Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

We własnej firmie lepiej niż w banku inwestycyjnym

18 września 2009
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Piers Linney przywykł do tego, że się wyróżnia. Wyrósłwszy w jedynej czarnej rodzinie na osiedlu w Lancashire Pennies, został jednym z niewielu czarnych bankierów w londyńskim City.

Potem stał się rzadkością w kolejnej dziedzinie: jako bankier, który – wraz ze swoim biznesowym partnerem, Simonem Newtonem – przestawił się z udzielania porad w sprawie transakcji na pełnienie roli właściciela – menedżera.

W 2007 roku od DSG International kupili obydwaj firmę Outsurcery, która wtedy nazywała się Genesis. Stanowiła niekochaną część wielkiej korporacji i czuli, że mogą poprawić jej los. Obecnie jest to szybko rozwijająca się firma z zakresu technologii informatycznej, świadcząca usługi hostingowe małym przedsiębiorstwom. Mieści się w Manchesterze, ma 250 pracowników i do 2010 roku spodziewa się podwojenia (m. in. poprzez akwizycje) przychodów z 2008 roku (33,4 mln funtów).

Piers Linney już za młodu objawił żyłkę do przedsiębiorczości. – Zawsze chciałem być w biznesie – mówi podczas obiadu w eleganckiej manchesterskiej restauracji. Jako trzynastolatek, zamiast – jak większość jego kolegów z fabrycznego miasteczka Bacup – grać w piłkę nożną, roznosił gazety. Jak rasowy przedsiębiorca wyeliminował pośrednika i kupował gazety hurtowo. – Marża była wyższa niż przy pracy dla dystrybutora i dziennie zarabiałem cztery razy więcej – mówi.

Podkreśla, że miał szczęście, bo wzorce stanowili dla niego rodzice. Matka przyjechała z Barbadosu i pracowała jako pielęgniarka, a potem założyła firmę kwiaciarską; ojciec był mieszkańcem Manchesteru o robotniczych korzeniach, który przed podjęciem pracy w branży eksportowej studiował w Cambridge. –Nie wszyscy czarni chłopcy mieli tyle szczęścia – mówi. Właśnie ze względu na te osiągnięcia pan Linney trafił – jako jedna z dwudziestu osób – do rządowego programu „Reach”, którego celem jest pobudzenie aspiracji i dążeń czarnych chłopców i młodych mężczyzn.

– Pracując w firmie prawnej, w bankowości inwestycyjnej, w funduszu venture capital i funduszu arbitrażowym nie spotykałem w City podobnych mi ludzi – mówi. – Stykałem się tam z osobami pochodzenia afrykańskiego, w tym z paroma książętami, ale nikt o brytyjsko-karaibskich korzeniach nie zarabiał w ten sposób.

Liczący dziś 38 lat Piers Linney ma z pierwszej ręki wiedzę o wdzieraniu się do elitarnych instytucji. Już jako student prawa na uniwersytecie w Manchesterze chciał robić karierę w City i dlatego postanowił pozbyć się swojego północnego akcentu. – Byłem czarny, chodziłem do państwowych szkół, nie studiowałem w Oxfordzie ani w Cambridge, nie chciałem więc ryzykować, żeby obciążał mnie jeszcze akcent – mówi. Dopiero podczas obiadu powraca u niego charakterystyczny akcent z Bacup.

Simona Newtona spotkał, gdy zaczął pracę w BWZ, banku inwestycyjnym, przejętym później przez Credit Suisse First Boston. Obaj uświadomili sobie, że czują się tam jak ludzie z zewnątrz. U Simona Newtona – absolwent uniwersytetu w Southampton, który jako dziecko przyjechał do Wielkiej Brytanii z Zimbabwe – ciągle wyczuwa się ślad obcego akcentu.

– Kochałem bankowość inwestycyjną mimo obłędnych godzin pracy i nawiązałem bardzo silne relacje z kolegami – mówi pan Linney. Ale jednocześnie tęsknił do prawdziwej działalności komercyjnej, bo bankowość inwestycyjna „to było działanie 10 tys. metrów nad poziomem morza”. Rzucił więc ją, żeby w 2000 roku – tuż przed pęknięciem bańki dotkomów – założyć firmę internetową. Potem przyszły trzy lata zaangażowania na rzecz początkujących firm internetowych i medialnych, a następnie – praca w funduszu venture capital, nastawionym na początkujące firmy technologiczne.

Zdaniem Piersa Linneya ten okres dał mu wszechstronne doświadczenia i użyteczne kontakty. Zdecydował połączyć siły z Simonem Newtonem, który był wówczas dyrektorem zarządzającym ds. finansów przedsiębiorstw w holenderskim banku ING. – Simon i ja mnóstwo czasu poświęcaliśmy na zawieranie transakcji dla innych, chcieliśmy więc jedną zrobić dla siebie, kiedy mielibyśmy nad wszystkim kontrolę – mówi.

Poprzez własne kontakty dowiedzieli się, że DSG International sprzedaje swoją firmę telekomunikacyjną, która małym przedsiębiorstwom dostarcza telefony komórkowe i zapewnia obsługę danych. Wiedząc, że mają do dyspozycji zaledwie trzy tygodnie, pracowali nocami i własną wszechstronną ocenę tej firmy przygotowali wcześniej niż bardziej renomowane spółki, a w marcu 2007 roku ją przejęli.

Genesis miał centrum danych w Leicester, główne biuro w Bury i część operacyjną w Sheffield. Nowi właściciele utrzymali personel i zespół kierowniczy – ale nie na długo.

– Naszym celem nigdy nie było prowadzenie firmy. Zamierzaliśmy nadal wykonywać naszą pracę – mówi Simon Newton (43 lata). – Stało się jednak jasne, że jeśli nie przejmiemy wodzów, to nasza wizja tego przedsięwzięcia nigdy się nie urzeczywistni.

Dyrektor zarządzający odszedł, a nowi właściciele wprowadzili nowy zespół nadzorujący bieżące operacje. Mimo tego posunięcia i tak musieli pół tygodnia spędzać z dala od Londynu i zajmować się liczącym 250 osób personelem. – Najtrudniejszą sprawą była zmiana kultury firmy i podejścia do pracy – mówi Simon Newton. – W City pracuje się z ludźmi, którzy mają silną motywację i pracują wiele godzin... Trzeba było czasu, żebyśmy sobie uświadomili, że ludzie chcą wyjść o piątej i się wyłączyć. Po to, żeby wprowadzić w firmie kulturę właścicielską, doprowadziliśmy do sytuacji, że teraz każdy ma w niej udział. Chcemy, żeby wszyscy korzystali z jej sukcesów.

Outsourcery ma obecnie 25 tys. klientów, którym zapewnia obszerne aplikacje IT, dostępne niegdyś tylko dla dużych firm. Zainwestowała 10 mln funtów (16,5 mln euro) w najnowsze technologie i środki bezpieczeństwa dla swoich baz danych.

Firma współpracuje z Vodafone, Microsoftem i Research in Motion nad wzajemnymi powiązaniami urządzeń dla małych przedsiębiorstw i monitorowaniem aktywności użytkowników. – Biznes jest tam, gdzie użytkownik – mówi Simon Newton. – Recesja w pewien sposób pomaga nam, bo oznacza, że firmy szukają oszczędności i stają się bardziej wydajne. A technologie inwestycyjne to duży koszt.

Outsourcery usiłuje zarobić na recesji także w inny sposób – i w marcu tego roku przejęła od Cable & Wireless formę Thus Mobile.

Obydwaj wspólnicy – zakładając, że Outsourcery osiągnie pozycję wyraźnego lidera rynku – chcą działać w stylu firm kapitału prywatnego, czyli wyciągnąć z firmy tyle gotówki, ile się da, a potem rozwijać się dalej.

Umożliwiłoby to Piersowi Linneyowi zrealizowanie kolejnej jego ambicji. Chce on mianowicie utworzyć przedsięwzięcie promujące zatrudnianie „obciążonych” młodych ludzi przez pracodawców – poczynając od spółek, wliczanych do wskaźnika FTSE 100 – których normalnie nie braliby oni pod uwagę.

– Chciałbym, żeby ludzie o różnych korzeniach mieli możliwość zaznajomienia się z pracą parkietu handlu w City albo w bazie danych – mówi. – Jeśli ludzie nie znają tych problemów, a nawet nie wiedzą, że one istnieją, to jak mogą myśleć o pracy w tym otoczeniu?

1548578a-c1bb-47da-90c4-bebe62c8648e-38944895.jpg

Fot. Istock

Satysfakcja z osobistego kierowania firmą bywa większa niż zadowolenie z pracy w dużej instytucji

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.