Dziennik Gazeta Prawana logo

Redukcja w Oplu nie dotknie Gliwic

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Wszystkie europejskie fabryki General Motors przetrwają, ale pracę straci co najmniej dziewięć tysięcy pracowników

Wiceszef General Motors Nick Reilly przedstawił wstępny plan, według którego będzie restrukturyzowany Opel. Najprawdopodobniej żadna spośród dziesięciu europejskich fabryk koncernu, w tym gliwicka, nie zostanie zamknięta.

Oficjalne deklaracje ze strony przebywającego w Europie Reilly’ego jeszcze nie padły. Nasi rozmówcy z GM przekonują jednak, że podczas wizyt w kolejnych zakładach wiceszef koncernu złożył zapewnienia o chęci utrzymania wszystkich europejskich zakładów. Ceną mają być jednak wielkie oszczędności. Według informacji Niemieckiej Agencji Prasowej GM chce zlikwidować ok. 8,7 tys. spośród 50 tys. miejsc pracy. Zgodnie z kalkulacjami koncernu z Detroit pozwoli to zmniejszyć produkcję o 20 proc., obniżyć koszty o jedną trzecią i w konsekwencji wyprowadzić Opla na finansową prostą.

Od wczoraj wiadomo również, że większość zwolnień ma być przeprowadzona w Niemczech. W czterech tamtejszych fabrykach pracę straci prawdopodobnie 5,3 tys. osób, czyli jedna piąta dotychczas zatrudnionych. Rząd niemiecki obawiał się, że GM zupełnie zrezygnuje z najmniej dochodowej fabryki we wschodnioniemieckim Eisenach, która specjalizuje się w produkcji Opla Corsy. A jak wyliczył Instytut Badań nad Gospodarką w Halle, zamknięcie tylko tej zatrudniającej 1,7 tys. osób linii produkcyjnej doprowadziłoby w okolicy do fali zwolnień przekraczających 22 tys. osób, których praca powiązana jest z produkcją samochodów.

Duże cięcia czekają też belgijskiego Opla. Po Eisenach to właśnie zatrudniająca 3,7 tys. osób Antwerpia uchodziła za najbardziej zagrożony zamknięciem zakład. Jeśli plan Reilly’ego zostanie wprowadzony w życie, pracę straci tu ok. 2 tys. ludzi. Pozostałych 16 proc. oszczędności GM chce szukać w innych europejskich fabrykach, m.in. w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Polsce.

Szczegółowe plany dotyczące zatrudniającego 2,5 tys. osób gliwickiego Opla na razie nie są znane. Niewykluczone jednak, że w Polsce obejdzie się bez ostrych cięć. - Podczas niedawnej wizyty w Polsce Nick Reilly zapewniał nas, że nasza fabryka zajmuje ważne miejsce w długofalowych planach General Motors. Biorąc pod uwagę niższe koszty pracy u nas i ekonomiczną wydajność Gliwic, zapewnienia te brzmią wiarygodnie - mówi nam Przemysław Dyszewski z polskiego przedstawicielstwa GM.

Taki scenariusz jest optymalny dla gliwickich związków zawodowych. - Liczymy, że u nas nie będzie już żadnych zwolnień, zwłaszcza że ruszamy z produkcją nowego modelu Astry - uważa Sławomir Ciebiera, szef gliwickiej "Solidarności". Dodaje, że Gliwicom na dobre wyszło też fiasko planu sprzedaży Opla rosyjsko-kanadyjskiemu konsorcjum Magna-Sbierbank, które lansował niemiecki rząd. - W myśl tamtej koncepcji nasz zakład zajmował miejsce peryferyjne. Pozostając własnością GM, czujemy się bezpieczniejsi - mówi Ciebiera.

Plan Reilly’ego musi zostać jeszcze zatwierdzony przez przedstawicieli krajów, w których znajdują się fabryki Opla oraz unijnych komisarzy ds. przemysłu, konkurencji i rynku pracy. Do decydującego spotkania w tej sprawie ma dojść 4 grudnia w Brukseli.

Jeśli plan restrukturyzacji przyniesie zakładane rezultaty, może się stać modelem dla podobnych rozwiązań w innych europejskich koncernach samochodowych, które również borykają się z finansowymi problemami. Według ekspertów światowa podaż samochodów przekracza dziś zapotrzebowanie w skali 25 do nawet 50 proc. Aby koncerny mogły przetrwać, muszą więc zmniejszyć koszty i produkcję przynajmniej o jedną czwartą.

Dla Berlina ratowanie sztandarowej marki - Opla - było o wiele ważniejsze niż jej zarzuty o ukryty interwencjonizm. Dziś Kroes nie jest już obiektem ataków ze strony niemieckich mediów i polityków. Radykalnie zmienił się pomysł na ratowanie Opla, a komisarz stała się przydatna.

(niemieckiej) dla Opla od tego, czy przejmie go konkretny inwestor (Berlin preferował Magnę/Sbierbank). Jej zdaniem takie rozwiązanie nie było zgodne z zasadami wolnego rynku obowiązującymi w Unii Europejskiej. Dziś rząd kanclerz Angeli Merkel obawia się, że europejskie kraje, w których znajdują się zakłady Opla - po upadku dealu z kanadyjsko-rosyjskimi Magną/Sbierbankiem - na własną rękę podpiszą korzystne porozumienia z General Motors (oferując gigantowi motoryzacyjnemu subwencje państwowe). Dokładnie tak, jak zrobił to Berlin z Magną. Problem jednak w tym, że teraz to nie niemiecka stolica będzie decydować o kierunku restrukturyzacji firmy, tylko kraje dające subwencje.

krajów członkowskich i kierownictwa General Motors na temat Opla w Brukseli. Co więcej, spotkanie zostało zwołane z inicjatywy niemieckiego komisarza ds. przemysłu Guentera Verheugena. Berlin do wiary w unijne zasady wrócił, gdy General Motors na własną rękę zaczął restrukturyzować stojące na skraju bankructwa przedsiębiorstwo (nie wykluczając pomysłów interwencjonistycznych, ale tym razem w wykonaniu państw innych niż Niemcy).

@RY1@i02/2009/231/i02.2009.231.000.0009.001.jpg@RY2@

Wiceprezes General Motors, odpowiedzialny za rynki europejskie Nick Reilly, odwiedził Stary Kontynent

AFP

Rafał Woś

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.