Szef Fiata woli Serbię od Włoch
Sergio Marchionne buduje fabryki koncernu tam, gdzie koszty są niewielkie. Sycylia jest dla niego za droga
Prezes włoskiego Fiata, Sergio Marchionne, rusza z inwestycjami w fabrykę Zastava w Kragujevac.
Do Serbii nie przyciągnęła go wątpliwa sława chluby przemysłowej potęgi ery Josipa Bros Tito, ale czysty interes. Mimo że przystosowanie mocno zaniedbanej od czasów wojny domowej na Bałkanach fabryki do standardów nowoczesnego zakładu ma kosztować aż 700 mln euro, Marchionne wierzy, że poniesione koszty szybko się zwrócą. Według niego, za kilka lat to właśnie w tym rejonie popyt na nowe samochody ożyje, a do tego będzie wspierany zamówieniami z północnej Afryki. Specjalnie dedykowany takim krajom jak Serbia, Rumunia czy Bułgaria fiat uno zacznie zjeżdżać z taśm montażowych serbskiej fabryki między 2011 a 2012 rokiem. Stamtąd wyruszy też w świat nowy mikrosamochód - topolino. Z Bałkanów trafi on między innymi do Stanów Zjednoczonych. Marchionne bardzo liczy na USA po przejęciu dwa lata temu Chryslera. Z kolei włoskie fabryki w Polsce mają być produkcyjnym zapleczem przede wszystkim dla Europy.
Marchionne stawia na nasz kraj, a także na Turcję i Serbię, mimo krytyki włoskich związków zawodowych i rządu. Wie, że nie ma innego wyjścia: produkowanie aut w tych państwach jest tańsze niż na Sycylii.
Wie o tym nie tylko Fiat. Na Bałkanach interes zwietrzyli już Francuzi z Renault, którzy przejęli kilka lat temu inną legendarną markę demoludów - rumuńską Dacię.
Nebojsa Ciric, sekretarz stanu w ministerstwie gospodarki i rozwoju regionalnego Serbii, zapewnia, że Serbia nie ustępuje w niczym Rumunii czy Polsce. Ma dobrze wykształconych pracowników, którzy kosztują o wiele mniej niż na zachodzie Europy. Średnie wynagrodzenie w Serbii to tylko 300 euro - trzy razy mniej niż w naszym kraju, które i tak jest dwa, trzy razy niższe niż we Włoszech.
Eksperci twierdzą, że Marchionne doskonale wie, co robi.
- To jeden z największych wizjonerów branży samochodowej - uważa Andrzej Halarewicz, szef polskiego oddziału światowej firmy monitorującej rynek motoryzacyjny JATO Dynamics.
W ciągu sześciu lat od objęcia sterów koncernu z Turynu udało mu się stworzyć jeden z najlepszych portfeli z "pięćsetką" produkowaną w Tychach na czele.
Jednak gdy Marchionne przychodził do Fiata, niewielu wierzyło, że podniesie z kolan ikonę włoskiej motoryzacji. Koncern miał gigantyczne kłopoty finansowe i balansował na krawędzi bankructwa. Marchionne, jak o nim mówią "człowiek w swetrze", nie miał doświadczenia w branży motoryzacyjnej. Okazało się to jego siłą.
- Miałem wrażenie, że biznes samochodowy jest zaskorupiały, że potrzebne są nowe pomysły. Czasami trzeba się zabrać do pewnych spraw po prostu od innej strony - mówił tuż po objęciu sterów Fiata.
Marchionne nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Na rynku szykują się kolejne fuzje, w tej grze potężny Fiat na pewno nie będzie stał z boku.
@RY1@i02/2010/072/i02.2010.072.000.024a.001.jpg@RY2@
Fot. REUTERS/FORUM
Sergio Marchionne to wizjoner. Według niego, koncern powinien teraz postawić na Bałkany i Afrykę Północną
Cezary Pytlos
cezary.pytlos@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu