Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Europejska polityka klimatyczna jest ciągle za bardzo doktrynalna

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Kontynuacją unijnej polityki klimatycznej zainteresowane są niektóre sektory przemysłowe pracujące na rzecz energetyki odnawialnej czy jądrowej. Utrzymanie tej polityki leży też w interesie Chin, Indii, Rosji i USA

- Wyniki konferencji w Durbanie pokazują raczej, czego nie chcą uczestniczące w niej kraje, niż co chcą osiągnąć. Przede wszystkim nie są gotowe na otwarte odejście od dotychczasowych bezskutecznych działań na rzecz ochrony klimatu - ocenia dr Bolesław Jankowski, wiceprezes firmy doradczej EnergSys Badania Systemowe.

Kupowanie czasu

Postanowienia konferencji w Durbanie są więc tak naprawdę próbą kupienia czasu i przedłużenia gry pozorów. Wobec braku gotowości do włączenia się wszystkich ważnych graczy do redukcji emisji ustalono termin 2015 r. na uzgodnienie wiążącego porozumienia, które miałoby obowiązywać od roku 2020. Wyrażono zgodę na przedłużenie protokołu z Kioto, by stworzyć pozory kontynuacji działań redukcyjnych w okresie 2012 - 2020. Natomiast obietnica środków kierowanych z Ekofunduszu do krajów rozwijających się stanowić ma zachętę dla biedniejszych krajów, by nadal brały udział w negocjacjach.

- Bezskuteczność dotychczasowych porozumień i instrumentów redukcji emisji jest aż nadto widoczna. Jesteśmy w środku obowiązywania protokołu z Kioto, jedynego jak dotąd porozumienia zawierającego prawnie obowiązujące limity emisji dla krajów rozwiniętych. A tymczasem emisja światowa w roku 2010 przekroczyła wszelkie wcześniejsze przewidywania, notując roczny wzrost powyżej 6 proc. Łączne emisje dwóch tylko krajów: Chin i USA wynoszą 40 proc. emisji globalnej. A kraje te nie są objęte protokołem z Kioto - zauważa Bolesław Jankowski.

Przyczyny porażki

Jedną z kluczowych przyczyn braku skuteczności protokołu z Kioto jest przyjęcie w konwencji klimatycznej podziału na kraje rozwinięte z aneksu I i pozostałe kraje rozwijające się. Zobowiązania protokołu z Kioto dotyczą jedynie krajów rozwiniętych. Utrzymanie dotychczasowego podziału w obecnej sytuacji gospodarczej świata nie może doprowadzić do uzyskania znaczącej redukcji emisji w skali świata, a można mieć obawę, że te emisje nawet zwiększy, powodując przenoszenie produkcji z UE do krajów o mniej restrykcyjnej polityce.

Zmiana dotychczasowego podejścia i objęcie wszystkich krajów zobowiązaniem do redukcji emisji budzi jednak protest krajów rozwijających się. Wielkie kraje azjatyckie takie jak Chiny i Indie weszły w fazę intensywnej industrializacji, co powoduje gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię i wzrost emisji CO2. Mimo szybkiego wzrostu gospodarczego są to jednak nadal kraje biedniejsze od krajów rozwiniętych w przeliczeniu na mieszkańca, czym argumentują brak zgody na redukcję emisji.

Kto skorzysta

Przedłużenie obowiązywania protokołu z Kioto staje się niemal wewnętrzną sprawą UE. Spośród 40 krajów zobowiązanych do redukcji emisji jedynie kilka to kraje w całości lub części pozaeuropejskie: USA, Japonia, Rosja, Turcja, Kanada, Australia, Nowa Zelandia. USA nie ratyfikowało protokołu i raczej nie przystąpi także do jego przedłużenia. Kanada już po konferencji w Durbanie wystąpiła z protokołu. Japonia ma problemy z energetyką jądrową i być może będzie zmuszona do większego wykorzystania paliw kopalnych, Australia zaś jest głównym eksporterem węgla. Rosja przystąpi do porozumienia tylko wtedy, gdy będzie miała w tym interes. W ocenie Bolesława Jankowskiego trudno więc oczekiwać, by te kraje angażowały się w znaczącą redukcję emisji gazów cieplarnianych. Pozostałe kraje obejmowane limitami protokołu z Kioto to 27 krajów UE i kilka pozaunijnych krajów europejskich, jak Norwegia, Szwajcaria, Islandia. Przedłużenie działania protokołu z Kioto służyć więc może nie tyle ochronie klimatu, lecz jako uzasadnienie trwania unijnej polityki klimatycznej do roku 2020, która bez tego traci jakiekolwiek uzasadnienie prawne.

- Utrzymanie tej polityki jest w interesie Chin, Indii, czy Rosji. Chiny rozwinęły produkcję elektrowni wiatrowych, stały się liderami w produkcji paneli fotowoltaicznych, dlatego są zainteresowane utrzymaniem rynku zbytu na tego typu urządzenia w UE. Zarówno Chiny, jak i Indie mogą liczyć, że wysokie koszty emisji CO2 spowodują przenoszenie produkcji z UE do tych krajów, co wspierać będzie ich rozwój gospodarczy. Rosja z kolei ma szanse na zwiększone dostawy gazu, a być może także nowe zamówienia na budowę elektrowni jądrowych, w tym także w Polsce. Dlatego wyrażenie przez te kraje zgody na przedłużenie protokołu z Kioto jest jak najbardziej racjonalne - wskazuje Bolesław Jankowski.

Podjęcie decyzji o dalszych staraniach na rzecz globalnego porozumienia pozwala z kolei utrzymać temat zagrożenia zmianami klimatu w grze. Dla rządów wszystkich głównych gospodarek światowych: USA, Chin, UE czy Indii jest to korzystne. Nie wiadomo bowiem, jak będzie się rozwijała sytuacja w światowej energetyce. Czy uda się ustabilizować rynki paliwowe, np. dzięki rosnącej produkcji gazu z pokładów łupkowych, czy też pojawią się poważne napięcia. Pierwsza sytuacja będzie raczej skłaniała do utrzymania konwencjonalnego podejścia do zaspokajania potrzeb energetycznych. W drugim przypadku mogą być potrzebne szybsze zmiany w strukturze bilansów energetycznych, mogą się pojawić trudności z zaspokojeniem potrzeb energetycznych. Konieczność zmian dotychczasowych wzorców konsumpcji lub produkcji, akceptacji drogiej energii lub ograniczeń w jej dostawach łatwiej jest zaakceptować, jeśli użytkowanie energii przedstawiane jest jako zagrożenie dla stabilności klimatu.

Zagrożenie dla Polski

Warto się jeszcze zastanowić, kto może się czuć zagrożony kształtem porozumień z Durbanu.

Jeśli ograniczymy rozważania do lat 2012 - 2020, to zagrożone mogą się czuć głównie kraje unijne takie jak Polska, bazujące na węglu, a także przemysł energochłonny w UE. Przeprowadzone wstępne oceny skutków polityki klimatycznej dla polskiego przemysłu pokazują, że nawet sektory uzyskujące prawo do darmowych uprawnień emisyjnych (na skutek zagrożenia carbon leakage) będą obciążone znacznymi dodatkowymi kosztami emisji w wyniku przyjęcia unijnych benchmarków opartych na spalaniu gazu.

- Przykład Kanady pokazuje, że kraje, które mają możliwość samodzielnego decydowania, nie zawahają się odstąpić od protokołu z Kioto jeśli uznają, że koszty jego realizacji będą zbyt duże. Problem mogą mieć kraje unijne takie jak Polska, które nie mogą podjąć samodzielnej decyzji w tej sprawie - podkreśla Bolesław Jankowski.

Zarówno Chiny, jak i Indie mogą liczyć na to, że wysokie koszty emisji CO2 spowodują przenoszenie produkcji z UE do tych krajów, co wspierać będzie ich rozwój gospodarczy

Dariusz Ciepiela

dziennikarz miesięcznika "Nowy Przemysł" i portalu WNP.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.