od gry" - pisał niedawno w Polityce Edwin Bendyk.
Justin Yifu Lin, wiceprezes i główny ekonomista Banku Światowego, mówi, że by wyjść z obecnego kryzysu gospodarczego, " kraje muszą istotnie zwiększyć wydatki publiczne. Inwestycje ekologiczne muszą być ważnym elementem każdego takiego programu. Nie tylko dlatego, że stymulują rozwój gospodarczy. Zielona gospodarka jest najlepszym sposobem inwestowania publicznych pieniędzy w przyszłość.
Polska znów w ogonie
Wyczuwają to doskonale Barack Obama, Angela Merkel, Nicolas Sarkozy czy Gordon Brown. Inwestycje w zieloną gospodarkę znajdują się bardzo wysoko na liście ich priorytetów. Priorytetem Unii Europejskiej do 2020 roku też będą inwestycje w ochronę środowiska, w zieloną gospodarkę, w zielone technologie, innowacyjność i ochrona środowiska (klimatu).
Na takie priorytety stawiają również przywódcy małych krajów. Andrus Ansip, premier Estonii, pisał w Dzienniku Gazecie Prawnej, że to dzięki zielonym technologiom Estonia wychodzi z kryzysu. ''Porozumienie klimatyczne jest niezwykłym wyzwaniem. Powinno być także postrzegane jako szansa na rozwój, a nie przeszkoda". Uzupełnię estońskiego premiera: na zrównoważony rozwój.
To, że polskie elity polityczne, od lewicy do prawicy, tego nie rozumieją, budzi smutek i przygnębienie. To, że "dla merkantylno-egoistycznych celów trzymamy mocno kciuki za skuteczność negocjacji szefów naszego państwa i rządu w Brukseli, aby polska składka na rzecz wsparcia najuboższych krajów świata w walce z globalnym ociepleniem była jak najniższa" - jak napisał Business Centre Club w komunikacie z 30.10.2009, budzi obrzydzenie i przerażenie. Trzeba nie mieć odrobiny przyzwoitości, by coś takiego napisać! Panowie z BCC: rozwiążcie to kawiorowe towarzystwo! Nie kompromitujcie zachłannością, brakiem wiedzy i odrobiny wstydu tej zasłużonej dla transformacji w Polsce organizacji.
Pociąg odjeżdża
"Rewolucja emisji gazów cieplarnianych, gigantyczne dopłaty - te sprawy zostały w Polsce sprowadzone do prymitywnego sporu ideologicznego. A przecież szczyt klimatyczny to wstęp do podkładania porządku światowego (...). Z punktu widzenia interesów Polski Kopenhaga będzie wydarzeniem równym rangą akcesji do Unii" - pisze Michał Kobosko w Dzienniku Gazecie Prawnej.
I jeżeli nawet Kobosko lekko przesadza, to w jednym ma rację: czas przystąpić do gry o klimat. Pole tej gry powinna wyznaczać filozofia trwałego, zrównoważonego rozwoju. Ta od lat swoista przeszkoda czasowa "dotyczy solidarności międzypokoleniowej i ochrony dziedzictwa naturalnego; jak znaleźć właściwą równowagę między działalnością gospodarczą, która generuje korzyści w krótkiej perspektywie czasowej, a jej "efektami zewnętrznymi", które mogą wpłynąć niekorzystnie na warunki życia na ziemi w nieco dłuższej perspektywie? W naszych społeczeństwach, które stawiają na teraźniejszość (i na brzęczące, miłe uchu, okrągłe korzyści), kwestia ta nie jest łatwa do rozstrzygnięcia" - piszą P. Artus i M.P. Virard w "Wielkim kryzysie globalizacji".
Mimo wszystko pociąg z nowym ładem światowym, do zielonej gospodarki, zielonych technologii, zielonego przemysłu, również zielonych pieniędzy (nie chodzi tylko o dolary) odjeżdża. Kto tego nie rozumie, ten niewiele rozumie z tego, w co gra świat. Braku rozumu nie przewidzieli autorzy deklaracji z Rio w sprawie środowiska i rozwoju z 1992 r. i sygnatariusze protokołu z Kioto z 1997 r.
Jak pisał w Dzienniku Gazecie Prawnej Anthony Giddens, autor "The Politics of Climate Change", jeden z najwybitniejszych teoretyków modernizmu, "czeka nas gospodarcza, technologiczna i społeczna transformacja. Kraje, które nie wykorzystują szansy, jaką to za sobą niesie, na własne życzenie rezygnują z możliwości wpływania na swoja przyszłość".
Jak trudno zmienić wszystko, żeby nic się nie zmieniło. Nawet klimat... Globalizacja nie ma ludzkiego oblicza, ale warto je sobie wyobrażać. Czy o to chodziło arcybiskupowi Desmondowi Tutu?
@RY1@i02/2009/224/i02.2009.224.000.0013.001.jpg@RY2@
Demonstracje ekologów - jak ta w Berlinie - to coraz częstszy element pejzażu europejskich stolic przed szczytem w Kopenhadze
AFP
Czesław Śleziak
przewodniczący rady Polskiej Izby Ekologii, minister środowiska w latach 2003 - 2004
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu