Ministerstwo Środowiska przestrzeliło z wymogami i może wylać dziecko razem z kąpielą
Adam Małyszko: Niesłusznie wrzucono uczciwe firmy do jednego worka z przestępcami. Problem w tym, że ci drudzy za nic mają sobie wymogi. Nowe restrykcyjne prawo wcale ich nie zaboli
Wielki Brat podejrzy, co firmy robią z odpadami na swoim podwórku. I to sami podglądani za to zapłacą – w takim tonie wielu przedsiębiorców komentuje projekt rozporządzenia w sprawie monitoringu miejsc magazynowania odpadów. Skąd tak ostre sądy i niezadowolenie branży, która o nowych obowiązkach wiedziała już od wakacji?
To prawda, założenia reformy odpadowej i kierunek zmian były znane, ale obecnie przedstawione propozycje przerosły, i to znacznie, pierwotne obawy. Od samego początku sygnalizowaliśmy, że obowiązek instalowania monitoringu będzie uciążliwy i kosztowny, szczególnie dla mikro- i małych firm. Dopiero teraz jednak widać, jak bardzo Ministerstwo Środowiska przestrzeliło z wymogami. Chce nimi objąć nieproporcjonalnie szeroką grupę firm, przewidując wyjątki tylko dla wytwórców odpadów oraz gmin prowadzących punkty selektywnej zbiórki odpadów komunalnych. W praktyce więc monitoring bedzie musiało zainstalować kilkanaście tysięcy podmiotów.
Resort przekonuje, że takie restrykcje są niezbędne, by polepszyć nadzór nad gospodarką odpadami i przeciwdziałać falom pożarów. Może branży po prostu nie w smak nowe obowiązki?
Byłoby strasznym uproszczeniem zakładać, że skoro wypominamy ministerstwu problemy z rozporządzeniem, to chcemy uniknąć odpowiedzialności. Problem w tym, że chcąc szybko rozwiązać problem, który nasilił się w tym sezonie wakacyjnym, zadziałano pod wpływem społecznej presji i emocji, przez co niesłusznie wrzucono uczciwe firmy do jednego worka z przestępcami. Problem w tym, że ci drudzy za nic mają sobie wymogi. Nowe restrykcyjne prawo wcale ich nie zaboli. W przeciwieństwie do rzetelnych firm, na które nagle spadają kosztowne obowiązki. Boję się, że to typowy przykład wylewania dziecka z kąpielą. Może się okazać, że przyjęte rozwiązania przewrotnie tylko przyczynią się do zwiększenia szarej strefy w gospodarce odpadami, zamiast ją zredukować. Jeżeli przedsiębiorca nie będzie w stanie spełnić stawianych mu warunków, to zrezygnuje z prowadzenia działalności lub zasili szeregi szarej strefy.
Skąd to założenie, że firmy nie spełnią wymogów?
Bo wciąż rozmawiamy jedynie o projekcie rozporządzenia, które ma uregulować standardy monitoringu, a na dostosowanie się do nich pozostało ledwo pięć miesięcy! Już dziś, gdy zwracamy się do firm zajmujących się montażem profesjonalnych systemów monitorowania i prosimy o projekt systemu wraz z wyceną, słyszymy, że przedstawiciela firmy, który dokona oceny potrzeb klienta oraz przeprowadzi wizję zakładu, można spodziewać się najwcześniej za dwa miesiące. Projekt i wycena to kolejne tygodnie. Dodajmy, że pora zimowa, na którą przypadnie instalacja systemu, nie sprzyja wykonywaniu jakichkolwiek prac montażowych. Niewykluczone, że w niektórych przypadkach będzie potrzeba uzyskania pozwolenia na budowę, a wówczas wykonanie monitoringu w wyznaczonym terminie będzie niemożliwe.
Jak wygląda kwestia kosztów? Ministerstwo przekonuje, że zakup i montaż 16 kamer to wydatek rzędu 6–18 tys. zł brutto. Branża twierdzi jednak, że to niedoszacowanie kwoty.
Z informacji przekazanych przez naszych członków wynika, że koszt instalacji systemu, w przypadku średniej stacji demontażu pojazdów, wyniesie około 40–50 tys. zł, a w przypadku większych podmiotów będzie znacznie większy. Zwróćmy też uwagę, jak bardzo nowoczesne muszą to być urządzenia. Projekt zakłada, że mają one być zgodne z najnowszą normą PN-EN 62676-4:2015-06 część 4. Jest ona obszerna, dostępna tylko za odpłatnością i w języku angielskim, co utrudnia zapoznanie się z wymogami. W praktyce oznacza to, że każda firma, która nawet stosunkowo niedawno instalowała system monitoringu, będzie zapewne musiała zmienić system.
Instalacja systemu w przypadku średniej stacji demontażu pojazdów wynosi 40–50 tys. zł
Duże obiekcje wywołuje też propozycja, by obraz z kamer był przesyłany do inspektorów ochrony środowiska w czasie rzeczywistym. Dlaczego sprzeciwiacie się temu rozwiązaniu?
W mojej ocenie to już krok za daleko. Co więcej, to wykroczenie poza delegację określoną w przepisach ustawy o odpadach, która mówi, że minister określa wymogi przechowywania i udostępniania zapisanego obrazu. Nie wspomina jednak o obrazie w trybie online. Odnoszę też wrażenie, że ustawodawca trochę się zapędził i zapomniał o realiach. Z perspektywy Warszawy łatwo jest nakazać, by obraz z terenu był przesyłany do wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska [WIOŚ – red.] w czasie rzeczywistym. Ale nie we wszystkich miejscach, gdzie są magazynowane śmieci i miałyby stanąć kamery, w ogóle jest zasięg sieci komórkowej czy internetu. Poza tym warto zadać pytanie, jaki jest sens tego rozwiązania? Jeśli każde miejsce, w którym magazynowane są chociażby papier czy guma, będzie musiało mieć zapewniony przekaz obrazu online, to będą to tysiące podmiotów. Kto będzie na bieżąco śledził obraz na monitorach?
Rozumiem, że to retoryczne pytanie, bo WIOŚ nie są na to gotowe kadrowo. Czy to jedyne przykłady, gdy propozycje ministerstwa odstają od realiów?
Niestety jest ich więcej. W projekcie zakłada się m.in., że nośnik, na którym zarejestrowany będzie obraz, musi być przechowywany w pomieszczeniu zapewniającym utrzymanie temperatury od 18 do 22 st. Celsjusza oraz wilgotności względnej od 40 do 50 proc. Nie wchodząc już nawet w kwestię kosztów zapewnienia takiego pomieszczenia, które będzie musiało być wyposażane w całoroczną klimatyzację oraz urządzenia regulujące wilgotność powietrza, trzeba spytać, jaki jest sens takich wymogów. Niestety, ministerstwo nie wyjaśnia, jakie względy przemawiają za takimi parametrami.
Co jeszcze wzbudza wątpliwości?
Nie do końca jasne są też inne zapisy dotyczące obowiązku wykonania kopii zapasowej. Zgodnie z propozycjami muszą być one sporządzane, jeżeli w miejscu magazynowania odpadów wystąpiło „zdarzenie negatywnie oddziałujące na życie lub zdrowie człowieka oraz środowiska”. Co to właściwie znaczy? Czy każde omdlenie lub noga złamana przez pracownika lub klienta w miejscu magazynowania odpadów jest dostatecznym powodem uzasadniającym sporządzenie kopii zapasowej? A pożar zduszony w zarodku? Uważamy, że zapis ten nastręcza zbyt wielu wątpliwości i możliwości interpretacyjnych, będzie źródłem sporów o to, czy przedsiębiorca miał obowiązek wykonać kopię zapasową, czy nie. Poza tym, w jakim celu ma być wykonana kopia, skoro zgodnie z projektem nagrania i tak mają być przechowywane tylko przez miesiąc?
Branża zwraca też uwagę na potencjalną sprzeczność wynikającą z połączenia wymogu monitorowania całego terenu (włącznie z terenami wokół magazyny odpadów) z wymogami określonymi w RODO. Na czym de facto polega problem?
Właśnie, to kolejny przykład prawnego kuriozum, bo przecież firmy musiałyby rejestrować obraz zgodnie przepisami o ochronie danych osobowych. Tylko czy samo powieszenie informacji o tym, że teren jest monitorowany, wystarczy, czy konieczna jest szersza informacja? Należałoby ją wywiesić w biurze czy w całym zakładzie? A może potrzebne będą jeszcze zgody osób monitorowanych na rejestrację i udostępnianie obrazu? Jeżeli tak, to jak w praktyce uzyskać zgodę klientów czy pracowników – np. kierowców dostarczających odpady do naszych kontrahentów? Sadzę, że na wiele z tych wątpliwości powinien udzielić odpowiedzi Urząd Ochrony Danych Osobowych. Niewykluczone bowiem, że projektowane rozwiązania w ogóle nie są zgodne z przepisami RODO. Dlatego też będziemy apelować o szybką nowelizację ustawy i wydłużenie terminu na realizację obowiązku instalowania monitoringu o przynajmniej 12 miesięcy. Wątpliwości już teraz jest za dużo. ©℗
fot. Materiały prasowe
Adam Małyszko, prezes Stowarzyszenia Forum Recyklingu Samochodów FORS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu